czwartek, 18 lipca 2019

Kaszuby - atrakcje dla dzieci i nie tylko. Koń trojański i drewniany labirynt





Jadąc na krótki wypoczynek do Łeby, przy trasie drogi wojewódzkiej nr 212 dostrzegłam olbrzymią replikę konia trojańskiego. Wracając postanowiłam się zatrzymać i przyjrzeć bliżej tej atrakcji turystycznej Kaszub, o której wcześniej nie słyszałam.

Budowla znajduje się w miejscowości Oskowo (gmina Cewice), na terenie Faktorii rzymskiej. Dowiedziałam się, że jest to największa na świecie replika konia trojańskiego. Ma 16,35 m wysokości, 15,60 m długości, 6,25 m szerokości a jego waga wynosi 5 ton. Zwiedzanie umila muzyka przywodząca na myśl epokę starożytną. 
Koń zbudowany jest z drewna modrzewiowego i świerkowego. Znalazł się w Księdze rekordów Guinnessa, jako największy koń trojański na świecie. Jak widzicie, do wnętrza można wchodzić, a z jego grzbietu widać panoramę okolicy. Niestety, jeśli liczycie że dostrzeżecie stamtąd morze, to się zawiedziecie ;) Faktoria otoczona jest ze wszystkich stron lasami :)




Zaskakuje mnie nazwanie tego miejsca faktorią, ponieważ znaczenie tego słowa, to osada handlowa. Na terenie nie odbywało się nic związanego z handlem, dlatego przypuszczam że albo pierwotnie na tym terenie miało powstać coś innego, albo nazwa jest na wyrost.

Na terenie osady odbywają się natomiast imprezy okolicznościowe, rekonstrukcje bitew, żywe lekcje historii oraz międzynarodowe zloty legionów rzymskich. Co roku, w sierpniu, organizowany jest tutaj turniej rycerski i łuczniczy.
W sezonie (od 1 maja do 30 września) Faktoria jest czynna codziennie od godz. 11:00 do godz. 18:00. 

Labirynt z drewna – nowa atrakcja na Kaszubach



Nową atrakcją, która szczególnie ucieszy miłośników zagadek, zarówno dzieci jak i dorosłych, jest otwarty dopiero przed kilkoma dniami w Oskowie, na terenie Faktorii, labirynt Minotaura.
Miałam w planach odwiedzenie labiryntu w Łebie, ale coraz ładniejsza pogoda skusiła mnie aby ten czas spędzić jednak wypoczywając na plaży. Ostatecznie nie wróciłam do domu bez odwiedzenia labiryntu, co prawda nieco innego niż w Łebie, bo wykonanego z drewna, a nie z żywopłotu, ale równie atrakcyjnego dla każdego, kto lubi tego typu rozrywkę.


Oskowo - koń trojański i labirynt cennik

Cennika w internecie brak, na facebookowej stronie Faktorii również nie otrzymałam odpowiedzi, jaka jest cena biletu. Za bilet wstępu na teren zapłaciłam 15 zł. 
Czy 15 zł za wstęp to drogo? Oceńcie sami. Ja zauważyłam już dawno, że im mniejsza miejscowość, tym wyższa cena za wstęp do atrakcji turystycznych.


poniedziałek, 15 lipca 2019

Opinia o kremie na noc Ava Aloe Organic Anti Aging



Dużo dobrego słyszałam o serii Ava Aloe Organic, ale przez długi czas obawiałam się, że nie będę mogła używać tych kosmetyków z uwagi na alergię skórną, jaką wywoływały u mnie produkty z aloesem (nie tylko kosmetyki). Od kilku lat stawiam właściwie wyłącznie na naturalną pielęgnację, często wybieram kosmetyki z certyfikatami ekologicznymi i zauważyłam, że aloes w składzie tych produktów nie wywołuje u mnie alergii. Nie odważyłam się jeszcze sięgnąć po żel aloesowy, ale wypróbowałam nagrodzony i certyfikowany krem na noc z aloesem Ava Aloe Organic Anti Aging.

Ava Aloe Organic Anti Aging krem na noc z aloesem



Krem znajduje się w szklanej, przezroczystej butelce z pompką. Dzięki temu bardzo łatwo nabrać odpowiednią dozę produktu i doskonale widać ile kremu jeszcze nam zostało.

Krem ma bardzo delikatny, przyjemny, naturalny zapach. Konsystencja jest lekka, krem szybko się wchłania.

Skład kremu na noc z aloesem Ava Aloe Organic Anti Aging



Pochodzenia naturalnego jest 98% składników kremu, z tego 31%, to składniki organiczne z plantacji monitorowanych.

W składzie znajdują się między innymi: woda lawendowa, sok z liści aloesu, olej z oliwek, olej z nasion makadamia, skwalan, ekstrakt z liści aloesu, ekstrakt z rumianku pospolitego, ekstrakt z opuncji figowej.

Skład kremu wg INCI



Aqua, Lavandula Angustifolia Flower Water*, Aloe Barbadensis Leaf Juice*, Olea Europaea Fruit Oil, Glycerin, Macadamia Integrifolia Seed Oil*, Cetearyl Alcohol, Cetearyl Olivate, Squalane, Sorbitan Olivate, Aloe Barbadensis Leaf Extract, Chamomilla Recutita Flower Extract*, Opuntia Ficus-Indica Stem Extract**, Hydrogenated Vegetable Oil, Olea Europaea Oil Unsaponifiables, Cocos Nucifera Oil, Phytic Acid, Phytosterols, Sodium PCA, Beta-sitosterol, Glyceryl Stearate, Tocopherol, Glyceryl Linolenate, Sodium Phytate, Squalene, Dehydroacetic Acid, Sodium Benzoate, Potassium Sorbate, Sodium Dehydroacetate, Benzyl Alcohol, Parfum, Citronellol, Geraniol, Linalool.

* składniki z plantacji monitorowanych

** wykonane z organicznych składników

 

Opinia o kremie na noc z aloesem Ava Aloe Organic Anti Aging



Do kremu podeszłam bardzo ostrożnie, najpierw sprawdziłam go kilkukrotnie na dłoni, później dopiero na twarzy. Nie wywołał żadnej reakcji uczuleniowej, więc zaczęłam regularnie stosować go na noc. Polubiłam go już od pierwszego użycia.

Ważne jest dla mnie, aby krem na noc miał jak najmniej intensywny zapach i nie barwił, bo powoduje to, że rano budzę się na zabrudzonej poduszce. Krem Ava szybko się wchłania, nie barwi, a cera do rana pozostaje gładka, odżywiona i nawilżona. Czegoś takiego potrzebowałam na noc.

Krem ma za zadanie działać przeciwstarzeniowo oraz zmniejszać podrażnienia i zaczerwienienia. Dwie z pierwszych funkcji trudno mi ocenić, za to jako posiadaczka cery naczynkowej, mogę potwierdzić, że krem zdecydowanie działa na cerę kojąco i zmniejsza zaczerwienienia. Zauważyłam też, że krem działa w pewnym stopniu ujędrniająco. Odkąd go stosuję, rano nie mam opadających policzków. Ich powstawanie spowodowane jest przez nieprawidłowy przepływ limfy w miejscach gdzie wielokrotnie byłam opuchnięta po zabiegach stomatologicznych (pisałam o tym tutaj).



