piątek, 15 lutego 2019

Jak smakuje Jackfruit (owoc chlebowca) i gdzie go kupić



Kiedy dostałam propozycję przetestowania owocu drzewa chlebowca, zaczęłam zastanawiać się jak on smakuje, i co mogę z niego przyrządzić. Okazało się jednak, że będę miała okazję spróbować Jackfruit suszony, i z tego co się zorientowałam, nie nadaje się on do przyrządzania żadnych potraw. Nie jest to to samo co rodzynki, czy orzechy. Są to po prostu chipsy  owocowe.

Jak smakuje Jackfruit


Szukając informacji na temat owoców drzewa bochenkowego (chlebowca), znalazłam bardzo dużo przepisów i informacji, że jest to wegański zamiennik mięsa. Smakuje podobno jak mięso wieprzowe i nawet przypomina jego konsystencję.
Byłam bardzo ciekawa, czy rzeczywiście tak jest. Okazało się, że w Polsce właściwie owoc drzewa chlebowego jest niedostępny.
Pewnie kiedyś to się zmieni, w końcu wegan w naszym kraju przybywa. Z pewnością przetestuję je i sprawdzę, czy rzeczywiście smakuje jak schabowy :D

Tym razem postanowiłam opisać jak smakują chipsy owoce drzewa chlebowego.
Te, które ja poznałam pochodzą z firmy Helio, ze specjalnej serii Helio Natura i nie zawierają substancji konserwujących.


Jackfruit suszony Helio Natura skład


Składniki:  owoce drzewa bochenkowego 98%, olej kokosowy.

Jak smakuje Jackfruit suszony - owoc drzewa bochenkowego (chlebowca)


Dla mnie suszony owoc chlebowca przypomina coś pomiędzy smakiem coś między jabłkiem a melonem. Pierwszym wrażeniem było zdziwienie, bo nie do końca się tego spodziewałam czytając, że zastępuje mięso w burgerach itp. Przy pierwszym kęsie byłam bardzo zaskoczona.
Kolejne chipsy jadłam już bardzo chętnie.


Co to jest Jackfruit (dżakfrut, owoc drzewa bochenkowego, owoc chlebowca) i gdzie go kupić


W Polsce owoc ten ma kilka nazw, wszystkie są tak samo często używane: Jackfruit, dżakfrut, owoc drzewa bochenkowego, owoc chlebowca.

Co to jest Jackfruit? Jest to największy owoc rosnący na drzewie. Osiąga nawet 50 kg i 1 metr długości. Wywodzi się z Indii i występuje powszechnie w tropikalnym klimacie. Często spotykany przy ulicach, w parkach i przydomowych ogrodach w Sri Lance, Bangladeszu, Birmie, Tajlandii czy Indonezji.
Można je spożywać na surowo, smażyć jak frytki, dodawać do deserów, robić z nich przetwory, Młody owoc chlebowca podaje się w daniach typu curry. Przyrządza się z niego wegańskie kotlety, burgery i kanapki.
W Polsce mamy do wyboru jedynie dżakfruty suszone, do kupienia w sklepach internetowych (znajdziesz je tutaj) oraz młode w słodkiej zalewie (tutaj) lub zalewie słonej (tutaj), dostępne w puszkach.


Moja opinia o Jackfruit


Suszone owoce chlebowca nie są tłuste. Są mniej kaloryczne niż chipsy bananowe (417 kcal w 100 g) i mniej twarde. Nie sprawiają dużych problemów przy gryzieniu, pod tym względem mogę je porównać do orzechów laskowych.

Dżakfrut to jest świetna przekąska, po którą na pewno będę sięgać nie raz, bo bardzo lubię  wszystko co chrupiące :)

O innych produktach  Helio Natura pisałam przy okazji przepisu na domową granolę.

wtorek, 12 lutego 2019

Moje krzywe jedynki – jak zostałam niezadrutowaną apratką


clear aligner blog


Już w dzieciństwie miałam problem z krzywą, wystającą jedynką, niestety nie trafiłam na dobrego ortodontę i przez to dopiero teraz jestem w trakcie leczenia.
Tym wypisem rozpoczynam cykl, w którym  opiszę proces mojego “prostowania” krzywej jedynki.

