piątek, 30 listopada 2018

Specjał kuchni cypryjskiej - ser Halloumi. Jak smakuje i jak zrobić z nim sałatkę


Ser Halloumi jak zrobić



Podczas pobytu na Cyprze, zachwycił mnie jeden z tamtejszych specjałów, ser Halloumi.

Po raz pierwszy spróbowałam go przypadkiem, gdy z powodu opóźnionego lotu, na obiad mogliśmy wybrać się dopiero o 19:00. W okolicznych tawernach były takie tłumy, że nie byliśmy w stanie czekać na kolejne pół godziny przy pustym stoliku i wybraliśmy się do pobliskiego galerii handlowej.

Była niedziela i część punktów gastronomicznych była już niestety zamknięta, ale udało nam się trafić na coś z kuchni cypryjskiej w specjalnej ofercie tamtejszego Burger Kinga - bułkę z serem Halloumi. Ser smakował nam wyjątkowo, jak się później okazało, nie tylko ze względu na ogromny głód.

Jest on po prostu wyśmienity.

ser Halloumi

Gdzie kupić ser Halloumi

 

Najłatwiej kupić go na Cyprze ;)
Na szczęście w Polsce też jest dostępny. Na ser Halloumi trafiłam w Auchan, a także podczas greckiego tygodnia w Lidlu.

Jak smakuje ser Halloumi 




Ser Halloumi ma delikatny, słodko-słony smak, jest soczysty, a w konsystencji jest nieco podobny do sera Mozzarella. Jego zaletą jest to, że podczas grillowania, czy smażenia nie zmienia swojego kształtu, a jedynie pokrywa się delikatną lekko chrupiącą złocistą skórką

Najlepiej smakuje na ciepło.

Niekiedy ser Halloumi można kupić już przyprawiony, najczęściej suszonymi ziołami, przede wszystkim miętą. Ja jednak wolę przyprawić go według własnego gustu.

Ser Halloumi jak zrobić


Przyrządzić ser Halloumi możemy grillować zarówno na typowym grillu, a także na patelni, czy w piekarniku.Najczęściej grilluję go urządzeniu typu trzy w jednym, gdzie mam gofrownicę, toster i grill.

Żeby przygotować ser, wystarczy skropić go oliwą i grillować po obu stronach, aż się wyraźnie zarumieni.

Sałatka z serem Halloumi

Ser Halloumi - przepis na sałatkę


Ser można podawać na słono jak i na słodka. Moja ulubiona wersja to właśnie sałatka z serem Halloumi i fasolką szparagową.

Sałatka z serem Halloumi - składniki

- około 225 g sera Halloumi,
- 2 pomidory,
- 200 g fasolki szparagowej,
- garść rukol.

Przygotowanie sałatki

1. Ugotuj fasolkę w osolonej wodzie.
2. Oparz i obierz pomidory, a następnie pokrój je na ćwiartki.
3. Przygotuj rukolę.
4. Wszystkie składniki połóż na talerzu.
5. Przygotuj ser na grillu, w taki sposób, jak podałam wyżej.
6. Gdy na serze pokażą się przypieczone paski, zdejmij go i przełóż na talerz.
7. Całość skrop oliwą.


Smacznego!

poniedziałek, 26 listopada 2018

Najlepsze domowe kosmetyki z miodem + recenzja szamponu Sattva Ayurveda miód i migdały


kosmetyki z miodu

Wiele razy wspominałam o miodzie, jako dodatku do potraw i napojów. Miód nadaje się także do stosowania na zewnątrz jako, składnik kosmetyków. Właściwości kosmetyczne miodu wynikają przede wszystkim z tego, że zawiera on witaminę A, witaminy z grupy B, które mają wpływ na kondycję skóry włosów i paznokci  oraz witaminę C , kwas foliowy i biotynę.
Lubię wykorzystywać miód do przygotowywania domowych kosmetyków. Chętnie kupuje też kosmetyki z miodem w składzie. Dziś podam Wam przykłady tych kosmetyków z miodem, które lubię najbardziej.

Peeling do ust z miodem

 

Peeling do ust z miodem  ma wiele zalet:
bardzo łatwo wykonać
nie ma obaw przed jego zjedzeniem,
dzięki odżywczym właściwościom nie tylko zdziera martwy naskórek, ale także odżywia usta.
Do pielęgnacja ust używam najczęściej ksylitolu, bo jest on bezpieczniejszy dla zębów. Domowy peeling do ust przygotowuję z miodu, ksylitolu i odrobiny oleju ze słodkich migdałów.


Maseczka na twarz z miodu

 

Kolejny z moich ulubionych sposobów na wykorzystywanie miodu do celów kosmetycznych, to maseczka na twarz. Wystarczy zmieszać miód z serkiem homogenizowanym ( z serkiem konsystencja maseczki jest najlepsza,tzn. najwygodniejsza do nałożenia). Serek można zastąpić śmietaną lub jogurtem.

maseczka na dłonie z miodem

 

Domowym sposobem na spierzchnięte dłonie jest maseczka z miodem. Gdy moje dłonie wymagają natychmiastowej regeneracji, a w domu nie mam profesjonalnej maski, sięgam po miód, dodaję mleko, nakładam i czekam 10 minut.

szampon z miodem

Sattva Ayurveda szampon do włosów miód i migdały

 

Miód jest składnikiem  także profesjonalnych kosmetyków. Świetnie sprawdza się na włosy,  dlatego zdecydowałam się wypróbować szampon miód i migdały marki Sattva Ayurveda.
O tej marce wspominałam już pisząc na temat henny do włosów (SATTVA henna z amlą. Czy henna pokrywa siwe włosy).