W tej chwili używam jeszcze dwóch innych kosmetyków marki Ava. Na początku miałam zamiar opisać je razem, ale każdy z nich ma inne działanie i pochodzi z innej serii, dlatego postanowiłam rozdzielić recenzje. Wkrótce możecie się spodziewać więc kolejnych wpisów.

piątek, 5 lipca 2019

Szybka letnia sałatka z pomidorami i mozzarellą




Postanowiłam podzielić się z wami przepisem na sałatkę, która bardzo często robię latem. Jest ona moim zdaniem uniwersalna, gdy są największe upały, bywa że zjadam ją także na obiad.
Robi się ją bardzo szybko, dosłownie ekspresowo, więc wystarczy chwila po pracy i obiad jest gotowy. Nadaje się też na imprezę, śniadanie, czy kolację. Główne składniki to pomidory i mozzarella, ale w sezonie zawsze dodaję do niej owoc (najczęściej truskawki). 

 

 

Składniki letniej sałatki z pomidorami i mozzarellą

3 kulki mozzarelli (około 375 g),
4 pomidory,
8 średnich truskawek,
6 listków sałaty,
6 małych ogórków kiszonych lub małosolnych,
olej (ja użyłam lniany),
opcjonalnie szynka około 180 g.



Przygotowanie sałatki z mozzarellą

1. Umyj liście sałaty, osącz je z wody, a następnie porwij na kawałki.
2. Sparz i obierz pomidory. Pokrój je w ósemki.
3. Pokrój ogórki w plasterki.
4. Pokrój truskawki, mozzarellę i szynkę.
5. Przygotowane składniki wrzuć do miski i przemieszaj.
6. Skrop wszystko olejem i gotowe.

Dodajecie czasem owoce do sałatek z warzywami?

środa, 3 lipca 2019

8 podpowiedzi jak wybrać wygodny fotel biurowy






Stoję właśnie przed wyborem nowego fotela biurowego. Od czasu, gdy kupiłam obecne krzesło do komputera sporo się zmieniło. Pamiętam, jak dyskutowaliśmy z mężem, jaki fotel będzie najlepszy, wygodny dla kręgosłupa i dobry do pracy przez kilka godzin. Wtedy decydujący głos oddałam mężowi, bo sama spędzałam niewiele czasu w ciągu dnia przed komputerem, a zapowiadało się, że będzie on od czasu do czasu pracować zdalnie.

Wszystko zmieniło się, odkąd zaczęłam pisać blog. Teraz ja głownie korzystam z fotela i widzę, że jeden element krzesła, wyraźnie nie jest do mnie dopasowany. Mamy inne wymagania co do podłokietników, dlatego postanowiłam zmienić fotel.

Przygotowałam najważniejsze kryteria, które podpowiedzą, jak wybrać wygodny fotel biurowy. Z nimi zakup krzesła do komputera nie powinien stanowić żadnego problemu.


1. Zastanów się kto i do jakich celów będzie korzystał z krzesła

 

Pierwsze zadanie, to dopasowanie krzesła pod osobę i cel, w jakim korzysta z komputera. Jedni przy biurku dużo piszą, inni używają głównie myszki, część przede wszystkim ogląda to co się dzieje na monitorze. Jeszcze inne potrzeby mają gracze komputerowi. Jeśli z fotela będzie korzystało więcej osób, warto wziąć pod uwagę możliwości dostosowania go do potrzeb każdej z nich. Nie oznacza to, że istnieje krzesło idealne, które będzie pasować dla każdego, ale w takiej sytuacji warto postawić na krzesła, w których jak najwięcej części można wyregulować.


2. Wybierz fotel obrotowy do komputera


Podstawą wyboru fotela do komputera jest dla mnie możliwość obracania wokół własnej osi o 360 stopni. Nie wyobrażam sobie przesiąść się teraz na fotel, który będę musiała za każdym razem wysuwać, gdy będę potrzebowała na przykład skorzystać z drukarki, która jest niemal w zasięgu ręki.

3. Sprawdź wysokość siedziska

 

Wybierając fotel do komputera, zwróć uwagę na wysokość siedziska. Jeśli możesz trzymać stopy płasko na podłodze, a kolana masz zgięte pod kątem 90 stopni, to jest to odpowiednie położenie. Nie będziesz narażać się na nierównomierne rozłożenie obciążenie kręgosłupa.



4. Przyjrzyj się jak szerokie i głębokie jest siedzisko

 

Głębokość fotela powinna być tak dobrana, by bez problemu móc siedzieć na nim opartym plecami, pozostawiając 1/4 długości ud poza siedziskiem. Dobrze jeśli siedzisko ma profil lekko zagięty ku dołowi. Zapewnia to swobodny przepływ krwi. Zyt szeroki fotel powoduje, że podczas pracy będziemy przechylać się na jeden bok.


5. Wybierz odpowiednie oparcie

 

Oparcie przede wszystkim powinno pozwolić utrzymać naturalną krzywiznę kręgosłupa, zatem musi podpierać odcinek lędźwiowy.
Właśnie ze względu na podparcie odcinka lędźwiowego, staram się nie pracować przy komputerze na innych krzesłach niż te, które są do tego przeznaczone. Podobnie jest z oparciem dla łopatek. Dokładnie poduszek to jednak nie to samo, co dobry dla kręgosłupa ergonomiczny fotel.




6. Zwróć uwagę na tapicerkę

 

Tapicerka fotela biurowego powinna być odporna na zabrudzenia, zaplamienia i wilgoć. Oddychająca tkanina sprawdzi się doskonale podczas długich godzin spędzonych na fotelu.


7. Fotel biurowy siatkowy – moja opinia

W krzesłach biurowych często wykorzystywane są ażurowe membrany. Sama używam fotela   taką właśnie siatką. Dzięki temu fotel zapewnia doskonałą wentylację. Sprawdza się to szczególnie w ciepłych miesiącach. Zdecydowanie poprawia komfort pracy podczas upałów, a przy okazji dobrze dopasowuje się do kształtu pleców, przez co oparcie jest wygodne. Nie mam problemów z czyszczeniem, oparcie i siedzisko są wygodne. Jak już wspominałam, jedyny problem, to niedostosowane do mnie podłokietniki. Dlatego do moich potrzeb lepiej dostosowany jest siatkowy fotel biurowy,  przedstawiony na kolejnym zdjęciu.



8. Podłokietniki w fotelu biurowym

 

Jeśli z fotela ma korzystać kilka osób, najlepszym rozwiązaniem są regulowane podłokietniki. Powinny one umożliwiać wygodną pracę i umożliwiać oparcie łokci oraz przedramion podczas pisania na klawiaturze. Dzięki temu zmniejsza się obciążenie nadgarstków.


Teraz wiem już czego potrzebuję i mam nadzieję, że Wy również, dzięki temu artykułowi wiecie czego szukać.


Fotele przedstawione w powyższym tekście pochodzą ze sklepu www.edinos.pl . Wpisując przy zakupach kod 73ccaedi, uzyskacie rabat w wysokości 15 zł (dostępny dla pierwszych 20 osób).

poniedziałek, 1 lipca 2019

Yope środki czystości i kosmetyki - poznaj moją opinię


Produktów Yope używam już od lat. Kilka razy o nich wspominałam, ale do dziś nie poświęciłam im więcej uwagi na blogu. Postanowiłam więc podzielić się z wami moją opinią o środkach czystości i kosmetykach marki Yope.

 

Yope Naturalny płyn uniwersalny Francuska lawenda

Pierwszy produkt marki Yope do czyszczenia, który poznałam, to Naturalny płyn uniwersalny Francuska lawenda.

 

Naturalny płyn uniwersalny Yope – skład

Producent nazywa go naturalnym, ponieważ 97% składników jest pochodzenia naturalnego lub o niskim stopniu przetworzenia.

