poniedziałek, 18 marca 2019

Naturalna pielęgnacja - moje nowości nie tylko kosmetyczne




Nadchodzi wiosna, a wraz z nią czas na wymianę nie tylko garderoby ale także kosmetyków. Zebrało się u mnie kilka nowości, dlatego postanowiłam stworzyć zestawienie tego, czego obecnie zaczynam używać w mojej pielęgnacji.

Rosadia Mleczko do demakijażu

Pierwszy produkt, to mleczkodo demakijażu marki Rosadia. Do stosowania tego typu produktów, przekonałam się dopiero po użyciu odżywczego mleczka do demakijażu Vianek. Ostatnio zaciekawiło mnie, jak sprawdzi się produkt jej siostrzanej marki – Rosadia.


Orientana Krem do twarzy Ashwagadha Żeń-szeń indyjski

Produkty marki Orientana interesowały mnie od dawna. Wypróbowałam kilka próbek, produktów, co do których działania miałam największe obawy. Żaden nie spowodował podrażnień, więc postanowiłam zacząć od kremu z żeń-szeniem.
Krem do twarzy Ashwagadha Żeń-szeńindyjski jest przeznaczony zarówno na dzień, jak i na noc i zamierzam go używać w ten właśnie sposób.

AVA Eco Linea, krem rewitalizujący, pod oczy

Pozytywne wrażenie, jakie wywarły na mnie kremy do twarzy z serii AVA Eco Linea, postanowiłam sprawdzić, czy równie zadowolona będę z kremy pod oczy. Krem kupicie tutaj.


Clochee Rozświetlający krem SPF 30

Obecnie używam podkładu z filtrem SPF15 i póki co czuję się z nim bezpiecznie. Wraz z nadejściem wiosny, chcę mieć pod ręką krem, który zapewni mi większą ochronę. Z produktem marki Clochee mam do czynienia pierwszy raz. Jest to kolejna polska marka kosmetyków ze świetnym składem. Mam nadzieję, że je polubię :) Krem rozświetląjący Clochee znajdziecie tutaj.


Natura Siberica Frosty Berries Pasta Do Zębów Mroźne Jagody Świeży Oddech i Ochrona Przed Próchnicą oraz Natura Siberica Arctic Protection Pasta Do Zębów Arktyczna Ochrona Zębów Nadwrażliwych Zbiór Polnych Ziół

Kilka miesięcy temu, podczas większych zakupów w drogerii internetowej, znalazłam kilka past Natura Siberica, które nie zawierają działającego na mnie alergizująco, fluoru. Postanowiłam je przetestować, by wybrać te, które najlepiej będą się u mnie sprawdzać. Na koniec planuje zbiorczy wpis z porównaniem tych wszystkich past.



Yope, żel naturalny pod prysznic, geranium

Kolejny żel pod prysznic marki Yope, który postanowiłam poznać, ma zapach nazwany geranium, choć ja wyczuwam jeszcze sporo innych kwiatowych nut. Po kilkunastu dniach używania mogę stwierdzić, że jest bardziej gęsty od większości żeli pod prysznic, ale używanie go nie sprawia problemów.


Yope, Naturalny płyn do mycia naczyń Bergamotka, werbena i bazylia

Skoro jestem już przy produktach Yope, nie omieszkam wspomnieć o tym, że od niedawna używam Naturalnego płynu do mycia naczyń Bergamotka, werbena i bazylia tej właśnie marki. O zmywaniu jeszcze się nie wypowiem, zachowam to na osobny wpis. W tej chwili mogę natomiast powiedzieć, że płyn zachwycił mnie wspaniałym naturalnym zapachem oraz poręczną butelką z pompką, dzięki której mogę wygodnie umyć pojedyncze naczynia, nalewając płyn na gąbkę, bez podnoszenia całej butli.

Znacie produkty, które tutaj przedstawiłam? Dajcie znać, który Was najbardziej interesuje?

wtorek, 12 marca 2019

Prosty przepis na zupę serową z żółtego sera z grzankami


prawdziwa zupa serowa


Przepis ten miałam gotowy już od kilku tygodni, ale choroba pokrzyżowała mi plany i zabrakło mi siły, by wstawić go na blogu. Dziś wracam po tygodniowej nieobecności. Mam nadzieje, że uda mi się powoli wrócić na dawne tory, bo pomysłów na wpisy mi nie brakuje.

Co można zrobić z sera żółtego

Pomysł na tą zupę serową przyszedł mi do głowy po tym, jak zostało mi sporo cheddara, po przygotowaniu omleta ze szpinakiem (tutaj Przepis na omlet ze szpinakiem, suszonymi pomidorami i serem cheddar). Zastanawiałam się wtedy, co mogę z tego sera zrobić.

Prosty przepis na zupę serową


Przygotowałam prosty przepis na gęstą zupę serową z kilku składników:
300 ml bulionu warzywnego (niesolonego),
100 ml mleka
200 g sera cheddar.

gęsta zupa serowa

Grzanki do zupy serowej

Idealnym dodatkiem do zupy serowej są grzanki. Do ich przygotowania będziesz potrzebować:
2 kromki czerstwego chleba,
oliwę,
zioła prowansalskie lub tymianek.