Szampon miód i migdały znajduje się w plastikowej przezroczystej butelce z wygodnym zamknięciem. Według producenta szampon nadaje się do każdego rodzaju włosów. Moje są dość suche i lubią się puszyć, dlatego wybieram tylko szampony bez SLES.
W składzie szamponu znajdują się: miód,olej migdałowy oraz delikatne zioła, których zadaniem jest oczyszczenie głowy i odżywienia włosów.

Opinia o szamponie Sattva Ayurveda miód i migdały

 

Pierwsze na co zwracam uwagę to zapach. Czuć, że nie są to syntetyczne perfumy. Pachnie przyjemnie, delikatnie, jak połączenie miodu i zapachów orientalnych.
Szampon pieni się całkiem dobrze,  a po umyciu mam wrażenie że skóra jest znakomicie oczyszczona.
Podczas pierwszych dwóch myć umyślnie nie użyłam maski do włosów ani odżywki, ponieważ chciałam  sprawdzić jak działa szampon samodzielnie.
Po umyciu szamponem włosy były dobrze nawilżone, nie puszyły się, nie plątały, więc nie czułam się z nimi źle, pomimo braku odżywki. Wyglądały świeżo i zdrowo.
Odżywka, a częściej maska do włosów jest mi potrzebna po to, by ułożyć niesforne krótkie kosmyki, które gdzieniegdzie mi się kręcą. Gdyby nie to, szampon byłby dla mnie samowystarczalny.

szampon sattva miód i migdał

Podsumowując, szampon dobrze odświeża odżywia i nawilża włosy  zawiera zioła które przeciwdziałają powstawaniu łupieżu, dlatego uważam, że może nadawać się dla każdego. Jest to kolejny kosmetyk z miodem, który z przyjemnością będę regularnie używać.

Żel znajdziecie w sklepach w cenie około 22 zł (tutaj).

Jakie są wasze doświadczenia,  używacie kosmetyków z miodem?

czwartek, 22 listopada 2018

Dlaczego miałam alergię na Zero Waste i jak się z niej wyleczyłam




Mogę powiedzieć, że zostałam wychowana w duchu Zero Waste. Oczywiście w czasach mojego dzieciństwa nie istniało takie określenie, a plastik nie był tak wszechobecny, ale pewne zasady dotyczące marnotrawstwa wpoili mi rodzice, a ja byłam chyba pilnym uczniem.

Być może z tego powodu, zaskakuje mnie czasem, gdy inni odkrywają świat na nowo, szukając przedmiotów, które zastąpią im te plastikowe i jednorazowe.
Zdaję sobie jednak sprawę, że mnóstwo ludzi, szczególnie młodszych ode mnie, nie pamięta lub nie zna tamtego świata. Nie wie jak to było, gdy nie wyrzucało się śmieci do estetycznie wyglądających i hermetycznie zamykanych worków, a w sklepach nie było czegoś takiego jak zgrzewka wody.
Nie jestem jednak taka stara i żeby niektóre rzeczy sobie przypomnieć muszę sięgnąć głębiej pamięcią.
Dziś jednak nie chcę opowiadać historii mojego życia, a poruszyć temat jakim jest idea Zero Waste, na którą na długi czas nabawiłam się "alergii". Właściwie to uczulenie nie dotyczyło samego Zero Waste, ale tego określenia.


Zero Waste

Zero Waste,  w dosłownym tłumaczeniu „brak śmieci” lub „brak marnowania”, to styl życia, zgodnie z którym człowiek stara się generować jak najmniej odpadów, a tym samym nie zanieczyszczać środowiska. (definicja Polskiego Stowarzyszenia Zero Waste).

Jak sami widzicie, styl życia Zero Waste, to ograniczenie ilości marnowanych produktów. Samo dobro dla nas i dla środowiska, w którym żyjemy. 

Kiedy więc usłyszałam, że jest coś takiego jak Zero Waste, pomyślałam że to coś dla mnie i zapisałam się do jednaj z grup facebookowych skupiających ludzi zainteresowanych tym tematem.
Być może dołączyłam tam w złym momencie. Zamiast oczekiwanych przeze mnie ciekawych porad na temat zmieniania swojego życia na bardziej ekologiczne, każdego dnia wyświetlało mi się po kilka zdjęć, czy filmów, znalezionych na zagranicznych stronach, pokazujących jak to ktoś, zrobił rzeźbę, instalację z plastikowych odpadów, czy konstrukcje takie jak łódki z butelek.
Nie takiego podejścia do tematu się spodziewałam. 

Pinterest


Upcycling, czy Zero Waste

 

W tym miejscu postanowiłam wyjaśnić, że tworzenie z odpadów nowych przedmiotów o większej wartości, to upcycling. To nie jest to samo co Zero Waste.
W myśl Zero Waste zamiast szukać sposobów na ponowne wykorzystanie plastikowych butelek, lepiej przestać je kupować. 