Składniki


5-15% niejonowe substancje powierzchniowo czynne,

związki wspomagające,

kompozycja zapachowa,

konserwant (Methylisothiazolinone, Benzisothiazolinone).

 

Naturalny płyn uniwersalny Yope - opinia

 

Płyn znajduje się w przezroczystej butelce. Pachnie lawendą, bardziej przypomina mi męskie lawendowe perfumy niż olejek lawendowy. Tak czy inaczej, zapach jest zdecydowanie przyjemny, nie drażni tak, jak większość płynów do czyszczenia.

Producent zaznacza na opakowaniu, że płyn służy do mycia powierzchni ceramicznych, emaliowanych, wykonanych ze stali nierdzewnej lub tworzyw sztucznych. Nie należy nim czyścić powierzchni porowatych.

Dla mnie był przede wszystkim niezastąpiony do mycia szafek kuchennych. Używałam do nich różnych specyfików i szorowanie nie miało końca. Dopiero płyn uniwersalny Yope spowodował, że mogłam zwyczajnie przetrzeć i pozbywałam się wszelkich tłustych plam i zacieków.

Płyn sprawdza się również do czyszczenia innych mebli, jest niezastąpiony w pozbywaniu się tłustych plam. Często do pielęgnacji ciała używam olejków, a one pozostawiają tłuste plamy. Odkąd używam płynu Yope nie muszę się obawiać, że plamy nie zejdą, ani tego, że uszkodzę meble.

Naturalny płyn uniwersalny Yope sprawdził się u mnie również do czyszczenia szyb i luster. Można nim czyścić również łazienkę, ale tutaj od czasu do czasu potrzebowałam czegoś mocniejszego, sięgnęłam więc po Naturalny płyn do czyszczenia łazienki Francuska lawenda. 

 

Naturalny płyn do czyszczenia łazienki Francuska lawenda Yope

 

Naturalny płyn do czyszczenia łazienki Francuska lawenda, okazał się słusznym wyborem. Zapach i wygląd prawie taki sam, ale działanie silniejsze, jeśli chodzi o sprzątanie łazienki.

Naturalny płyn do czyszczenia łazienki Yope - skład

 

Zawiera roślinne substancje myjące i kwasek cytrynowy, 98 % składników jest pochodzenia naturalnego lub o niskim stopniu przetworzenia.

Składniki


<5% niejonowe substancje powierzchniowo czynne,

związki wspomagające,

alkohol,

kompozycja zapachowa,

konserwant (Methylisothiazolinone, Benzisothiazolinone). 


Naturalny płyn do czyszczenia łazienki Yope - opinia



Płyn nadaje się do czyszczenia ceramiki łazienkowej, urządzeń sanitarnych i armatury. Używając go nie mam więc obaw, że uszkodzę baterie łazienkowe. Poprzedni właściciele mojego mieszkania pozostawili bardzo zniszczoną armaturę, przypuszczam że do jej czyszczenia używali silnych środków chemicznych, tych samych, którymi czyścili wannę, umywalkę, czy toaletę.

Jest to najgorsze rozwiązania, chyba że do czyszczenia łazienki używa się bezpiecznego płynu, takiego jak Yope.

Yope Naturalny Płyn do mycia naczyń

 

Do środków czystości Yope, które na stałe znajdują się w moim domu dołączył w tym roku Yope Naturalny Płyn do mycia naczyń Bergamotka, Werbena i Bazylia. Pierwsze, co zwróciło moją uwagę, to cudowny zapach. Tak mogłyby pachnieć moje perfumy :D Po otwarciu czuć przede wszystkim bazylię, ale podczas zmywania, moim zdaniem zapach jest kwiatowy. Na mnie działa jak aromaterapia. 

Yope Naturalny Płyn do mycia naczyń - skład


Płyn do naczyń ma 97% składników pochodzenia naturalnego lub o niskim stopniu przetworzenia.

Składniki


5-10% anionowe środki powierzchniowo czynne,

<5% niejonowe środki powierzchniowo czynne,

<5% amfoteryczne środki powierzchniowo czynne,

konserwant (Methlisothiazolinone, Benzisothiazolinone) kompozycja zapachowa,

Pozostałe składniki: ekstrakt z bazylii, ekstrakt z werbeny.


Yope Naturalny Płyn do mycia naczyń - opinia


Nie szkodzi mojej skórze, gdy myje naczynia gołymi rękami. Dużym plusem dla mnie jest butelka z pompką. Dotychczas używałam płynów, które miały typowy dzióbek, pompka jest dla mnie dużo wygodniejsza.

Płyn bez problemu zmywa każdy brud, jest bardzo wydajny, dlatego na pewno po zużyciu tej butelki, kupie go ponownie.

 

Kosmetyki Yope

Spośród kosmetyków marki Yope najczęściej wracam do mydeł (Webena i Figa) oraz do żeli pod prysznic. Obecnie zużyłam kolejną butelkę żelu pod prysznic Geranium. O kosmetykach Yope możecie więcej przeczytać we wcześniejszych moich wpisach na blogu. Zapraszam.

Używacie produktów Yope?

piątek, 28 czerwca 2019

Co zamiast proszku do prania, czyli w czym prać ubranka noworodka lub alergika




Wprowadzam do swojego domu różne ekologiczne rozwiązania. Wiele lat temu słyszałam o ekologicznych środkach piorących, ale do niedawna nie zagłębiałam się w ten temat, po tym, jak kilka osób ostrzegało mnie, że orzechy piorące (najpopularniejsze rozwiązanie) zupełnie nie działa. 

Eko pranie


Do tematu eko prania wróciłam teraz, gdy zadałam sobie pytanie, w czym prać ubranka dla noworodka. O kilku rozwiązaniach, prócz orzechów, wiedziałam (mydliny, specjalne płyny do prania), ale na żadne jeszcze się nie zdecydowałam. Szczęśliwie się złożyło, że zanim zaczęłam dokładniej przyglądać się produktom do prania ubrań dla niemowląt czy alergików, trafił do mnie produkt SMART Eco Wash - hipoalergiczne listki piorące i zmiękczające pranie.

 

 W czym prać ekologicznie, czyli listki piorące SMART Eco Wash



Listki piorące SMART Eco Wash, to produkt 2 w 1 (mają za zadanie zastąpić proszek i płyn zmiękczający). Do produktów typu 2 w 1 jestem nastawiona podejrzliwie, bo wiele razy przekonałam się, że im więcej funkcji, tym słabszy efekt. Czy listki rzeczywiście mogą z powodzeniem zastąpić płyn do prania i płyn do płukania? Brzmi to bardzo obiecująco.

Dlaczego listki do prania są ekologiczne


Listki zostały przebadane klinicznie, posiadają atest Clinical Research Labolatory, Canada. Są bezpieczne już od pierwszych dni życia dziecka.

Zmiękczacz do tkanin zawarty w listkach, jest pochodzenia naturalnego, dodatkowo ma ułatwić prasowanie i zapobiec elektryzowaniu się tkanin.

Listki różnią się tym od większości środków piorących, że nie zawierają enzymów, które to mogą powodować podrażnienia dróg oddechowych, bardzo często wywołują również alergie. Są też wolne od rozpuszczalników, parabenów, fosforanów, 1,4-dioksan, zbędnych substancji pieniących.

Dzięki temu listki do prania są polecane dla skóry delikatnej i dla osób ze skłonnościami do alergii.