Przygotowanie zupy serowej


1. Do rondla wlej bulion i podgrzej.
2. Do kubeczka wlej 2 łyżki bulionu, dodaj mleko i wymieszaj,
3. Zawartość kubeczka przelej do rondla.
4. Na dużych oczkach zetrzyj ser.
5. Starty ser dodaj do bulionu,
6. Gotuj na średnim ogniu, aż ser się rozpuści.
7. Gotową zupę możesz doprawić solą i pieprzem oraz dodać grzanki.

zupa serowa z grzankami


Jak przygotować grzanki z piekarnika do zupy serowej

1. Rozgrzej piekarnik na 180  °C.
2. Chleb pokrój w kostkę o bokach 1-1,5 cm.
3. Skrop oliwą wymieszaną z ziołami.
4. Ułóż na blasze wyłożonej papierem do pieczenia.
5. Piecz 10-15 min, aż grzanki staną się rumiane.

Smacznego!

poniedziałek, 4 marca 2019

Maska enzymatyczna i żel micelarny Ava, Beauty Home Care – jak stosować i dlaczego zostały moim hitem



Ostatnio używałam dwóch nietypowych kosmetyków: żelu micelarnego oraz maski enzymatycznej, którą można by też nazwać peelingiem enzymatycznym w formie maseczki. Obydwa produkty pochodzą z serii Ava, Beauty Home Care. Zapraszam na ich recenzję.


Żel micelarny dla cery wrażliwej Ava, Beauty Home Care

 

Żel micelarny dla cery wrażliwej Ava, Beauty Home Care znajduje się w sporej butelce o pojemności 400 ml, która jest zamykana na klik.
Na jego zużycie mamy 6 miesięcy od daty otwarcia. Jest bardzo wydajny, ale przy codziennym używaniu na pewno 6 miesięcy wystarczy, by dotrzeć do dna.
Wielokrotnie wspominałam, że mój ulubiony sposób dozowania tego typu produktów, to butelka z pompką, dlatego przelałam żel do dyżurnego pojemnika (więcej na ten temat we wpisie Dlaczego zrezygnowałam z projektu denko)

Żel nie ma zapachu, tzn. nie jest perfumowany. Przypomina mi zapach żelu hialuronowego, który używałam rok temu.


Mimo, że używam prawie wyłącznie kosmetyków naturalnych, zwykle mają one substancje zapachowe, mimo to do zapachu żelu micelarny dla cery wrażliwej Ava bez problemu się przyzwyczaiłam. Jeśli jednak potrzebujecie zapachu, polecam wlać do butelki kilka kropel olejku zapachowego. Mój ulubiony do tego celu to olejek bergamotowy.


Żel micelarny – jak używać

 

Żel micelarny używam na dwa sposoby. Jeśli robię demakijaż oczu, to zdecydowanie polecam nałożenie niewielkiej ilości żelu na płatek kosmetyczny i przytrzymanie go przez kilka sekund na powiece. Makijaż oczu wykonuję rzadko, dlatego zwykle nie używam wacika.
W przypadku demakijażu twarzy, żel używam podobnie jak żel do mycia twarzy. Rozprowadzam na twarzy, delikatnie masuję i zmywam wodą lub za pomocą celulozowej gąbki do demakijażu.


Żel micelarny dla cery wrażliwej Ava, Beauty Home Care - moja opinia

 

Żel jest bardzo wydajny, bez problemu rozprowadza się na skórze. Nie pieni się, nie podrażnia również oczu. Makijaż zmywa bez zarzutu, trzeba jednak pamiętać, by nieco go wmasować w skórę.
Po użyciu żelu, moja wrażliwa cera jest w zdecydowanie lepszym stanie, niż po płynach micelarnych, czy innych produktach do demakijażu. Jest go łatwiej zmyć niż olejek myjący. Sprawia, że skóra jest gładka i nawilżona. Dzięki niemu polubiłam tą formę demakijażu.


Maska enzymatyczna Ava, Beauty Home Care Age Control 

 

Dotychczas miałam do czynienia z peelingami enzymatycznymi. Tylko takie peelingi mogę wykonywać przy mojej naczynkowej cerze. Maska enzymatyczna, podobnie jak peeling, ma za zadanie złuszczyć martwe komórki naskórka, odblokować pory, oczyścić i zregenerować skórę.
Składnikami aktywnymi Maski enzymatycznej Ava, są enzymy (papaina i bromelaina) otrzymane z papai i ananasa.
Maska znajduje się w tubce. W tym wypadku również mamy pół roku na zużycie. Ma przyjemny zapach, typowy dla kremów. Bez problemów się rozprowadza na skórze. Wyglądem przypomina maski z glinki kosmetycznej iw podobny sposób zastyga.
Na zdjęciu możecie zobaczyć jak zasycha na skórze. Na twarzy kładę oczywiście grubszą warstwę.
Maska enzymatyczna Ava, Beauty Home Care Age Control - skład

 


Maska enzymatyczna – jak używać

 

Maska enzymatyczna, to coś pomiędzy peelingiem enzymatycznym, a oczyszczającą maską kosmetyczną. W przypadku maski Ava, bardzo ważne jest, by tubkę wstrząsnąć, przed użyciem.
Maskę nakładam na oczyszczoną twarz (można jej użyć także na szyję i dekolt, ale nie należy nakładać na okolice oczu).
Po 15 minutach maskę można zmyć ciepłą wodą, wykonując masaż ruchem okrężnym.