A co daje ekologii konstruowanie łodzi z zebranych butelek PET? Można by sądzić, że jest to promocja ekologicznej postawy. Tylko, czy zmieni to postawę tych, których ekologia nie interesuje, czy przekona ich do nie używania plastiku?
Bardzo w to wątpię. Jeśli ktoś nie dba o ekologię i lubuje się w plastiku i wszelkiego typu jednorazówkach, to takie działania go nie przekonają do zmiany postawy. 

Dlaczego tak sądzę? Wyjaśnię to na przekładzie. Mam znajomą, która finansowo jest ustawiona. Nie wychowywała się w dostatku, dlatego teraz sobie "używa". Ma jedno skrzywienie, wszystko co można by nazwać Zero Waste, czyli unikaniem marnowania, wtórnym wykorzystaniem itp., uważa za obciach, bo kojarzy się jej z biedą, a przecież biedna nie jest.

Wbrew pozorom, jest wiele takich osób. Ktoś kto przez lata nosił łatane i cerowane ciuchy, gdy stać go na nowe, często popada w skrajność.


 


Zero Waste dla biednych i bogatych


Jest sposób by zaradzićnegatywnym skojarzeniom. Bycie eko i Zero Waste powinno się po prostu dobrze kojarzyć

Jeśli komuś to odpowiada i go stać, niech używa diznajnerskiej butelki Jeśli nie, to niech wykorzysta szklaną butelkę po soku.
Jeśli chce, to niech nosi wodę w szkle, czy metalu, a jeśli to mu nie odpowiada, to niech poszuka wielorazowych, plastikowych butelek wolnych od BPA. Zawsze to krok w dobra stronę od kupowania wody w PET, i to jest najważniejsze.


Wracając do tematu grupy facebookowej, nie zagrzałam tam długo miejsca. Prócz wrzucania fotek, o których pisałam wyżej, były też ostre dyskusje, często wzniecane przez internetowych trolli, którzy wiedzieli, że trafili na podatny grunt i wyjątkowo łatwo wywołać tam burzę.
Niestety wśród takich społeczności jest dużo osób, które traktują wszystko zero-jedynkowo. Agresja, fanatyzm, obelgi, nakłanianie do hejtu, bo ktoś popełnił błąd, zamiast przekonać do bycia eko, czy Zero Waste, odstraszają.

Odstraszyły do tego stopnia, że na hasło Zero Waste mnóstwo ludzi ma alergię. Prywatne wiadomości jakie dostałam na Instagramie poruszając ten temat, były do siebie bardzo podobne: "to jest chore", "dlatego mnie tam nie ma", "właśnie przez to się wycofałam" itp.

Nie sądzę, by osoby z kręgu Zero Waste, tak właśnie chciały być postrzegane.  

Mam nadzieję, że uda się uzdrowić ten wizerunek. Sama działam w tym kierunku, bo wyleczyłam się z alergii na hasło Zero Waste.


Blogi o Zero Waste

 

Po odejściu z grupy stwierdziłam, że zero waste, to utopia. Powiedziałam sobie, że skoro nie jestem w stanie osiągnąć "zera" w marnowaniu, to nie jest to dla mnie. Byłabym zadowolona, gdyby nazwę zero waste zastąpiło Less Waste. Nie spotkałam wcześniej takiego określenia, a szkoda.
Przez następne lata nie szukałam informacji o Zero Waste, co nie znaczy że zmieniłam swoją postawę do dbania o środowisko.

W końcu zauważyłam, że pojawiło się takie pojęcie jak less waste i jest ono coraz bardziej popularne. Tu i ówdzie docierały do mnie informacje na temat kolejnych osób, które mają wiele ciekawego do powiedzenia w tym temacie.
Odnalazłam profile blogerek, którym bliskie jest pojęcie ekologii i less waste. Nie robią one z siebie ideałów, są ludźmi z krwi i kości. Przyznają, że do zerowego generowania śmieci jest im jeszcze daleko i nie wprowadzają presji, czy poczucia winy u swoich czytelników.
Jeśli was też interesuje idea Zero Waste zajrzyjcie przede wszystkim do:
Zapraszam też do mnie @mrs_calluna.

Ostatnio w sieci głośno było o hejcie, który spotkał ekipę Soap Szop w grupie facebookowej o tematyce Zero Waste. Sprawa dotyczyła rozdawanych na targach próbek w plastikowych opakowaniach.
Nie wiem, czy gdyby ta sytuacja miała miejsce wcześniej znalazła bym się na innej grupie Zero Waste, ale na szczęście kilka dni wcześniej poczułam się wyleczona z alergii na hasło "Zero Waste" do tego stopnia, że poszukałam przyjaznej grupy, o wiele mówiącej nazwie Zero Waste Bez Spiny ;) 

 
Oby powstawało jak najwięcej takich miejsc, w których będziemy się wspierać w dążeniu do ograniczania odpadów, szczególnie tych, które są szkodliwe dla naszego środowiska.