Co zamiast proszku do prania, jak się pierze w listkach piorących


Pranie za pomocą listków jest bardzo łatwe i wygodne, należy jednak pamiętać o kilku zasadach, które zamieszczone są na opakowaniu SMART Eco Wash. Przede wszystkim o tym jaka ilość jest potrzebna na jedno pranie. Dzielenie listków, bardzo ułatwia zadanie. Wystarczy oderwać listek wzdłuż perforacji (połowa listka jest odpowiednia do 4 kg prania). Na opakowaniu jest napisane 1 listek = 1 pranie do 4 kg; 2 listki do prania powyżej 4 kg lub w przypadku twardej wody.

Ja, piorąc nieco powyżej 2 kg bielizny, użyłam 2/3 listka i była to ilość odpowiednia. Pranie było idealnie czyste i miękkie. 
Listki nadają się do prania wszystkich tkanin, prócz wełny i jedwabiu.


Jak prać w listkach SMART Eco Wash krok po kroku


Nieco przybliżyłam wam już sposób prania w listkach SMART Eco Wash, teraz opiszę wam ten proces krok po kroku

1. Jeśli pierzecie do 4 kg, oderwijcie listek wzdłuż perforacji.

2. Umieśćcie listek w bębnie pralki (zanim włożycie pranie) lub w przypadku prania wstępnego umieście listek podzielony na mniejsze kawałki w szufladzie na detergent.

3. Włóżcie pranie.

4. Włączcie cykl prania.

Gotowe!

Moja opinia o listkach SMART Eco Wash

 

Jak wspominałam na początku, jak do każdego nietypowego rozwiązania, podchodziłam do listków bardzo ostrożnie, ale nie sceptycznie.

Używam detergentów znajdujących się w naturalnych kosmetykach. Często tego typu żele pienią się bardzo słabo lub w ogóle, a jednak skutecznie myją, dlatego uznałam, że ze środkami piorącymi nie może być podobnie.

Okazało się, że listki piorące, mimo że się nie pienią, mają bezpieczny skład, są łatwe w użyciu i zajmują mało miejsca, to przede wszystkim całkiem dobrze piorą. Jakością nie ustępują najlepszym proszkom i płynom do prania.

Różnią się tylko tym, że nie zawierają substancji zapachowych, więc po wyjęciu pranie nie pachnie. Dla osób, które nie chcą używać środków piorących ze sztucznymi, często alergizującymi substancjami zapachowymi, jest to doskonałe rozwiązanie. Zawsze możemy użyć naturalnych środków zapachowych domowej roboty.

Po wyjęciu z pralki moje pranie miało według mnie jedynie delikatny zapach chloru. Mój mąż w ogóle nie czuł tego zapachu, więc można powiedzieć, że pranie jest bezzapachowe. Po wysuszeniu pachniało świeżo i naturalnie. Wszystko dokładnie obwąchałam :D Żadne nieprzyjemne zapachy, pozostałości brudu, potu itp. nie zostały.

Dlaczego nie zdecyduję się na orzechy piorące


Zapach, a właściwie brak zapachu, to zaleta prania w listkach w porównaniu z orzechami piorącymi. W przypadku tych drugich miałam okazję powąchać takie pranie i niestety jego zapach nie był przyjemny.

Konsultowałam się jeszcze z innymi osobami, którym tak jak mi, bliska jest ekologia. Właściwie nie znalazłam pozytywnej opinii. Sporo osób mówiło, że pranie nadal śmierdziało potem, że przechodziło brzydkim zapachem, że to porażka na całej linii. Po takich odpowiedziach, i po tym co sama miałam okazję poczuć, nawet taka osoba jak ja, która lubi eksperymenty, postanowiła sobie odpuścić.


Zalety listków do prania


Wracając do listków, mają one sporo zalet:

- są łatwe w użyciu,

- zajmują mało miejsca i są lekkie, więc sprawdzą się znakomicie w podróży (w zeszłym roku, na Cyprze miałam dostępną pralkę, niestety ani grama środku piorącego, byłam zmuszona szukać w sklepach proszku do prania, listki mogłabym zabrać do samolotu i użyć w razie potrzeby),

- nie tylko piorą, ale także mają działanie zmiękczające,

- mają bezpieczny skład, są hipoalergiczne,

- opakowanie i listki są w 100% biodegradowalne, a więc są Zero Waste,

- nadają się do prania ubranek dla niemowląt i alergików,

- są skuteczne zarówno w chłodnej jak i gorącej wodzie, całkowicie się rozpuszczają,

- nie zawierają zbędnych substancji pieniących, łatwo je dzielić na części, jeśli więc macie tendencje, do wlewania za dużej ilości płynów lub wsypywania zbyt dużej dozy proszku, tutaj macie ułatwione zadanie, a dodatkowe płukanie na pewno nie będzie potrzebne,

- są coraz łatwiej dostępne - znajdziecie je tutaj https://smartwash.pl/sklep/pranie/smart-eco-wash-listki-do-prania-2-w-1-zapach-swiezosci-40-pran/

SMART Eco Wash - podsumowanie

 

Przetestowałam listki do prania SMART Eco Wash i wiem, że to ich będę używała do prania dziecięcych ubranek.
W ofercie producenta znajdują się jeszcze inne produkty do prania. Najbardziej zaciekawiły mnie chusteczki - renowator ciemnych ubrań (sądząc po efektach listków piorących, taki renowator mógłby skutecznie zastąpić płyn do czarnych i ciemnych tkanin) oraz listki do prania odzieży sportowej.


A Was co najbardziej zainteresowało?



Partnerem wpisu jest Aureus Polska

środa, 26 czerwca 2019

8 zasad - jak się ubierać się w ciąży latem



Właśnie wróciłam ze szpitala, z wizyty kontrolnej u diabetologa. W poczekalni zawsze jest tłoczno i duszno, a dziś zapowiadano w całej Polsce rekordowe upały. Wybrałam się najwcześniej jak tylko było to możliwe. Lekarz przyjmuje tylko kobiety w ciąży, pracuje od 8:00 do 11:00 i nie zapisuje na konkretne godziny, byłam więc pewna, że w kolejce z rana, gdy jeszcze temperatura jest poniżej 30 °C będzie mnóstwo kobiet. Byłam zaskoczona. W kolejce byłam trzecia, a po mnie, aż do wyjścia z gabinetu nie pojawiła się żadna osoba.

W ciąży upał jest szczególnie uciążliwy i niebezpieczny, dlatego postanowiłam spisać sposoby radzenia sobie w upały w czasie ciąży i nie tylko. Chciałam opisać wszystkie porady w jednym artykule, ale gdy zaczęłam od ubrań okazało się, że mam tak dużo do powiedzenia, że wpis rozdzielę na więcej części. Dziś zatem o tym, jak się ubierać w ciąży latem.

Ciąża latem – ubrania

Jakie ubrania nosić latem, gdy jest się w ciąży? Zdecydowanie warto postawić na naturalne materiały. Moje ulubione o tej porze roku to: wiskoza itp., bawełna i len. Unikam sztucznych materiałów i obcisłych strojów (w nich ciało o wiele bardziej się poci). 

1. Sukienki ciążowe na lato

 

Latem zawsze wolałam sukienki, im bardziej zwiewna, tym lepiej. W poprzednim roku kupiłam dwie sukienki maxi (jedną w sklepie z odzieżą używaną, a drugą na wyprzedaży), nie zdążyłam ponosić ich w poprzednim sezonie, za to doskonale sprawdzają się teraz. Są odcięte pod biustem, więc mimo, że brzuch rośnie, będę mogła w nich chodzić przez całe lato. Z niektórymi krótszymi sukienkami (które zawsze sięgały przed kolano) mam już problem, bo podnoszą się na brzuchu na tyle wysoko, że nie nadają się na wyjście na miasto. Zamierzam je zakładać na plażę.