Maska enzymatyczna Ava – moja opinia

 

Maskę enzymatyczna Ava, łatwiej zmyć niż maseczkę z samej glinki. Gdy zmywam ją, nie widzę złuszczającego się naskórka, ale efektem jest gładsza i oczyszczona skóra. Maseczka nie wysusza, więc nadaje się także do suchej cery. Dla mnie ta maseczka, to produkt 2 w 1.

Jeden i drugi produkt to dla mnie hit. Mają zalety, które posiadają ich zamienniki znajdujące się w innych formułach, ale nie posiadają ich wad.


czwartek, 28 lutego 2019

Drewniany masażer do stóp z Rossmanna – czy jest lepszy od tradycyjnego


drewniany masażer do nóg opinie



Półtora roku temu na moim blogu pojawił się tekst na temat przyrządów do masażu z Rossmana. Zabrakło tam jednego masażera, który mam najdłużej - drewnianego masażera do stóp. W związku z tym, że moi czytelnicy byli zainteresowani również tym masażerem, postanowiłam dzisiaj napisać co myślę na jego temat.

Masażer do nóg z Rossmanna kupiłam kilka lat temu. Taki przyrząd był mi potrzebny, ponieważ przytrafił mi się kiedyś niefortunny upadek, zakończony złamaniami w kościach stopy i problemami ze stawem skokowym. Stopa jest teraz bardziej wrażliwa na wszelkie niewygody, więc uznałam, że z masażera będę często korzystać.

Wcześniej, gdy mieszkałam w domu rodzinny, również używałam tego typu przyrządów, które były własnością moich rodziców. Miałam dzięki temu okazje dobrze je poznać i porównać z masażerem z Rossmanna.


Drewniany masażer do stóp

 

Tego typu masażer przede wszystkim poprawia krążenia, z pewnością przyda się osobom, którym puchną stopy, działa odprężająco. Niektórzy twierdzą również, że służy akupresurze. Co do akupresury, to jest to metoda, która wymaga większego zaangażowania, niż przesuwanie stopą po rolkach z wypustkami i zdecydowanie trzeba wiedzieć gdzie i jak naduszać.
Masażer z Rossmanna jest wykonany z lakierowanego drewna. Ma 10 metalowych drążków (po 5 dla każdej stopy), na których znajdują się drewniane wałki. Środkowe wałki wyposażone są w gumowe "kolce".



Masażer do stóp For Your Beauty – wady i zalety

 

Masażer For Your Beauty dostępny jest w drogeriach Rossmann. Można go kupić za około 20 zł.
+ Wszystkie jego części, które mają kontakt ze stopą, są wykonane z lakierowanego drewna. Dzięki temu masażer może bez problemu być czyszczony, najlepiej wilgotną szmatką.

+- Druga sprawa, która różni go od wcześniej poznanych przeze mnie masażerów (dostępnych na na Allegro, czy Ceneo), to podkładki, które zabezpieczają przed porysowaniem podłogi. Z jednej strony dają pewność, że wykonując masaż, nie zniszczymy sobie podłogi, a z drugiej sprawiają, że masażer jeszcze łatwiej się przesuwa. Lepiej sprawdziłyby się podkładki z gumy. Te są niestety wykonane z gładkiego materiału, który przypomina gąbkę.

masażer do nóg ceneo


- Największa wada tego  masażer, to jego wielkość. Jest on lekki, nieduży, poręczny, ale też i nieco za mały, by zmieścić na nim stopę. Moje ledwie się mieszczą, choć są szczupłe. Nie wyobrażam sobie, by mógł z niego korzystać jakikolwiek mężczyzna. 

Jak wiadomo, stopa podczas masażu zajmuje więcej powierzchni, niż na przykład wtedy gdy stoimy. Powinna dotykać całą swoją powierzchnią masażera, a  jak możecie zobaczyć na zdjęciu, moja stopa dotyka krawędzi tego przyrządu.


rossmann masażer



- Kolejna wada - przez to, że jest sporo drobnych wałków, od czasu do czasu zdarza się, że gdy przesuwam stopą, masażer się zacina.

Czy drewniany masażer do stóp z Rossmanna jest lepszy od tradycyjnego


Jeśli macie drobne stopy i nie będzie was drażniło, że rolki nie zawsze będą się płynnie przesuwały, to będziecie zadowoleni z masażera. Ja jednak wolę tańsze, tradycyjne masażery. Choć nie mają gumowych kolców i zaokrąglanego kształtu, lepiej spełniają swoją role, a do tego są o wiele tańsze. 



Dajcie znać w komentarzach, czy używacie przyrządów do masażu stóp.

poniedziałek, 25 lutego 2019

9 skutecznych i zdrowych zamienników kawy - czym zastąpić kawę





Kawa jest bardzo popularnym napojem. Choć wiele osób nie wyobraża sobie poranka bez filiżanki małej czarnej, są i tacy, którym ona nie smakuje, lub unikają jej z innego powodu. Sama do picia kawy przekonałam się dopiero kilka lat temu i nie zawsze gdy potrzebuję dodać sobie energii, sięgam właśnie po kawę. Dla tych co nie przepadają za smakiem kawy lub muszą ją ograniczać, na przykład ze względów zdrowotnych, przygotowałam listę najlepszych, sprawdzonych przeze mnie zamienników kawy.
 