 
Podzielcie się swoimi doświadczeniami dotyczącymi Zero Waste.

wtorek, 20 listopada 2018

Kosmetyki do cery naczynkowej i z trądzikiem różowatym AVA ROSACEA REPAIR


pianka do cery naczynkowej, pianka trądzik różowaty



Wielokrotnie wspomniałam na blogu, że mam cerę naczynkową. Wymaga ona szczególnej pielęgnacji, ponieważ może przekształcić się w trądzik różowaty. Jestem na granicy trądziku różowatego, dlatego staram się robić wszystko, żeby nie spowodować jego rozwoju.
Aby zapobiec powstaniu trądzik  różowatego należy stosować odpowiednią pielęgnację. Od kilku tygodni używam kosmetyków do pielęgnacji skóry Rosacea Repair marki Ava (Łagodzącą piankę do mycia twarzy  oraz Regenerujące serum z hesperydyną).


Łagodząca pianka do mycia twarzy z hesperydyną Ava

 

AVA ROSACEA REPAIR Łagodząca pianka do mycia twarzy


Przez lata miałam obawy przed stosowaniem pianek do mycia twarzy. Przekonałam się dopiero, gdy trafiłam na piankę Rosacea Repair, ponieważ jest ona przeznaczona do wrazliwej, skłonnej do zaczerwienień. 

Pianka znajduje się w poręcznej butelce o pojemności 150 ml. 

Produkt ma delikatny przyjemny zapach,  łatwo się go dozuje.
Ma za zadanie oczyścić skórę rozjaśnić zaczerwienienia nawilżyć i łagodzić podrażnienia.

Pianka zawiera heparynę, jeden z najważniejszy z bioflawonoidów występujących w naturze, który od niedawna jest także stosowany w kosmetyce.  Wzmacnia on naczynia krwionośne, usprawnia krążenie krwi, ma działanie antyoksydacyjne i przeciwzapalne, pomaga zachować prawidłową strukturę kolagenu. Działa przeciwzapalnie i przeciwalergicznie.

W składzie znajdują się też między innymi: ekstrakt z wąkroty azjatyckiej, ekstrakt z aloesu oraz pantenol.


Opinia o Łagodzącej piance do mycia twarzy 

 

Od dawna nie używam do mycia twarzy mydeł. Bardzo rzadko  decyduję się też na żele myjące, bo zazwyczaj powodują, że moja skóra staje się jeszcze bardziej sucha, co powoduje jeszcze większe podrażnienia i rumień. 

Zanim po raz pierwszy używam pianki obawiałam się podobnego efektu jak po żelach, ale uznałam że skoro jest to produkt przeznaczony do cery z trądzikiem różowatym to musi być zdecydowanie bardziej łagodny. 

Pianka już od pierwszego użycia zrobiła na mnie bardzo dobre wrażenie. Skóra po myciu jest nawilżona, bardziej odporna na  podrażnienia, a zaczerwienienia stały się łagodniejsze.

Pianka była doskonałym wyborem. Idealnie nadaję się do mojej cery  i sądzę, że sprawdzi się u każdej osoby wrażliwą cerą, skłonną do podrażnienie i zaczerwienień.


serum do cery naczynkowej

 

AVA ROSACEA REPAIR Regenerujące serum do twarzy z hesperydyną

Po piance nie spodziewam się spektakularnych efektów, większe nadzieje wiązałam z serum, między innymi dlatego, że producent zapowiadał redukcję zaczerwienienia skóry już po 24 godzinach.
Serum znajduje się w szklanej butelce o pojemności 30 ml, wyposażone jest pipetkę,  co powoduje że bardzo wygodnie się je nakłada. 

Serum ma podobne składniki aktywne, jak opisana przeze mnie wyżej pianka do mycia twarzy, z tą różnicą, że zawartość tych składników jest zdecydowanie wyższa.

Opinia o Regenerującym serum do twarzy z hesperydyną

 

Po pierwszych 24 godzinach nie zobaczyłam istotnej różnicy w wyglądzie cery. Pierwsze efekty zauważyłam po trzech dniach stosowania, czyli po trzech użyciach serum. Używam je codziennie rano przed nałożeniem makijażu. 

Ma lekką wodną formułę, błyskawicznie się wchłania, dlatego nie mam problemów z nałożeniem kremu czy makijażu. 

Zapach serum jest delikatny, i po nałożeniu na twarz zupełnie niewyczuwalny.

Dzięki temu, że serum nakłada się pipetką, dozowanie produktu jest bardzo wygodne. Nie ma mowy o niepotrzebnym rozlaniu nawet kropli, dzięki czemu  produkt jest bardzo wydajny.

Po dłuższym stosowaniu zauważyłam, że pajączki stały się mniej widoczne , nie pojawiły się żadne nowe naczynka, zatem z działania serum jestem zadowolona.

Choć efekt nie jest natychmiastowy, to z każdym tygodniem używania serum, zaczerwienienia stają się odrobinę łagodniejsze.

piątek, 16 listopada 2018

Placki pancakes z twarogiem


Pankejki z twarogiem



placki z serem twarogowym




Kiedyś uważałam, że syrop klonowy jest mi zbędny, bo do słodzenia używałam cukru lub jego zamienników oraz miodu. Muszę jednak przyznać, że pankejki z syropem klonowym smakują najlepiej.
Przedstawiam Wam przepis na placki pancakes z twarogiem.