 

2. Spódnice w ciąży

 

Mnie by się przydała jeszcze luźna sukienka do kolan, najlepiej na ramiączkach, a jeśli nie, to będę nosić spódnice z szeroką gumą (które nie obciskają brzucha) + luźne topy.

Za spodniami latem nie przepadam, noszenie krótkich spódnic i sukienek latem, to jedne z najbardziej docenianych przeze mnie plusów bycia kobietą :)


3. Spodnie ciążowe, czym zastąpić ciążowe ogrodniczki

 

Nie wyobrażam sobie noszenia tradycyjnych ciążowych ogrodniczek, podziwiam kobiety, które dają radę. Zamiast tego wybieram kombinezony. Plusem ich jest, że są luźne, więc jest spory zapas materiału na powiększające się piersi i przede wszystkim brzuszek. Mam dwa kombinezony, które są u mnie już co najmniej trzeci rok. Jeden z bawełny, żeby móc go teraz zakładać, konieczne było obniżenie pasa przez wyregulowanie ramiączek, do niego będę musiała zakładać sportowy stanik. Drugi kombinezon, z wiskozy, okazał się idealny, gumka nie uciska, wszystko pasuje jak ulał. 

Odzież ciążowa - zobacz na Ceneo.pl




4. Bielizna w ciąży – jak wybrać majtki ciążowe

Dodatkową zaletą przewiewnych materiałów i luźnych sukienek, jest zmniejszenie ryzyka infekcji intymnych, na które jesteśmy bardziej narażone w okresie ciąży. Równie ważna jest w tym przypadku bielizna, a przede wszystkim majtki. Im więcej naturalnego włókna, tym lepiej.

Najbardziej odpowiednimi majtkami na lato w okresie ciąży są figi. Najwygodniej, gdy kończą się pod brzuchem i mają szeroką gumkę, która nie uciska. Miałam kilka takich sztuk, które przed ciążą były mi luźne w pasie (przy wąskiej talii i szerokich biodrach ciężko w Polsce znaleźć coś, co będzie akurat). Teraz, gdy kończą się tam, gdzie zaczyna się ciążowy brzuszek, układają się idealnie i nie uciskają. 


 

5. Rajstopy dla kobiet w ciąży


Wbrew temu co wszędzie czytałam, już w pierwszym trymestrze przeszkadzały mi nieciążowe rajstopy. Uciskały niemiłosiernie brzuch, bez względu na rozmiar i markę. Uznałam, że szkoda czasu na męczenie się w nieodpowiednich rajstopach i poszukałam ciążowych. Nie są one drogie, więc zupełnie nie rozumiem po co męczyć się w tych, które nie pasują na ciążowy brzuszek. Trafiłam też na sposób, który zupełnie do mnie nie przemawia, a mianowicie noszenie rajstop tył na przód. A co z pupą? Moja nadal jest na swoim miejscu, brzuch jej nie zastąpił ;)

Jeśli rajstopy ciążowe kupimy wcześniej, to dłużej w nich pochodzimy. Z resztą nic nie stoi na przeszkodzie, by takie rajstopy nosić po ciąży. Mają po prostu wyższy stan i są wzmocnione i rozciągliwe na brzuchu, ale jeśli przetrwają po ciąży, też będzie można w nich chodzić, mało prawdopodobne, że będą nam wisiały w pasie.

Sprawdziłam dwie najbardziej popularne marki rajstop, które swoje stoiska mają w prawie wszystkich centach handlowych – Gatta i Marilyn. Te pierwsze wypadają dużo lepiej. Miałam już kilka fasonów i ze wszystkich byłam zadowolona. Grubość 20 DEN idealnie nadaje się na lato, jeśli chcemy założyć rajstopy. 



6. Buty w ciąży


Na wybór butów w ciąży mają wpływ dwie kwestie. Pierwsza to zmiana środka ciężkości, która pojawia się wraz z powiększającym się brzuszkiem, a druga, to kłopoty z krążeniem i co za tym idzie obrzęki. Latem warto postawić na mało zabudowane buty na niskim obcasie.

Dobrze gdy sandały są regulowane (mają rzepy lub sprzączki). W ciąży często zmienia się też nieco rozmiar buta, na większy. Jeśli będziecie wybierać buty w trakcie ciąży, zwróć cie uwagę, by nie były "na styk".

 

Dodatki, które jeszcze bardziej przydają się gdy jesteś w ciąży 

 

7. Kapelusz i okulary przeciwsłoneczne 

 

Kapelusz noszę teraz dużo częściej niż wtedy, gdy nie byłam w ciąży. Przede wszystkim służy on do ochrony przed bardziej szkodliwym w tym okresie, promieniowaniem przeciwsłonecznym. To samo z okularami. Zauważyłam, że moje oczy, odkąd jestem w ciąży, są o wiele bardziej wrażliwe na światło. Wolniej się przystosowują do zmian oświetlenia.

8. Torebka i plecak

 

Jeśli mam zabrać ze sobą więcej ciężkich rzeczy (a latem wystarczy, że kobieta w ciąży musi nosić ze sobą sporo wody), wybieram plecak. Wadą jest to, że szybciej będziemy pocić się na plecach, ale zaletą, że nie obciąży tak kręgosłupa, jak noszenie torebki na jednym ramieniu.



Tyle moich rad, jeśli macie coś do dodania w temacie ciążowego letniego stroju, piszcie w komentarzach.

poniedziałek, 24 czerwca 2019

Botanic SkinFood herbaciany płyn micelarny oraz oczyszczający żel do twarzy, Fresh&Natural Hydrolat Bławatek (trzy recenzje kosmetyków naturalnych)





W połowie kwietnia, po tym jak zużyłam mleczko do demakijażu, które totalnie mnie rozczarowało (recenzja mleczka tutaj), postanowiłam spróbować czegoś innego. Właśnie na rynku pojawiły się kosmetyki Botanic SkinFood, dostępne w Drogerii Natura, skład mogła przejrzeć w sklepie internetowym, a na zakupy wybrałam się do galerii handlowej.

Potrzebowałam jeszcze żelu do mycia twarzy oraz hydrolatu. Niestety dostępne były tylko dwa z wybranych przeze mnie kosmetyków:

Botanic SkinFood herbaciany płyn micelarny oraz Botanic SkinFood oczyszczający żel do twarzy.

Kilka dni później znalazłam również odpowiedni dla mojej cery hydrolat – Fresh&Natural Hydrolat Bławatek. Dziś przeczytacie moją opinię o tych trzech kosmetykach.
 
 

Botanic SkinFood herbaciany płyn micelarny - opinia

Herbaciany płyn micelarny Botanic SkinFood znajduje się w wygodnie zamykanej plastikowej butelce. Ma bardzo przyjemny zapach, kolor herbaty i delikatnie się pieni. Kolor może być nieco problematyczny podczas demakijażu. Ja lubię, gdy płyn jest bezbarwny, bo dzięki temu widzę, przy kolejnym przecieraniu wacikiem, że makijaż jest już zmyty. Musiałam oswoić się, że przypadku herbacianego płynu jest inaczej. 