1. Żeń-szeń jako zamiennik kawy



Żeń-szeń z powodzeniem może zastąpić kawę. Nazwa żeń-szeń powszechnie odnosi się do Panax ginseng (żeń-szeń właściwy) lub Panax quinquefolius (Żeń-szeń pięciolistny). Obydwa gatunki żeń-szenia mają ginsenozydy – składniki, które poprawiają dotlenianie tkanek. Dzięki temu żeń-szeń wspomaga podejmowanie wysiłku fizycznego i umysłowego.

W sklepach możesz spotkać żeń-szeń syberyjski. Pochodzi on z innej rodziny niż wymienione wyżej, ale nie oznacza to jednak, że nie ma podobnych właściwości.

Żeń-szeń syberyjski posiada związki zwane eleutoezydami. Podnoszą one wydolność fizyczną i psychiczną oraz zwiększają tolerancję na stres. Eleuterozydy wzmacniają koncentrację i pamięć, a także zwiększają zdolności adaptacyjne organizmu, przez co żeń-szeń syberyjski nazywany jest adaptogenem.


2. Czy zielona herbata może zastąpić kawę



Świeży napar z zielonej herbaty może zastąpić kawę, orzeźwia, działa pobudzająco, zwiększa zdolności umysłowe i fizyczne organizmu.

Jeśli będziemy parzyć zieloną herbatę dłużej niż 3 minuty, zadziała ona w inny sposób, uspokoi oraz odpręży umysł i ciało.

Zielona herbata jest powszechnie znanym źródłem antyoksydantów, z czego najpopularniejszy jest EGCG. To on odpowiada za najważniejsze właściwości zdrowotne zielonej herbaty Z badań wynika, że EGCG wzmacnia zapamiętywanie poprawia zdolność poznawania i zapamiętywania przestrzennego, a ponadto zmniejsza ryzyko niektórych typów nowotworów.
 
 

3. Czym się pobudzić - matcha zamiast kawy

 


Matcha, to zielona herbata w proszku o intensywnym kolorze. Jej produkcja jest czasochłonna. Choć wywodzi się z Chin, obecnie kojarzy się z Japonią, gdzie proces jej produkcji i parzenia stał się ceremoniałem.

Badania przeprowadzone w 2003 roku na Uniwersytecie w Colorado wykazały, że herbata matcha zawiera aż 137 razy więcej antyoksydantów niż zwykła zielona herbata i pięć razy więcej L–teaniny, dzięki czemu, w przeciwieństwie do kawy, stopniowo dodaje energii i zapobiega nagłemu spadkowi siły. Aby uzyskać ten efekt, pamiętaj by parzyć matchę 2-3 minuty.

Jedną z najważniejszych substancji o działaniu antyosydacyjnym, występującym w herbacie matcha jest wspomniany już wcześniej EGCG.
 


4. Co zamiast kawy - Rooibos



Herbata rooibos jest bogata w przeciwutleniacze, spowalnia procesy starzenia, wzmacnia układ odpornościowy oraz stymuluje koncentrację.

Herbata ta, a tak na prawdę napar z liści czerwonokrzewu, nie zawiera kofeiny, dzięki czemu polecany jest dla osób cierpiących na bezsenność. Z badań przeprowadzonych na Uniwersytecie w Miami, wynika, że kubek tego napoju wypity przed snem, pomogą lepiej się wyspać. Herbata rooibos ma niską zawartość garbników, i nie zawiera kwasu szczawiowego, dzięki czemu mogą bez obaw pić ją osoby z kamieniami nerkowymi. Napar z czerwonokrzewu, w porównaniu do innych herbat nie wpływa na pogorszenie się absorpcji żelaza (tak jak np. zielona herbata).



5. Guarana – dlaczego działa lepiej niż kawa



Guarana jest kwitnącym pnączem, które rośnie w Brazylii wzdłuż Amazonki . Ekstrakt z nasion guarany zawiera więcej kofeiny niż jakakolwiek inna roślina na świecie, ale działa inaczej niż kawa. Jest związana z garbnikami i białkami roślinnymi, przez co jest wolniej trawiona i stopniowo wchłaniana przez organizm. Dzięki temu guarana sprawdza się przy długotrwałym wysiłku umysłowym, pomaga na dłużej skupić uwagę, poprawia umiejętność reagowania na zmieniające się otoczenie oraz podnosi sprawność fizyczną w momentach wzmożonego wysiłku.

6. Yerba mate zamiast kawy

 

Yerba mate, to tradycyjny południowoamerykański napój, który stał się popularny na całym świecie.

To ziołowa herbata wytwarzana z liści i gałązek rośliny Ilex paraguariensis.
Yerba mate jest tradycyjnie spożywana z pojemnika zwanego tykwą i popijana metalową słomką, która ma filtr na swoim dolnym końcu, aby odcedzić fragmenty liści.
Yerba mate jest bogata w przeciwutleniacze, w tym pochodne kofeiny, zawiera ksantynyny, związki pobudzające, które przedłużają działanie kofeiny, oraz saponiny, które działają i przeciwzapalnie, przeciwbakteryjne, przeciwgrzybiczo i przeciwwirusowo.