Moja historia z krzywą jedynką


Odkąd wyrosły mi zęby stałe, były one na tyle duże w porównaniu z małą wąską szczęką, że się nie mieściły.  Największym problemem była wypchnięta do przodu jedynka, czyli ząb najbardziej widoczny. Druga jedynka też nie była idealnie prosta.

 jak wyprostowac jedynki

Krzywa jedynka wizyty u dentysty i ortodonty


Gdy miałam 10 lat, mama zabrała mnie do ortodontki, u której leczył się mój brat. Chciała skonsultować się w sprawie tej krzywej jedynki. Pytała, czy w moim przypadku będzie również potrzebne leczenie ortodontyczne. Pamiętam doskonale, jak ortodontka powiedziała, że nie mam problemów ze zgryzem, jest on prawidłowy, więc ząb na pewno sam się wyprostuje, nie ma więc podstaw do leczenia ortodontycznego.
Zareagowaliśmy dużym zdziwieniem, ale rodzice nie zdecydowali się zasięgnąć opinii innego ortodonty i przez lata ząb coraz bardziej się wykrzywiał.
Kilka miesięcy temu, przeglądając internet w poszukiwaniu ortodontów, dowiedziałam się, że mój przypadek nie jest odosobniony. Spójrzcie na opinię poniżej.



Z resztą wybór ortodonty, to nie jest prosta sprawa. Trafiałam na opinie, z których wynikało, że po leczeniu zgryz wyglądał gorzej niż na początku.

Na moim przykładzie widać, że ząb który się wykrzywia, będzie się wykrzywia jeszcze bardziej. Nie zacznie się nagle prostować. Nie wiem skąd u niektórych ortodontów bierze się taka teoria.




Minął  dla mnie czas leczenie ortodontyczne na NFZ i wiek, w którym ortodonta mógłby zadziałać coś taki w taki sposób, żebym nie pozbywała się przy tym wielu zębów.

licówki na krzywe zęby

Kiedy uznałam, że mogę zająć się moimi krzywymi zębami, wybrałam się na konsultacje. Byłam u  dentystów i ortodontów. Usłyszałam kilka propozycji, z których żadna nie była satysfakcjonująca:
- dowiedziałam się od nich między innymi, że w takich przypadkach najczęściej proponują licówki, ale u mnie nie jest to możliwe,
- któryś dentystów polecał wybrać się do dobrej ortodontki i podał nazwisko (tej, u której byłam jako dziecko). Nie muszę chyba dodawać, czy skorzystałam,
- powiedziano mi, że gdybym była młodsza, mogłaby mieć poszerzoną szczękę, ale w tej chwili nie jest to możliwe w takim zakresie, jak jest to potrzebne, między innymi dlatego, że u osób dorosłych szew podniebienny jest już zrośnięty.

Sama wyczytałam też w internecie o dość nowej metodzie na problemy takie jak moje, o nakładkach Clear Aligner, którymi "można leczyć takie wady zgryzu jak np: silne stłoczenia zębów, diastemy, zgryzy otwarte, zgryzy głębokie, zgryzy krzyżowe i inne. Im więcej czytałam, tym bardziej byłam zdecydowana, żeby naprawić swój zgryz takimi nakładkami. Podawano, że mają wiele zalet w porównaniu z drucianym stałym aparatem, były przezroczyste i zdejmowane, więc między innymi podczas leczenia można było swobodnie jeść, pić i dbać o higienę.

krzywe zęby u dorosłych

Odwiedziłam lekarza, jedynego w mojej okolicy, którego znalazłam na stronie producenta. Poszłam na wizytę z wielką nadzieją, przygotowałam się (w rejestracji powiedziano mi, że mam przynieść świeże zdjęcie pantomograficzne), a lekarz odprawił mnie z kwitkiem. Powiedział, że Clear Aligner jest dla drobnych wad np. diastemy itp., a nie dla takich jak moja i polecił ortodontkę, tym razem taką, której nie znałam. Kolejny raz wydałam pieniądze i nic z tego nie miałam.

Po wizycie byłam bardzo przybita, naoglądałam się zdjęć, naczytałam, że aparat pomaga na rożne wady, naczekałam się na wizytę, zrobiłam kolejne w życiu badanie pantomograficzne, które nie jest obojętne dla zdrowia, a lekarz nie miał nawet potrzeby na nie spojrzeć.
Wróciłam do punktu wyjścia. Czułam się z tym fatalnie.