Pankejki z twarogiem - składniki

2 szklanki maki,
3 łyżeczki cukru waniliowego,
2 jajka,
1,5 szklanki mleka,
250 g chudego twarogu,
1 łyżka oleju,
1,5 łyżki sody.

Przygotowanie pancakes z twarogiem



Oddziel żółtka od białek.

Rozgnieć twaróg z żółtkami.

Dodaj olej, mleko, mąkę, sodę i wymieszaj. 
 
pankejki twarogowe


Ubij białka na sztywną pianę i delikatnie połącz z masą twarogową.

Smaż po obu stronach na rozgrzanej patelni bez tłuszczu.



Smacznego!

środa, 14 listopada 2018

Trzy pomadki ochronne: miętowa z peelingiem Sylveco, kojąca i odżywcza Vianek

pomadka ochronna odżywcza

Jakiś czas temu, przeglądając mojego bloga zauważyłam, że nie ma na nim recenzji miętowej pomadki z peelingiem Sylveco, którą już dawno planowałam napisać. Dziś nadrabiamić zaległości, a przy okazji opisać, jak sprawdzają się u mnie dwie pomadki ochronne Vianek: kojąca i odżywcza.


pomadka Sylveco

Sylveco pomadka z peelingiem miętowa 

 

Odżywcza pomadka Sylveco z peelingiem nie do końca mi pasowała. Trafiała na duże kawałki zbrylonego cukru, przez co  gdy ją używałam, zdarzały się momenty, w których jedynie ostro drapała, a w ogóle nie pielęgnowana ust.
Nie byłam zadowolona z tak dużej ilości cukru na ustach, mimo to postanowiłam  dać szansę miętowej pomadce z peelingiem tej samej marki. Ucieszyło mnie, że pomadka zamiast cukru zawiera bardziej bezpieczny dla zębów ksylitol.
Ze względu na zawartość miętowego olejku, postanowiłam zaopatrzyć się w tą pomadkę latem. Mięta działa odświeżająco i chłodząco, idealnie nadawała się więc na  ciepłą porę roku. 

Sylveco Miętowa pomadka z peelingiem – składniki

 

Olej słonecznikowy, wosk pszczeli, ksylitol, oliwa z oliwek, olej rycynowy, masło karite (Shea), witamina E, wosk carnauba, olejek miętowy.

Miętowa pomadka z peelingiem - opinia

 

Kryształki cukru są bardziej drobne niż w pomadce odżywczej, przez co peeling jest bardziej delikatny i przyjemny. W największe upały zdarzało się jednak, że kryształki się rozpuszczały. Na peeling nie mogłam wtedy liczyć ale, na przyjemne odświeżenie i odżywienie skóry owszem.
Polubiłam tą pomadkę i na pewno będę po nią jeszcze sięgać. Nadaje się nie tylko na lato.
Plusem jest też jej duża wydajność. 

O pozostałych pomadka Sylveco możesz przeczytać w jednym z moich poprzednich wpisów (zatytułowanym: Pomadka Sylveco - brzozowa,rokitnikowa, czy z peelingiem)



pomadka odżywcza Vianek

 

Vianek pomadka ochronna odżywcza

 

Pomadka ochronna odżywcza Vianek (w kolorze pomarańczowym) ma mnóstwo naturalnych składników  takich jak oleje oleje (z pestek moreli, rokitnikowy, sojowy, jojoba), wosk pszczeli, masła (kakaowe, shea) oraz kompozycję zapachową, która ma przypominać mango i brzoskwinie.

Vianek pomadka odżywcza - składniki

 

Olej sojowy, olej rokitnikowy, olej jojoba, olej z pestek moreli, wosk pszczeli, masło karite (Shea), masło kakaowe, lanolina, wosk carnauba, kompozycja zapachowa.

Pomadka odżywcza Vianek - opinia

 

Pomadka odżywcza Vianek pozostawia na ustach delikatną natłuszczającą warstwę, która sprawia, że skóra staje się bardziej elastyczna i odporna na czynniki zewnętrzne. Spełnia swoją rolę. 

Zapach jest przyjemny, słodki, owocowy,  dosyć intensywny. 

Zauważyłam, że pomadka bardzo szybko się zużywa. Już po kilku dniach używania stała się znacznie krótsza, ale też i cieńsza niż była na początku.
Przypuszczam zatem, że choć nie muszę często jej nakładać, szybko ją zużyję.

Vianek kojąca pomadka

Vianek Kojąca pomadka ochronna

 

Kojąca pomadka ochronna Vianek (fioletowa) również zawiera wartościowe składniki. Od wersji odżywczej różni się między innymi zawartością skwalanu. Dodatkiem jest kompozycja zapachowa, o której producent twierdzi, że ma apetyczny zapach i smak winogron.

Vianek pomadka kojąca - składniki

 

Olej sojowy, skwalan, Olej sezamowy, olej jojoba, wosk pszczeli, masło karite (Shea), masło kakaowe, lanolina, wosk carnauba, kompozycja zapachowa.