Jeśli zdecydujesz się zastąpić kawę Yerba mate, pamiętaj, by nie pić jej, gdy jest gorąca. 


 

7. Kawa zbożowa


Kawa zbożowa jest napojem bezkofeinowym, wytwarzanym najczęściej z z palonych ziaren żyta, pszenicy, jęczmienia, korzenia mniszka, buraka cukrowego lub cykorii. Zawiera substancje odżywcze, białka oraz węglowodany, ale pozbawiona jest tłuszczu. Jej skład różni się w zależności od tego, z czego została wyprodukowana, ale uogólniając, można stwierdzić, że jest źródłem selenu, błonnika, magnezu, fosforu i witamin z grupy B.

Kawa zbożowa to także źródło polifenoli, czyli wspomnianych już wcześniej związków przeciwrodnikowych.

Od lat piję kawę zbożowa, choć dawniej mi nie smakowała, obecnie jest tak duży wybór kaw zbożowych, że nie mam problemu ze znalezienie takiej, która będzie odpowiadała mi smakiem.

Do niedawna sama również ostrzegałam osoby z celiakią, przed piciem kaw zbożowej. Dziś na rynku można spotkać już kawę Inka bez glutenu, z międzynarodowym licencjonowanym symbolem Przekreślonego Kłosa.
 


8. Czerwona herbata Pu-erh



Pu-erh, to dojrzała, herbata pochodząca z prowincji Yunnan w Chinach. Herbata Pu-erh. Powstaje w procesie naturalnej fermentacji, dzięki czemu ma wyrazisty smak i aromat, a przede wszystkim posiada silniejsze właściwości przeciwutleniające.

Poprawia trawienie, ma właściwości przeciwzapalne, wzmacnia koncentrację i pamięć. Sprawdziłam to działanie podczas pobytu na studiach. Nie pijałam wtedy kawy., a herbata Pu-erh bardzo skutecznie pomagała mi przygotować się do licznych egzaminów.
 
 

9. Woda z cytryną pita na czczo


Ostatnio popularne stało się zaczynanie dnia od wody z cytryną. Na pewno nie daje ona takiego "kopa" jak kawa, ale dodaje energii, zwiększa odporność na stres, jest źródłem potasu i magnezu oraz witamin.

Dajcie znać w komentarzach, czy pijecie któryś z wymienionych przeze mnie napojów.

Partnerem wpisu jest bdsklep.pl

czwartek, 21 lutego 2019

Przepis na omlet ze szpinakiem, suszonymi pomidorami i serem cheddar

omlet ze szpinakiem i pomidorami

Smak szpinaku poznałam, gdy byłam już prawie dorosła. Moja mama, zmuszana w przedszkolu do jedzenia brunatnozielonej obrzydliwej papki, wzdrygała się na samą myśl o szpinaku, więc w domu nie miałam z nim do czynienia. Nie wiem jak to się stało, ale namówiłam mamę na ponowne spróbowanie szpinaku, w jakiejś bardziej sensownej postaci niż jadła go dawniej. Okazało się, że szpinak nie jest taki zły, zasmakował całej mojej rodzinie i wszedł na stałe do mojego jadłospisu.

Ostatnio miałam apetyt właśnie na to zielone warzywo. Postanowiłam zrobić więc omlet.

przepis z serem cheddar

Omlet ze szpinakiem i suszonymi pomidorami – składniki:

 

15 g szpinaku,
3 jajka,
5 suszonych pomidorów,
10 g sera tartego cheddar,
2 łyżki mleka,
2 łyżki masła lub oleju,
sól, pieprz.

przepis na omlet


Omlet ze szpinakiem i serem cheddar - przepis



1. Świeży szpinak umyj, usuń ogonki, sparz wrzątkiem i odsącz wodę. Mrożony szpinak odparuj na patelni.
2. Przesmaż szpinak z 2 łyżkami masła.
3. Pomidory pokrój na drobniejsze kawałki.
4. Do miski wbij jajka i wymieszaj z mlekiem i dopraw odrobiną soli i pieprzu.
5. Wlej masę z jajek na patelnie i wrzuć pomidory.
6. Dopraw odrobią soli i pieprzu.
7. Przykryj patelnię i podgrzewaj omlet na małym ogniu, czekając aż się zetnie.
8. Przed zdjęciem z patelni posyp omlet potartym serem cheddar (ser się rozpuści).

Smacznego!

poniedziałek, 18 lutego 2019

Gdzie spędzić Walentynki . Jak wyglądają Walentynki w Chełmnie – mieście zakochanych



Nie należę do osób, które uważają, że w Walentynki trzeba koniecznie wręczać sobie prezenty i wychodzić na randki, choć i w ten sposób zdarzyło mi się kiedyś świętować Dzień Zakochanych. Uwielbiam natomiast wycieczki, zarówno te po okolicy, jak i odległe, więc gdy znajomi polecili nam Walentynki w Polskiej Stolicy Zakochanych, z chęcią się tam wybraliśmy.