Zanim zdecydowałam się na wizytę u polecanego przez dentystę ortodonty, minęło kilka tygodni.
Tam również nie dowiedziałam się niczego pozytywnego. W grę wchodziły trzy opcje. Jedna, to dać sobie spokój, bo „w takich przypadkach jak mój i w takim wieku, to już nie koniecznie warto prostować zęby” (zero zrozumienia, że one się stale krzywią i ta jedynka jest już na tyle przechylona, że nie nagryzam, nie mówiąc już o tym, że nachodzące na siebie jedynki tworzą "schodki", między którymi gromadzi się czasami jedzenie).

Dwie metody leczenia były bardzo inwazyjne. Jedna wiązała się z usuwaniem co najmniej czterech zębów,  które są w dobrym stanie. Był też pomysł, żeby usunąć między innymi któryś ze słabszych zębów trzonowych, ale efekt jest jeszcze mniej pewny i wymagałby więcej czasu i pracy, aby wszystkie zęby odpowiednio ustawić względem siebie tak, by pasowały przy tym do siebie dolny i górny łuk. Zapominam dodać, że aparat koniecznie musiałabym mieć na dole, a po zakończeniu leczenia (przypuszczalnie po 3 latach) na dolnym łuku miałabym do końca życia mały drucik, bo bez niego zęby się przestawią.
Kolejna metoda wiązałaby się z zabiegiem chirurgicznym o nazwie genioplastyka, wykonanym w klinice stomatologicznej. Tego nawet nie rozważałam. Po przebojach z czterema chirurgicznymi zabiegami zatrzymywania ósemek i kilku innych równie koniecznych, miałam już dosyć tego typu ingerencji. Mam po nich ślady do dziś. Po olbrzymich opuchliznach, które sprawiały, że wyglądałam jak chomik, do dzisiaj mój kształt twarzy nie jest taki jak powinien być.


Do kolejnej wizyty zmotywowało mnie to, że miałam wykonane zdjęcie pantomograficzne, które z biegiem czasu już nie będzie takie "świeże". Przy okazji podpowiadam, że kiedyś takie zdjęcie nie wymagało skierowania, a w tej chwili jest ono konieczne. Pamiętam, bo musiałam się po nie wracać do gabinetu, ponieważ nawet lekarz nie był zorientowany.

Korona na krzywy ząb

Następnym miejscem, do którego wybrałam się na konsultację, była klinika, w której miałam zatrzymywane ósemki. Poszłam tam, jak po ostatnią deskę ratunku.  Tam dowiedziałam się, że są dla mnie dwie opcje. Jedną usłyszałam u któregoś z wcześniej odwiedzonych dentystów - zatrucie krzywej jedynki, spiłowanie jej i pozostawienie kawałka. Wymagałoby to zwężenia okolicznych zębów po to, żeby było miejsce do wstawienia korony. Wszystkie zęby musiały bowiem pasować do siebie rozmiarem.


Clear Aligner


Drugą opcję zaproponowali sami technicy, po zobaczeniu wycisków. Był nią Clear Aligner.
Gdy dowiedziałam się, jaka jest druga opcja, od razu byłam na nią zdecydowana. Po pierwsze dlatego, że nie musiałam pozbyć się żadnego zęba, a po drugie leczenia miałoby się zakończyć wyprostowaniem zębów.

W chwili kiedy piszę ten post jestem w trakcie pierwszego etapu noszenia Clear Aligner. O jego przebiegu będziecie mogli przeczytać w następnym wpisie.

piątek, 8 lutego 2019

Jak zmienić nazwę strony na Facebooku (fanpage) w 2019 roku

jak zmienić nazwę strony na fb

Dzisiejszy post odbiega od tematyki mojego bloga, dlatego na pomysł jego napisania nie wpadłam od razu. Kilka miesięcy temu, gdy postanowiłam przejść na własną domenę, miałam nie mały problem, żeby zmienić nazwę mojej strony (fanpage'a) na Facebooku. Wszystkie dotychczas opisywane metody zupełnie się nie sprawdziły, ale udało mi się wypracować własną, dlatego postanowiłam się nią z wami podzielić.
Jeśli szukacie więc sposobu na zmienię nazwy użytkownika na Facebooku i zmianę nazwy strony, to dobrze trafiliście.