Botanic SkinFood herbaciany płyn micelarny - składniki



Aqua - woda

Polyglyceryl-4 Caprate (roślinne estry poliglicerolu) – tworzą oczyszczające micele, natłuszczają i nawilżają skórę,

Glycerin - roślinna gliceryna,

Camellia Sinensis Leaf Extract (ekstrakt z herbaty Macha) – działa antyoksydacyjnie spowalnia procesy starzenia się skóry, nawilża, ujędrnia i poprawia kondycję skóry,

Mangifera Indica Fruit Extract (ekstrakt z mango) – działa przeciwzmarszczkowo, zwalcza wolne rodniki, uelastycznia i nawilża skórę,

Decyl Glucoside (glukozyd decylowy) – naturalny detergent,

Benzyl Alcohol, Dehydroacetic Acid, Potassium Sorbate, Sodium Benzoate - konserwanty,

Parfum – hipoalergiczna kompozycja zapachowa.

 

Botanic SkinFood herbaciany płyn micelarny – działanie

Herbaciany płyn micelarny Botanic SkinFood dobrze spełnia swoje zadanie, poprawnie zmywa makijaż. Po jego użyciu, w przeciwieństwie do wspomnianego mleczka, nie mam obaw, że na skórze pozostały jeszcze resztki podkładu. Nie używam kosmetyków wodoodpornych, więc na ten temat nie mogę się wypowiedzieć, ale za to zauważyłam, że jest bezpieczny przy demakijażu oczu. Skóra po nim była gładka, nie wysuszał jej, co zdarzało mi się w przypadku niektórych płynów micelarnych z naturalnym składem.


Botanic SkinFood oczyszczający żel do twarzy - opinia

Żel oczyszczający Botanic SkinFood również ma przyjemny zapach, nieco bardziej słodki, niż płyn micelarny. Nie są to produkty podobne pod względem składu czy zapachu, ale zarówno jeden, jak i drugi, maja 98% składników pochodzenia naturalnego.

Żel znajduje siew butelce z pompką, czyli moim zdaniem najbardziej właściwej dla tego typu kosmetyków. 
 
 

Botanic SkinFood oczyszczający żel do twarzy - składniki


Aqua – woda,

Decyl Glucoside (glukozyd decylowy) – naturalny detergent,

Glycerin - roślinna gliceryna,

Cannabis Sativa Seed Extract
(ekstrakt z konopi) – działa nawilżająco i łagodząco,

Paullinia Cupana Seed Extract (ekstrakt z owoców guarany) – działa rewitalizująco, tonizująco i ściągająco, poprawia krążenie,

Xanthan Gum (guma ksantanowa) – naturalny zagęstnik,

Lactic Acid (kwas mlekowy) – nawilża skórę oraz zapewnia właściwe pH żelu,

Benzyl Alcohol, Dehydroacetic Acid, Potassium Sorbate, Sodium Benzoate – konserwanty,

Parfum - hipoalergiczna kompozycja zapachowa.
 

Botanic SkinFood oczyszczający żel do twarzy – działanie



Na początek muszę wspomnieć o jednej z wad żelu. Jego konsystencja jest płynna, a nie żelowa, przez co produkt nie nadaje się no nakładania za pomocą butelki z pompką. Ciężko nałożyć go na dłoń, zwykle wyskakuje gdzieś w przestrzeń i może ubrudzić ubranie.

Producent podaje, że żel nadaje się do usuwania makijażu. Sprawdziłam, do tego celu okazał się niezawodny. Potrzeba było go niewiele, a zmywał błyskawicznie.

Po umyciu czułam, że skóra jest oczyszczona i odświeżona. Nie piekła, nie swędziała, ale niestety po kilku dniach używania, zaczęły pojawiać się na mój skórze swędzące krostki, takie które wychodzą mi, gdy mam na coś alergię. Przeważnie znikały już po jednym dniu, ale gdy ponownie wracałam do żelu, znów po 3 dniach używania wracały. Przy ostatnim użyciu spowodował nawet typowe wypryski.

Postanowiłam resztę przeznaczyć do innych celów. Będę używać go do mycia rąk lub jako żel pod prysznic.
 
 
 

Fresh&Natural Hydrolat Bławatek - opinia



Na hydrolat z Bławatka marki Fresh&Natural skusiłam się, gdy poszukiwałam alternatywy dla wody różanej. Woda różana jest hitem w mojej pielęgnacji (zobacz też: przygotowany przeze mnie ranking hydrolatów różanych) , ale lubię co jakiś czas odmianę i szukam innego kosmetyku, który również zaspokoi potrzeby mojej cery.

Używałam już kilkukrotnie krem z ekstraktem z kwiatów bławatka (recenzja kremu pod oczy) i byłam z niego bardzo zadowolona, dlatego śmiało sięgnęłam po ten hydrolat.
 

Fresh&Natural Hydrolat Bławatek - składniki

Centaurea Cyanus (Cornflower) Flower Water
W składnie nie ma żadnych dodatków, prócz wody z kwiatów bławatka.

Fresh&Natural Hydrolat Bławatek - działanie



Producent zapewnia, że hydrolat z kwiatów bławatka doskonale sprawdza się w pielęgnacji skóry wokół oczu, zmniejsza obrzęki i opuchliznę, łagodzi zmęczenie, rozjaśnia cienie pod oczami. Stosowany jako tonik do twarzy, ma za zadanie zmiękczać i odświeżać skórę, poprawić jej kolor, łagodzić stany zapalne i podrażnienia. Jest przeznaczony do każdego rodzaju cery, również wrażliwej, podrażnionej, zmęczonej lub matowej. Jest zalecany szczególnie do skóry tłustej, łojotokowej i z objawami zmian zapalnych.

Przeciwdziała zaczerwienieniom, wzmacnia naczynka włosowate i zapobiega szkodliwym działaniom promieni słonecznych (UV).

Tej ostatniej funkcji nie mam odwagi przetestować na swojej skórze, ale pozostałe sprawdziłam. Niestety właściwie niczego nie mogę potwierdzić. Moja naczynkowa cera nie stała się mniej zaczerwieniona, zarówno pod oczami i na policzkach nie zauważyłam żadnych zmian (widzę je po hydrolacie różanym).

Nie spowodował, że przestały pojawiać się podrażnienia i stany zapalne po wcześniej wspomnianym żelu oczyszczającym. Nie spowodował też, że szybciej te zmiany znikały.

Mam cerę mieszaną i również nie zgadzam się, że nadaje się do każdego typu cery. Powodował, że moje policzki stawały się suche i szorstkie. Co do tłustych partii skóry (strefa T) nie zrobił im krzywdy, ale nie zapobiegł powstaniu wyprysków, ani nie przyspieszył ich gojenia.

Z zalet mogę jedynie wymienić opakowanie, jest to butelka wykonana ze szkła z aplikatorem w formie sprayu, który działa chyba najlepiej ze wszystkich, jakie tego typu miałam okazję używać (a uwierzcie, że było ich bardzo dużo). Tworzy prawdziwą mgiełkę, dzięki czemu łatwo i szybko aplikuje się hydrolat na duży obszar skóry.

Dla zainteresowanych zapachem, moim zadaniem hydrolat z bławatka pachnie słodko i ziołowo, przypomina mi ziołowe pastylki na kaszel (Tymianek i Podbiał).

Być może wypróbuję inny hydrolat tej marki, do bławatka na pewno nie wrócę.

sobota, 15 czerwca 2019

Woda różana do jedzenia, czyli przepis na domowy budyń z mleka migdałowego o smaku róży




Za różą w wersji kulinarnej nigdy specjalnie nie przepadałam, co innego kosmetycznie. Ale gdy trafiłam na wodę różaną, którą mogłam wykorzystać zarówno kosmetycznie, jak i kulinarnie, musiałam ją wypróbować.
 