Fara

Chełmno - miasto zakochanych


Chełmno, bo o nim mowa, to urokliwe miasto w  województwie kujawsko-pomorskim, pełne średniowiecznych zabytków. Jego historia sięga XI wieku. Leży 45 km na północ od Torunia i 30 km na zachód od Grudziądza.

Duże znaczenie dla grodu miało sprowadzenie na jego teren przez Konrada Mazowieckiego, rycerzy z zakonu krzyżackiego.
Dziś Chełmno nazwane jest „miastem zakochanych ® ” czy „miastem miłości ® ”. Przyczyniła się do tego obecne w chełmińskim kościele farnym pw. Wniebowzięcia NMP, relikwia świętego Walentego, patrona zakochanych, oraz pewna historia miłosna.
Siostrzenica Mikołaja Kopernika, Krystyna, wstąpiła do chełmińskiego klasztoru. Zakochała się i zmieniła jednak jej zakonne plany. Pewnej nocy zrzuciła zakonny habit i zbiegła do Królewca, skąd pochodził jej ukochany – dobosz księcia Albrechta, Kasper Stulpawitz. Aby go poślubić, przeszła na luteranizm.



Odkąd w Polsce zaczęto obchodzić Walentynki, w Chełmnie organizowane są huczne obchody tego święta. W tym roku trwały one aż trzy dni, ja wybrałam się tam ostatniego dnia, w sobotę 16 lutego.


Co robić w Walentynki

 

W polskim mieście zakochanych najwięcej atrakcji zaplanowano oczywiście na Walentynki.
Lokale gastronomiczne przygotowały na ten dzień specjalna ofertę, na Rynku profesjonalny fotograf robił pamiątkowe zdjęcie przy największej ramce w Polsce. Odbywał się jarmark, na którym można było kupić: maskotki, kwiaty, balony, specjały regionalne, rękodzieło, słodkości, street food, biżuterie, grawerowane łyżeczki, a nawet seksowną bieliznę.



Jak spędzić Walentynki

 

W jednej z kamienic na gości czekało specjalne " Studio Zakochany", w którym można było zrobić zdjęcia na wybranym tle, a także uczestniczyć w konkursie, czy innych atrakcjach.
Na scenie przygotowanej na Rynku odbywały się koncerty.
Brama Grudziądzka
Choć miałam zamiar wybrać się tam w same Walentynki, moje plany się pokrzyżowały i do Chełmna przyjechałam dopiero 16 lutego. W zamian, trafiliśmy na znakomitą, iście wiosenną pogodę, idealną na spacer po mieście i okolicznych plantach, na których latem można podziwiać piękne dywany kwiatowe i przysiąść na Ławeczce Zakochanych.
Idąc plantami dotarliśmy do Średniowiecznej Osady Rycerskiej. Na jej terenie znajdowało się mniej romantycznej miejsce - Izba Tortur.






Po zachodzie słońca w Osadzie odbywał się mini turniej rycerski. Od 14 do 16 lutego wstęp do Osady oraz inne zabytków Chełmna był darmowy.



O godzinie 10:00 w zabytkowej scenerii kościoła farnego można było posłuchać koncertu zespołu Raz Dwa Trzy. 


Walentynki Chełmińskie polecam nie tylko zakochanym. Wśród przyjezdnych byli i młodzi i seniorzy, nie tylko pary, ale całe rodziny, czy grupy znajomych. Wszyscy w doskonałych nastrojach, bo atmosfera była bardzo przyjemna.



Na pewno wybiorę się tam jeszcze latem, by zobaczyć dywany, kwiatowe, bo uwielbiam takie widoki :)

piątek, 15 lutego 2019

Jak smakuje Jackfruit (owoc chlebowca) i gdzie go kupić



Kiedy dostałam propozycję przetestowania owocu drzewa chlebowca, zaczęłam zastanawiać się jak on smakuje, i co mogę z niego przyrządzić. Okazało się jednak, że będę miała okazję spróbować Jackfruit suszony, i z tego co się zorientowałam, nie nadaje się on do przyrządzania żadnych potraw. Nie jest to to samo co rodzynki, czy orzechy. Są to po prostu chipsy  owocowe.

Jak smakuje Jackfruit


Szukając informacji na temat owoców drzewa bochenkowego (chlebowca), znalazłam bardzo dużo przepisów i informacji, że jest to wegański zamiennik mięsa. Smakuje podobno jak mięso wieprzowe i nawet przypomina jego konsystencję.
Byłam bardzo ciekawa, czy rzeczywiście tak jest. Okazało się, że w Polsce właściwie owoc drzewa chlebowego jest niedostępny.
Pewnie kiedyś to się zmieni, w końcu wegan w naszym kraju przybywa. Z pewnością przetestuję je i sprawdzę, czy rzeczywiście smakuje jak schabowy :D

Tym razem postanowiłam opisać jak smakują chipsy owoce drzewa chlebowego.
Te, które ja poznałam pochodzą z firmy Helio, ze specjalnej serii Helio Natura i nie zawierają substancji konserwujących.


Jackfruit suszony Helio Natura skład


Składniki:  owoce drzewa bochenkowego 98%, olej kokosowy.