Pomadka kojąca Vianek - opinia

 

Choć, jak już wspominałam, według producenta pomadka ma apetyczny zapach, moim zdaniem jest on sztuczny i zupełnie nie nadaje się do produktu do ust.
Zapach przypomina kompozycję, która znajduje się w produktach Biolaven, które pachną winogronami i lawendą. Zapach pomadki jest niestety bardziej ostry. 

Druga, chyba jeszcze bardziej istotna wada, to działanie pomadki. Szybko znika z ust,  po 30 minutach od nałożenia, skóra ust jest już sucha i nieprzyjemnie szczypie podczas napinania, np. gdy się uśmiecham.
Ta pomadka jest dla mnie rozczarowaniem.

Osobom, które nie lubią sztucznych zapachów w pomadkach polecam mój przepis na pomadkę czekoladową.

piątek, 9 listopada 2018

14 sposobów na to jak pozbyć się chandry i przetrwać jesień w dobrym nastroju




Przez wiele lat, gdy przychodziła jesień, a szczególnie w momencie gdy przez przechodziliśmy na czas zimowy i dzień stawał się bardzo krótki, twierdziłam że mogłabym zapaść w zimowy sen. Nie jestem susłem czy świstakiem, musiałam więc znaleźć inny sposób, aby wbrew smętnej pogodzie uniknąć chandry i przetrwać jesień w dobrym nastroju.



1. Wyjdź na spacer

Norweskie przysłowie mówi "nie ma złej pogody, są tylko złe ubrania".  Całkowicie się z tym zgadzam. Nawet jeśli pogoda nie zachęca do spacerów, wychodzę przynajmniej na 20 minut i zawsze po takim spacerze mam więcej energii. Warto się przekonać.


Znajdź sposoby na brak słońca



2. Pamiętaj o witaminie D

Nawet najpogodniejszą jesienią przebywając w naszej strefie graficznej nie dostarczysz swojemu organizmowi wystarczającej ilości witaminy D. O suplementacji możesz poczytać w jednym z moich poprzednich postów (Witamina D3K2).




3. Wybierz odpowiednie żarówki

Pewnie wiesz, że istnieje coś takiego jak światłoterapia (fototerapia), czyli leczenie światłem. Służą do tego specjalne lampy.
W domu warto wyposażyć się żarówki których światło jest podobne do barwy światła naturalnego. O tym świadczy oznaczenie Ra, współczynnik od 0 do 100, informujący jak blisko naturalnych barw są barwy przedmiotów w  sztucznym świetle żarówki. Najwyższy współczynnik oddawania barw (Ra=100) ma światło dzienne czyli słoneczne. Zatem im bliżej 100, tym światło bardziej przypomina naturalne.




4. Stwórz muzyczna playlistę

Możesz skomponować przygotować sobie samodzielnie zestaw ulubionych przebojów, kawałków z ulubionego gatunku muzycznego albo poszukać gotowej palylisty w internecie. Na YouTube jest ich mnóstwo. U mnie na poprawę humoru najlepiej działa muzyka reggae i muzyka irlandzka :)



5. Poćwicz

Podobno sport jest czynnością, która pozwala uwolnić najwięcej endorfin, a ten stan utrzymuje się nawet kilka godzin po zakończonym wysiłku. Ja widzę jeszcze inne korzyści, zdobyta podczas jesiennych ćwiczeń dobra figura  i kondycja przydadzą się wkrótce, w karnawale.



6. Jedz jesienne przysmaki

Pisząc jesienne przysmaki, mam na myśli jabłka które są w tym okresie najsmaczniejsze, dynie orzechy, kasztany i oczywiście wspaniałe grzyby.


7. Zapisz się na kurs lub dołącz do jakiejś grupy

Wykorzystaj ten czas z korzyścią dla siebie lub innych. Może potrzebujesz wziąć jakieś lekcje, uczestniczyć w terapii grupowej, ciekawych zajęciach albo sprawdzisz się jako wolontariusz.


8. Udzielaj się towarzysko i poszukaj wsparcia u bliskich

Spotykaj  się z ludźmi którym ufasz, przy których czujesz się swobodnie.




Doceń kolory

9. Kolory w domu

Gdy za oknem szaro, rozwesel wnętrze swojego mieszkania. Pomyśl o kolorowych dodatkach, mogą to być obrusy, poduszki, kolorowe narzuty, czy kwiaty.

10. Kolory na sobie

Ubieraj się kolorowo. Jeśli nie lubisz kolorowych ubrań, załóż kolorowe dodatki, bransoletkę, apaszkę lub skarpetki które ożywią twój strój.


11. Znajdź swój sposób na odprężenie

Znajdź swój sposób na odprężenie, może to być na przykład  rysowanie, kolorowanie, czytanie książek.

12. Zaplanuj coś miłego

W każdym miesiącu zaplanuj sobie coś miłego, na co będziesz czekać z radością. Może to być na przykład wyjście ze znajomymi, wizyta w operze, koncert, wyjazd jakieś ciekawe miejsce.

 


13. Pomyśl o wakacjach

Wyjazd na wczasy, to najmilszy czas w roku. Pracując na etacie mamy najczęściej jednorazowo jedynie dwa wolne tygodnie. Dlatego ten czas jest wyjątkowo cenny. Przyjemnie jest powspominać ostatnie wakacje, i poprzeglądać zdjęcia. Jeszcze milej jest zastanowić się nad  spędzeniem następnego urlopu. Dobre oferty ma m.in. ITAKA


14. Zrób coś dla siebie

Zadbaj o siebie, zrób coś fajnego z włosami, wybierz się do kosmetyczki, weź relaksująca kąpiel, pójść na basen.