Kiedy kupiłam mleko migdałowe, wpadłam na pomysł, by zrobić eksperyment - budyń różany z mleka migdałowego. Smak przerósł moje oczekiwania, dlatego jestem pewna, że i wśród was znajdzie on wielu zwolenników.

Domowy budyń z mleka migdałowego – składniki

250 g mleka migdałowego,
3 płaskie łyżeczki cukru waniliowego (ja używam cukru waniliowego domowej roboty),
1 łyżeczka ksylitolu,
2 łyżki skrobi ziemniaczanej,
2 żółtka,
3 łyżki wody różanej,
1 łyżeczka masła.




Jak zrobić domowy budyń z mleka migdałowego



1. Połowę potrzebnego mleka (125 g) wymieszaj z cukrem waniliowym, ksylitolem, żółtkami, skrobią i wodą różaną.

2. Drugą część mleka zagotuj.

3. Do gotującego się mleka dodaj wcześniej przygotowaną mieszankę. Zmniejsz moc palnika i mieszaj budyń, w trakcie dodając masło. Do mieszania budyniu najlepiej użyj trzepaczki (rózgi kuchennej).

4. Mieszaj budyń różany do zgęstnienia, potem jeszcze chwilę, i wyłącz palnik. 


Budyń z mleka migdałowego możesz podawać na ciepło lub schłodzony.
Jeśli nie lubisz różanego smaku, pomijając w składzie wodę różaną, uzyskasz w ten sposób budyń waniliowy. 

Smacznego!

wtorek, 11 czerwca 2019

Dobry krem pod oczy 30+ i 25+ (mój ranking) Jak to jest ze skórą po 30-tce



Nie jest tak, że po przekroczeniu 30 lat nagle zmienia się nam skóra i potrzebujemy czegoś zupełnie innego, ale zauważyłam, że nie wszystko to, co odpowiadało mi jeszcze 2 lata temu (byłam już po 30-tce), odpowiada mi w dalszym ciągu.


Jak to jest ze skórą po 30-tce


Największa różnicę odczułam w kremach pod oczy. Choć, gdy patrzę w lustro skóra nie wygląda o wiele inaczej, czuję, że potrzebuje czegoś innego niż jeszcze kilka lat temu.

Przygotowałam dziś listę kremów z dobrym składem, które sama mogłabym podzielić na 25+ i 33+ (dla ułatwienia podaję jednak umowne 25+ i 30+). Wszystkie wymienione niżej kremy pod oczy wypróbowałam. Nie dla każdego z nich znalazło się miejsce na osobną recenzję,więc jest teraz okazja napisać o nich więcej.

Dobry krem pod oczy 25+

 

Vianek Nawilżający krem pod oczy

 

Vianek Nawilżający krem pod oczy – lekki krem, który pachnie bardzo naturalnie, jak siemię lniane. Spełnia swoje zadanie, dobrze nawilża, nie pozostawia tłustej warstwy, szybko się wchłania i dzięki temu nie stwarza problemów, nie migruje do oczu. Nadaje się pod makijaż, korektor nałożony na niego nie roluje się, nie zbiera w załamaniach. Nie mam do niego zarzutów.
Wygładza, nawilża, nawet lekko i przyjemnie chłodzi, ale jeśli chodzi wam o ujędrnianie, to nie liczcie za bardzo na niego. Krem znajdziecie tutaj


Vianek Odżywczy krem pod oczy 

 

Vianek Odżywczy krem pod oczy – mniej nawilża, mniej wygładza, za to bardziej wzmacnia skórę niż ten z serii nawilżającej. Ma delikatny zapach, nie podrażnia, nie migruje, nadaje się pod makijaż. Krem do kupienia w tych sklepach.


Nacomi Naturalny krem arganowy pod oczy

 

Nacomi Naturalny krem arganowy pod oczy – przez dłuższy czas był jednym z moich ulubieńców. Nie znalazł się na moim blogu, chyba przez to, że jego recenzje widziałam już bardzo wiele razy. Dziś jest okazja żebym opisała swoje wrażenia na jego temat.
Krem arganowy pod oczy mogę zaliczyć do kremów tłustych. Wygodnie się nakłada, ale pod oczami wchłania się powoli. Pachnie delikatnie, migdałowo, zupełnie inaczej niż opisywany przeze mnie ostatnio olej arganowy tej samej marki (o oleju arganowym przeczytacie tutaj).
Moje początki z nim były pozytywne, miałam wrażenie, że skóra jest bardziej odżywiona i wygładzona. Tego wtedy potrzebowałam. Nie podrażniał, nie zapychał, był bardzo wydajny. Po pewnym czasie zaczęłam mieć jednak odczuwać, że w ogóle się nie wchłania. Przez cały czas pozostawia lepką warstwę. Choć nie miałam problemów z aplikowaniem go pod makijaż, zaczął migrować do oczu. Zużyłam w ten sposób 2 słoiki, testując, czy zmieniłam coś oprócz kremu, przez co po jego nałożeniu szczypią mnie oczy, ale okazało się, że nie, to jednak krem przestał się u mnie sprawdzać.

Nadal uważam, że ma on szanse być dla niektórych numerem 1 jeśli chodzi o pielęgnację skóry pod oczami. Ja jednak już do niego nie wrócę.

Obecnie krem Nacomi nie spełnia moich potrzeb. Podobne efekty uzyskiwałam nakładając pod oczy krem domowej roboty, który prawie w całości składał się z masła shea. Wychodzi znacznie taniej. Krem kupicie tutaj.

 

Dobry krem pod oczy 30+



Sylveco Łagodzący krem pod oczy

 

Moją opinię o Łagodzącym kremie pod oczy marki Sylveco możecie przeczytać tutaj.

To pierwszy krem pod oczy, który polubiłam. Sprawdza się u mnie pod każdym względem, choć jego głównym zadaniem ma być działanie kojące i łagodzące, odniosłam wrażenie, że działa też ujędrniająco. Dla osób wieku 30+ nadaje się idealnie. Kupicie go tutaj.


BioDermic krem pod oczy z ekstraktem z kawioru



BioDermic Krem pod oczy z ekstraktem z kawioru - z tego kremu też byłam zadowolona, więcej przeczytacie w recenzji, którą zamieściłam w tym artykule. Znajdziecie go tutaj.


AVA ECO LINEA Krem pod oczy

 

Krem pod oczy ECO LINEA, to najnowszy produkt pod oczy, który właśnie kończę używać. Skusiłam się na niego, dzięki pozytywnym wrażeniom jakie wywarły na mnie wcześniej poznane kosmetyki z tej samej serii (pisałam o nich w tym artykule )
Krem pod oczy ma dość lekką konsystencję, ten sam zapach (trawy cytrynowej) co cała seria, ale zdecydowanie mniej intensywny, dzięki czemu nie podrażnił mojej delikatnej skóry wokół oczu. Wchłania się szybko, ale nie błyskawicznie, więc z nałożeniem makijażu lubię kilka minut odczekać. Nałożony na niego korektor się nie roluje. Krem nie podrażnia oczu, nie migruje.
Skóra przy jego stosowaniu jest bardziej nawilżona, wygładzona i ujędrniona. Wygląda na to, że to będzie teraz mój ulubieniec.
Kolejne plusy, to butelka typu airless (według mnie najlepszy sposób aplikacji, szczególnie w przypadku kremów pod oczy). Nie dość że butelka ma pompkę, to jest szklana i przezroczysta, dzięki czemu widzę ile produktu mi zostało.
Sądząc po działaniu, sprawdzi się także u osób po 40-tce. O późniejszych latach się nie wypowiadam, bo nie jestem ekspertką w tym temacie :D
Krem znajdziecie w tych sklepach.