Jak smakuje Jackfruit suszony - owoc drzewa bochenkowego (chlebowca)


Dla mnie suszony owoc chlebowca przypomina coś pomiędzy smakiem coś między jabłkiem a melonem. Pierwszym wrażeniem było zdziwienie, bo nie do końca się tego spodziewałam czytając, że zastępuje mięso w burgerach itp. Przy pierwszym kęsie byłam bardzo zaskoczona.
Kolejne chipsy jadłam już bardzo chętnie.


Co to jest Jackfruit (dżakfrut, owoc drzewa bochenkowego, owoc chlebowca) i gdzie go kupić


W Polsce owoc ten ma kilka nazw, wszystkie są tak samo często używane: Jackfruit, dżakfrut, owoc drzewa bochenkowego, owoc chlebowca.

Co to jest Jackfruit? Jest to największy owoc rosnący na drzewie. Osiąga nawet 50 kg i 1 metr długości. Wywodzi się z Indii i występuje powszechnie w tropikalnym klimacie. Często spotykany przy ulicach, w parkach i przydomowych ogrodach w Sri Lance, Bangladeszu, Birmie, Tajlandii czy Indonezji.
Można je spożywać na surowo, smażyć jak frytki, dodawać do deserów, robić z nich przetwory, Młody owoc chlebowca podaje się w daniach typu curry. Przyrządza się z niego wegańskie kotlety, burgery i kanapki.
W Polsce mamy do wyboru jedynie dżakfruty suszone, do kupienia w sklepach internetowych (znajdziesz je tutaj) oraz młode w słodkiej zalewie (tutaj) lub zalewie słonej (tutaj), dostępne w puszkach.


Moja opinia o Jackfruit


Suszone owoce chlebowca nie są tłuste. Są mniej kaloryczne niż chipsy bananowe (417 kcal w 100 g) i mniej twarde. Nie sprawiają dużych problemów przy gryzieniu, pod tym względem mogę je porównać do orzechów laskowych.

Dżakfrut to jest świetna przekąska, po którą na pewno będę sięgać nie raz, bo bardzo lubię  wszystko co chrupiące :)

O innych produktach  Helio Natura pisałam przy okazji przepisu na domową granolę.

wtorek, 12 lutego 2019

Moje krzywe jedynki – jak zostałam niezadrutowaną apratką


clear aligner blog


Już w dzieciństwie miałam problem z krzywą, wystającą jedynką, niestety nie trafiłam na dobrego ortodontę i przez to dopiero teraz jestem w trakcie leczenia.
Tym wypisem rozpoczynam cykl, w którym  opiszę proces mojego “prostowania” krzywej jedynki.

Moja historia z krzywą jedynką


Odkąd wyrosły mi zęby stałe, były one na tyle duże w porównaniu z małą wąską szczęką, że się nie mieściły.  Największym problemem była wypchnięta do przodu jedynka, czyli ząb najbardziej widoczny. Druga jedynka też nie była idealnie prosta.

 jak wyprostowac jedynki

Krzywa jedynka wizyty u dentysty i ortodonty


Gdy miałam 10 lat, mama zabrała mnie do ortodontki, u której leczył się mój brat. Chciała skonsultować się w sprawie tej krzywej jedynki. Pytała, czy w moim przypadku będzie również potrzebne leczenie ortodontyczne. Pamiętam doskonale, jak ortodontka powiedziała, że nie mam problemów ze zgryzem, jest on prawidłowy, więc ząb na pewno sam się wyprostuje, nie ma więc podstaw do leczenia ortodontycznego.
Zareagowaliśmy dużym zdziwieniem, ale rodzice nie zdecydowali się zasięgnąć opinii innego ortodonty i przez lata ząb coraz bardziej się wykrzywiał.
Kilka miesięcy temu, przeglądając internet w poszukiwaniu ortodontów, dowiedziałam się, że mój przypadek nie jest odosobniony. Spójrzcie na opinię poniżej.



Z resztą wybór ortodonty, to nie jest prosta sprawa. Trafiałam na opinie, z których wynikało, że po leczeniu zgryz wyglądał gorzej niż na początku.

Na moim przykładzie widać, że ząb który się wykrzywia, będzie się wykrzywia jeszcze bardziej. Nie zacznie się nagle prostować. Nie wiem skąd u niektórych ortodontów bierze się taka teoria.




Minął  dla mnie czas leczenie ortodontyczne na NFZ i wiek, w którym ortodonta mógłby zadziałać coś taki w taki sposób, żebym nie pozbywała się przy tym wielu zębów.

licówki na krzywe zęby

Kiedy uznałam, że mogę zająć się moimi krzywymi zębami, wybrałam się na konsultacje. Byłam u  dentystów i ortodontów. Usłyszałam kilka propozycji, z których żadna nie była satysfakcjonująca:
- dowiedziałam się od nich między innymi, że w takich przypadkach najczęściej proponują licówki, ale u mnie nie jest to możliwe,
- któryś dentystów polecał wybrać się do dobrej ortodontki i podał nazwisko (tej, u której byłam jako dziecko). Nie muszę chyba dodawać, czy skorzystałam,
- powiedziano mi, że gdybym była młodsza, mogłaby mieć poszerzoną szczękę, ale w tej chwili nie jest to możliwe w takim zakresie, jak jest to potrzebne, między innymi dlatego, że u osób dorosłych szew podniebienny jest już zrośnięty.