Mój tegoroczny sposób na przetrwanie jesieni w dobrym nastroju

Ja w tym roku połączyłam kilka z tych punktów i zapisałam się na kurs tańca  Już teraz widzę że to był świetny pomysł i doskonały termin żeby właśnie w takim kursie uczestniczyć. Listopad mija mi zupełnie inaczej, do Sylwestra będę już po kursie, więc w karnawale będę mogła wykorzystać nowe umiejętności.
Ostatnio dołączyłam też do wyzwania, dzięki któremu nauczę się jak zakodować stronę internetową. Kurs dopiero przede mną, cieszy mnie zdobywanie nowych umiejętności.


Odczarowuję smętny listopad. Co wam najlepiej pomaga? Podzielcie się swoimi sposobami na poprawę nastroju. 

środa, 7 listopada 2018

Naturalne antybiotyki według książki Zbigniewa T. Nowaka „Antybiotyki z apteki Pana Boga"




Od syntetycznych leków zdecydowanie wolę te, których dostarcza nam natura, dlatego ciekawią mnie książki o naturalnych sposobach leczenia. Tym razem sięgnęłam po książkę „Antybiotyki z apteki Pana Boga" Zbigniewa T. Nowaka.
Książka zawiera mnóstwo wcześniej przeze mnie nie spotykanych przepisów na lecznicze mikstury między innymi z: babki lancetowatej, chrzanu pospolitego, dziewanny, goździkowca korzennego, jeżówki purpurowej, propolisu, bzu czarnego, czosnku pospolitego, cebuli jadalnej, a nawet róży.

Antybiotyki

W pierwszym rozdziale autor przedstawia historię antybiotyków. Opisuje nadzieje jakie wiązała z nimi medycyna, a także obawy jakie miał nawet sam odkrywca pierwszego antybiotyku – Alexander Fleming.

W książce nie ma źródeł danych statystycznych, ale sama zainteresowałam się tematem i poszperałam w internecie. Oto co znalazłam na stronie Biura Światowej Organizacji Zdrowia w Polsce: «“Coraz trudniej jest leczyć pacjentów, u których stwierdzane są zakażenia, ponieważ oporność na działanie antybiotyków, a co gorsza nawet antybiotyków ostatniej szansy, systematycznie wzrasta. Zważywszy, że proces opracowywania nowych antybiotyków przebiega bardzo powoli, wkrótce możemy nie mieć możliwości skutecznego leczenia zakażeń dróg oddechowych, moczowych, krwi czy skóry, które mogą stać się śmiertelne”, twierdzi dr. Nedret Emiroglu, Dyrektor ds. Chorób Zakaźnych, Bezpieczeństwa Zdrowia i Środowiska w Europejskim Regionie WHO. »

Zbigniew T. Nowak zwraca uwagę na rozsądne stosowanie antybiotyków, zgodne z zaleceniami lekarza. Choć wydają się one oczywiste, taka edukacja jest bardzo ważna. Mnóstwo ludzi przerywa antybiotykoterapię na własną rękę, czy popia tabletki innymi napojami niż woda.

A tak na marginesie, zlecił Wam kiedyś lekarz zrobienie antybiogramu zanim przepisał antybiotyk? Jest to badanie, które pozwala na dobranie odpowiednich antybiotyków.


Naturalne antybiotyki


W książce opisanych jest 20 naturalnych produktów, głownie roślin, które pomagają w walce z bakteriami, wirusami i grzybami. Wymienione są tam takie dolegliwości jak: zapalenie gardła, zatok, płuc, ucha środkowego, oskrzeli, migdałków podniebiennych, angina, chrypka, grypa, przeziębienie, katar, kaszel, pleśniawki jamy ustnej, czyraki, trądzik, opryszczka, grzybica i inne.

Każdemu z naturalnych leków poświęcony jest osobny rozdział. Znajdziemy w nim zdjęcia, historię stosowania razem z wieloma ciekawostkami oraz szczegółowe przepisy na łatwe do wykonania lecznicze specyfiki.

Wielką zaletą książki jest to, że domowe leki możemy przygotować z bardzo łatwo dostępnych składników, przeważnie z ziół, olejów, olejków, miodu i wody.

Propolis - przepisy

 

Dzięki książce poznałam przepisy na wykorzystanie propolisu (kitu pszczelego), który jako jedyny potrafi skutecznie zapobiec u mnie rozwojowi infekcji gardła.
Teraz będę mogła samodzielnie przyrządzić leczniczy specyfik, również i taki, który nie zawiera spirytusu.

Róża

 

Każdego dnia,  stosując hydrolat,  utwierdzam się w przekonaniu, że woda różana działa znakomicie na cerę. Dopiero w książce „Antybiotyki z apteki Pana Boga" dowiedziałam się, że olejek różany oraz domowe leki z płatków róż pomagają pozbyć się wielu problemów zdrowotnych.




Takich ciekawostek w książce „Antybiotyki z apteki Pana Boga" jest mnóstwo, dlatego zdecydowanie warto mieć ją w domowej biblioteczce.