DR. Konopka's żel pod oczy z rumiankiem zmniejszający obrzęki 

 

Przy okazji postanowiłam wspomnieć o produkcie pod oczy, który co prawda kremem nie jest, ale polecam go w podobnym celu. Pisałam już o nim wcześniej, dlatego odsyłam do recenzji.


Jakie są Wasze doświadczenia z produktami do pielęgnacji skóry wokół oczu?


wtorek, 4 czerwca 2019

Naturalne kosmetyki do pielęgnacji ciała – co używałam w ostatnich miesiącach



kosmetyki naturalne do ciała

W lutym na moim blogu pojawił się post pod tytułem Dlaczego zrezygnowałam z projektu denko.

Wspominałam w nim, że gdy będzie okazja do ciekawego podsumowania używanych przez mnie kosmetyków, to na pewno pojawią się one w zbiorczym wpisie. Dziś właśnie taka okazja się nadarzyła. W poprzednich trzech miesiącach używałam sporo nowych produktów kosmetycznych, zarówno do pielęgnacji, jak i higieny. Postanowiłam tym razem napisać o naturalnych kosmetykach, których używałam do pielęgnacji ciała.

https://www.ceneo.pl/37593913#cid=32484&crid=265832&pid=19107

Nacomi Olej arganowy – opinia




Tłoczony na zimno olej arganowy Nacomi kupiony przeze mnie w drogerii Hebe znajduje się w butelce z ciemnego szkła. Nie ma kroplomierza, a że chciałam stosować olej bezpośrednio na skórę, przelałam go do innej butelki. 
Olej ma bardzo intensywny, słodki zapach, nie jest on dla mnie przyjemny. Zaczęłam się zastanawiać, czy coś z nim jest nie tak, bo nie jest to pierwszy olej arganowy, który używałam, ale pierwszy marki Nacomi. Pierwsze podejrzenie padło na butelkę, do której go przelałam, ale że część produktu została jeszcze w oryginalnej buteleczce. Data ważności też jest odległa, więc ten olej po prostu mało przyjemnie pachnie. Przy smarowaniu nim dużej powierzchni (w moim przypadku całego ciała) zapach jest istotny.

Nacomi Olej Arganowy na skórę

Na skórze spisywał się za to znakomicie. Wchłania się w miarę szybko. Skóra staje się gładka, odporna na podrażnienia i bardziej elastyczna. Zdecydowanie spełnia pod tym względem swoją rolę.

Być może kupię go jeszcze ponownie.


https://www.ceneo.pl/37946823#cid=32484&crid=265833&pid=19107

Nacomi Olej ze słodkich migdałów – opinia



Olej ze słodkich migdałów Nacomi kupiłam razem z olejem arganowym. Mimo, że butelka zaopatrzona jest w pompkę (w przypadku produktu o pojemności 100 ml), bardzo niewygodnie się go nakłada, ponieważ palec ślizga się po niwygodnym dozowniku i trudno wycisnąć kolejną porcję oleju.

Nacomi Olej ze słodkich migdałów na skórę


Jest to olej rafinowany, czyli bardziej oczyszczony, ale przez co nie posiada wszystkich tych zalet, które ma olej nierafinowany. Szybko się wchłaniał, dobrze nawilżał, ale nic więcej. Minusem jest butelka z jasnego szkła. W odróżnieniu od butelek z ciemnego szkła, nie chroni ona przed działaniem słońca.

Stosowałam go na całe ciało. Zużyłam bardzo szybko, ponieważ jest bardzo mało wydajny. Raczej do niego nie wrócę. Wybiorę nierafinowany i w ciemnej butelce, najlepiej z kroplomierzem lub pipetą.

https://www.ceneo.pl/47868592#cid=32484&crid=265834&pid=19107

Natura Estonica Body Cream - Odmładzający krem do ciała Violet Rose Fiołek i róża

Odmładzający krem do ciała Fiołek i róża, czasem mylnie nazywany jest w drogeriach „Fioletowa róża”. Postanowiłam go wypróbować jako ciekawostkę, ponieważ nie używałam wcześniej żadnego kosmetyku marki Natura Estonica.

Produkt znajduje się w plastikowym słoiku, wygodnie się go nakłada. Część bez problemu przełożyłam do mniejszego słoika, by wygodniej używać jako kremu do rąk.

Zapach kremu jest specyficzny i pewnie nie każdemu się będzie podobał. Pachnie dość intensywnie, kwiatowo, ja nazywam ten zapach „babciowymi perfumami”, ale mimo że nie jestem fanką tego typu zapachów, był on dla mnie całkiem do zniesienia.

Skład Natura Estonica Body Cream - Odmładzający krem do ciała Violet Rose Fiołek i róża


Skład według INCI 
Aqua, Butyrospermum Parkii Butter, Isopropyl Palmitate, Glyceryl Stearate, Cetearyl Alcohol, Glycerin, Caprylic/Capric Triglyceride, Glyceryl Stearate Citrate, Rosa Damascena Flower Water, Sodium Carbomer, Viola Odorata Extract, Sodium Hyaluronate, Sodium Cetearyl Sulfate, Sodium Ascorbyl Phosphate, Glyceryl Oleate, Glyceryl Linoleate, Glyceryl Linolenate, Benzyl Alcohol, Ethylhexylglycerin, Citric Acid, Xanthan Gum, Parfum, CI 14720, CI 42051.

Krem do ciała Natura Estonica zawiera olej z róży damasceńskiej, wyciąg z fiołka wonnego, witaminę C, Omega-6 i kwas hialuronowy.


Natura Estonica Body Cream - Odmładzający krem do ciała Fiołek i róża – opinia

Opakowanie Natura Estonica Fiołek i róża zawiera 300 ml kremu. Jest on bardzo wydajny, więc przy takiej ilości starczył mi na długo (zaczęłam go używać jeszcze zimą). W porównaniu do większości balsamów zawiera mniej wody, przez co ma bardziej gęstą konsystencję i nie chłodzi ciała tak bardzo, jak niektóre produkty tego typu. Dzięki temu sprawdzał się u mnie w chłodne dni.

Jak już wspominałam, bardzo wygodnie się rozprowadza. Bardzo szybko się wchłania. Skóra po jego użyciu jest gładka, nawilżona i odżywiona. Mimo intensywnego zapachu, nie powodował żadnych podrażnień (zdarzają mi się po niektórych substancjach zapachowych). Mam nawet wrażenie, że łagodził wszelkie podrażnienia na skórze, również te, które miałam na dłoniach.


Krem Fiołek i róża zaskoczył mnie pozytywnie i zachęcił do wypróbowania kolejnych kosmetyków Natura Estonica.

Podsumowanie

Wszystkie trzy produkty do pielęgnacji ciała spełniły swoje zadanie. Obecnie, od kilku tygodni, używam już kolejnych produktów do ciała, które bardziej nadają się na lato. Mam nadzieję, że nadgonię trochę z tematami na blogu i będę mogła na bieżąco opowiadać Wam czego używam i jak się to sprawdza :)

Ciekawi mnie, czy znacie kosmetyki, o których tutaj pisałam i jak się u Was sprawdzają. Dajcie znać w komentarzach.