Sama wyczytałam też w internecie o dość nowej metodzie na problemy takie jak moje, o nakładkach Clear Aligner, którymi "można leczyć takie wady zgryzu jak np: silne stłoczenia zębów, diastemy, zgryzy otwarte, zgryzy głębokie, zgryzy krzyżowe i inne. Im więcej czytałam, tym bardziej byłam zdecydowana, żeby naprawić swój zgryz takimi nakładkami. Podawano, że mają wiele zalet w porównaniu z drucianym stałym aparatem, były przezroczyste i zdejmowane, więc między innymi podczas leczenia można było swobodnie jeść, pić i dbać o higienę.

krzywe zęby u dorosłych

Odwiedziłam lekarza, jedynego w mojej okolicy, którego znalazłam na stronie producenta. Poszłam na wizytę z wielką nadzieją, przygotowałam się (w rejestracji powiedziano mi, że mam przynieść świeże zdjęcie pantomograficzne), a lekarz odprawił mnie z kwitkiem. Powiedział, że Clear Aligner jest dla drobnych wad np. diastemy itp., a nie dla takich jak moja i polecił ortodontkę, tym razem taką, której nie znałam. Kolejny raz wydałam pieniądze i nic z tego nie miałam.

Po wizycie byłam bardzo przybita, naoglądałam się zdjęć, naczytałam, że aparat pomaga na rożne wady, naczekałam się na wizytę, zrobiłam kolejne w życiu badanie pantomograficzne, które nie jest obojętne dla zdrowia, a lekarz nie miał nawet potrzeby na nie spojrzeć.
Wróciłam do punktu wyjścia. Czułam się z tym fatalnie.

Zanim zdecydowałam się na wizytę u polecanego przez dentystę ortodonty, minęło kilka tygodni.
Tam również nie dowiedziałam się niczego pozytywnego. W grę wchodziły trzy opcje. Jedna, to dać sobie spokój, bo „w takich przypadkach jak mój i w takim wieku, to już nie koniecznie warto prostować zęby” (zero zrozumienia, że one się stale krzywią i ta jedynka jest już na tyle przechylona, że nie nagryzam, nie mówiąc już o tym, że nachodzące na siebie jedynki tworzą "schodki", między którymi gromadzi się czasami jedzenie).

Dwie metody leczenia były bardzo inwazyjne. Jedna wiązała się z usuwaniem co najmniej czterech zębów,  które są w dobrym stanie. Był też pomysł, żeby usunąć między innymi któryś ze słabszych zębów trzonowych, ale efekt jest jeszcze mniej pewny i wymagałby więcej czasu i pracy, aby wszystkie zęby odpowiednio ustawić względem siebie tak, by pasowały przy tym do siebie dolny i górny łuk. Zapominam dodać, że aparat koniecznie musiałabym mieć na dole, a po zakończeniu leczenia (przypuszczalnie po 3 latach) na dolnym łuku miałabym do końca życia mały drucik, bo bez niego zęby się przestawią.
Kolejna metoda wiązałaby się z zabiegiem chirurgicznym o nazwie genioplastyka, wykonanym w klinice stomatologicznej. Tego nawet nie rozważałam. Po przebojach z czterema chirurgicznymi zabiegami zatrzymywania ósemek i kilku innych równie koniecznych, miałam już dosyć tego typu ingerencji. Mam po nich ślady do dziś. Po olbrzymich opuchliznach, które sprawiały, że wyglądałam jak chomik, do dzisiaj mój kształt twarzy nie jest taki jak powinien być.


Do kolejnej wizyty zmotywowało mnie to, że miałam wykonane zdjęcie pantomograficzne, które z biegiem czasu już nie będzie takie "świeże". Przy okazji podpowiadam, że kiedyś takie zdjęcie nie wymagało skierowania, a w tej chwili jest ono konieczne. Pamiętam, bo musiałam się po nie wracać do gabinetu, ponieważ nawet lekarz nie był zorientowany.

Korona na krzywy ząb

Następnym miejscem, do którego wybrałam się na konsultację, była klinika, w której miałam zatrzymywane ósemki. Poszłam tam, jak po ostatnią deskę ratunku.  Tam dowiedziałam się, że są dla mnie dwie opcje. Jedną usłyszałam u któregoś z wcześniej odwiedzonych dentystów - zatrucie krzywej jedynki, spiłowanie jej i pozostawienie kawałka. Wymagałoby to zwężenia okolicznych zębów po to, żeby było miejsce do wstawienia korony. Wszystkie zęby musiały bowiem pasować do siebie rozmiarem.


Clear Aligner


Drugą opcję zaproponowali sami technicy, po zobaczeniu wycisków. Był nią Clear Aligner.
Gdy dowiedziałam się, jaka jest druga opcja, od razu byłam na nią zdecydowana. Po pierwsze dlatego, że nie musiałam pozbyć się żadnego zęba, a po drugie leczenia miałoby się zakończyć wyprostowaniem zębów.

W chwili kiedy piszę ten post jestem w trakcie pierwszego etapu noszenia Clear Aligner. O jego przebiegu będziecie mogli przeczytać w następnym wpisie.