Dzięki tej lekturze dowiedziałam się także, że wkrótce, 18 listopada, kolejny Europejski Dzień Wiedzy o Antybiotykach. Jeśli chcecie pogłębić swoją wiedzę na ten temat zajrzyjcie na www.antybiotyki.edu.pl.

sobota, 3 listopada 2018

Kremy nawilżające Ava Relipidium + hit czy kit



Sezon grzewczy jest bardzo niekorzystny dla skóry, szczególnie suchej. Przez lata szukałam kremu, który będzie trwale nawilżał skórę.
Dotychczas używane przeze mnie kremy nawilżające w ciągu dnia traciły swój efekt. Po kilku godzinach cera stawała się sucha i szorstka, a makijaż z biegiem czasu wyglądał wyglądał coraz gorzej.
W nocy nie było lepiej. Kładłam się spać z nawilżoną cerą, a wstawałam z suchą. i napiętą. Postanowiłam przerzucić się na bardziej tłuste kremy i masła. Efekt był lepszy, ale kremy te mają też wady, które nie dla każdego są do zaakceptowania. Wchłaniają się bardzo długo, przez co nocą sprawiają, że kremy wyciera się w poduszkę, a w dzień skóra mocno się świeci.

Kremy nawilżające Ava Relipidium - dermokosmetyki


Nie dałam za wygraną i postanowiłam w tym roku wypróbować czegoś nowego. Wybrałam kremy nawilżające serii Relipidium ® + Ava. Kremy należą do dermokosmetyków. Ich bazą jest masło shea, a prócz niego zawierają między innymi mleczko z bawełny, skwalan, olej z awokado i hydrolizowany wyciąg z drożdży.


Kremy Ava, Relipidium +, Dzienna stymulacja - krem nawilżający na dzień

 


Krem Relipidium + na dzień ma za zadanie uzupełnić niedobór ceramidów w skórze, wzmocnić płaszcz lipidowy i ochronić przed szkodliwym działaniem czynników zewnętrznych. Efektem ma być wygładzenie skóry i spłycenie zmarszczek. Brzmi jak idealny krem na sezon jesienno-zimowy, prawda?

Krem znajduje się w tubce, zapakowany jest do kartonika. Po otwarciu możemy używać go przez pół roku. Ma bardzo delikatny, lekko cytrusowy zapach.

Opinia o kremie

 

Konsystencja kremu jest lekka, dzięki czemu łatwo się on rozprowadza. Przyglądając się tej konsystencji sądziłam, że krem będzie działał jak inne lekkie kremy, i nie ochroni skóry przed utratą wody. Okazało się, że jest inaczej. 

Mimo, że produkt szybko się wchłania, nie pozostawiając na skórze tłustej błyszczącej warstwy, tworzy w pewien sposób ochronną powłokę, która pozostaje na skórze przez cały dzień.To prawdopodobnie zasługa masła shea.
 
Nie ma filtra SPF, ale w moim przypadku nie jest to wadą, ponieważ filtr mam w produktach do makijażu. Krem dobrze współgra z podkładem. Dzięki temu, że szybko się wchłania, nie sprawia problemów przy nakładaniu make-up'u.

Krem na dzień - działanie 


Na opakowaniu widnieje informacja na temat badań przeprowadzonych na grupie ochotniczek. W badaniach stwierdzono, że krem powoduje:
- redukcję zaczerwienia i podrażnień,
- przeciwdziałanie oznakom starzenia,
- ochronę przed czynnikami zewnętrznymi,
- głębokie nawilżenie,
- przyspieszoną regenerację.

Odczułam te zmiany na swojej skórze. Pierwszy efekt, który mnie ucieszył to zmniejszenie zaczerwienienia. Na delikatnej, naczynkowej cerze, takiej jak moja, bardzo szybko widać skutki niskiej temperatury, wiatru, czy spadku wilgotności powietrza. Odkąd zaczęłam używać kremu moja cera wyraźnie pod tym względem się uspokoiła.
Zmniejszyło się również napięcie i ściągnięcie skóry, które powodowało pieczenie i podkreślało zmarszczki.




Ava, Relipidium® +, Nocna rekonstrukcja - krem nawilżający na noc

 

Konsystencja i zapach obydwu kremów są bardzo podobne.
Wersja na noc, ma działać przeciwzmarszczkowo, redukować podrażnienia i zaczerwienienia oraz zapobiegać odczuciu ściągniętej skóry.

Opinia o kremie

 

Krem polubiłam od pierwszego użycia. Jest to pierwszy produkt, którego efekty czuję do rana, bez względu na warunki w jakich śpię. Nawet przy włączonym ogrzewaniu moje cera jest rano gładka i jędrna. Jest to mój krem nr 1 na noc dla suchej skóry.


Podsumowanie

Jestem bardzo zadowolono z kremów serii Relipidium +. Są bardzo wydajne. Jedna tubka ma 50 ml. Kupione teraz, z pewnością posłużą do końca zimy. 

Zdecydowanie mogę nazwać je moim hitem. 
 
Cenę oraz szczegóły składu znajdziecie między innymi na stronie producenta – tutaj link do całej serii Relipidium