zmiana nazwy fanpage,



Nazwa bloga i strona internetowa bloga

Poprzednia nazwa mojej strony, była nazwą bloga „Natura i kosmetyki”. Adres tej strony na Facebooku, to https://www.facebook.com/Naturaikosmetyki .
Kilka miesięcy temu, zmieniłam nazwę bloga na "Wellness po polsku" (tutaj więcej na ten temat). W adresie strony internetowej mojego bloga od początku był mój pseudonim mrs Calluna. Uznałam bowiem więc, że nazwa ta jest uniwersalna i będzie mogła zostać ze mną na zawsze.
Bywa, że trafiamy na blog, który sugeruje zupełnie inną tematykę niż autor porusza, warto więc od początku przemyśleć, czy jesteśmy gotowi, aby ta nazwa została z nami na zawsze. Konsekwencje takiej zmiany są olbrzymie, od rozpoznawalności naszego logo, po spadek statystyk w wyszukiwarkach.


jak zmienić nazwę fanpage

 

Zmiana nazwy strony na Facebooku w 2019 roku

W internecie możecie trafić na mnóstwo nieaktualnych już porad jak ta, żeby wykupić reklamę. To zupełnie nie działa. Ja kilkakrotnie wcześniej wykupiłam reklamę, a jak widać, nie miało to żadnego wpływu na zmianę nazwy strony.
Są też porady, z których wynika, że należy wypełnić specjalny formularz. Niestety prezentowane w tych artykułach formularze nie istnieją już od lat.Metoda, którą przedstawiam jest aktualna w 2019 roku.

Zmiana nazwy strony na Facebooku i Intagramie

Zmieniając nazwę bloga i domenę, musimy wprowadzić też zmiany na naszych profilach społecznościowych, czy jak ktoś woli fanpejdżach ( jest już takie słowo:)).

Z instagramem nie miałam problemów, za to Facebook uparł się, że zmiana wprowadzi w błąd moich czytelników i skutecznie mi odmawiał. Na nic tłumaczenia, że przez cały czas mój blog miał adres mrs-calluna.blogspot.com, a teraz zmieniam go na mrscalluna.pl, więc zmiana jest znikoma, a ja chcę po prostu dostosować nazwę fanpejdża.

Nie dostałam żadnej odpowiedzi, nie łudźcie się więc, że tam po drugiej stronie ktoś czyta wasze wiadomości. Nie zrezygnowałam z dalszych prób. W końcu nie po to prowadzi się latami profil, żeby jednego dnia go zamknąć i zaczynać wszystko od nowa.

Postanowiłam rozpracować, o co temu robotowi z Facebooka chodzi. Moja odmowa była spowodowana tym, że nazwa była za mało podobna do poprzedniej. To prawda, jeśli nie bierze się pod uwagę innych okoliczności, to Naturaikosmetyki, a mrsCalluna, to zupełnie inne nazwy.

jak zmienić nazwę strony na Facebooku i Intagramie

 Zmiana nazwy strony i zmiana nazwy uzytkownika strony na Fb

Co więc należało zrobić, by zmienić nazwę strony?
1. Zmienić nazwę użytkownika strony, w taki sposób, by łączyła w sobie nową i starą nazwę. W moim przypadku było to: "Mrs Calluna – Natura i kosmetyki".
a) Kliknij opcję Informacje w lewej części strony.
b) Kliknij opcję Edytuj obok aktualnej nazwy użytkownika
c) Wpisz nową nazwę użytkownika tak, by zawierała elementy nowej i starej nazwy. 


zmiana nazwy uzytkownika strony na Facebooku

 
Po kilku dniach zmiana zostaje zaakceptowana.


2. Kolejny etap, to zmiana nazwy strony (czyli zmiana adresu na Facebooku). Dzięki temu, że w nazwie użytkownika jest mrs Calluna, zmiana na https://www.facebook.com/MrsCalluna/ nie była żadnym problemem.
3. W międzyczasie zmieniłam zdjęcie w tle (poprzednie zawierało dawną nazwę).

jak zmienić adres strony na fb


 
4. Została jeszcze zmiana z "Mrs Calluna - Natura i kosmetyki" na "Mrs Calluna – Wellness po polsku".
Facebook nie pozwala na ponowną zmianę nazwy użytkownika strony w krótkim odstępie czasu. Poczekałam więc tydzień, wpisałam nową nazwę strony i zgodę miałam automatycznie.

 Gotowe!
 

środa, 6 lutego 2019

Dlaczego zrezygnowałam z projektu denko




zero waste kosmetyki,


Tytułem wstępu: projekt denko polega na zużywaniu posiadanych kosmetyków do dna, ograniczając w  ten sposób nadmierne gromadzenie kosmetyków.

Kiedy zaczynałam blogowanie, projekt denko był bardzo popularny. Większość blogerek przygotowywała wpis na końcu lub na początku następnego miesiąca, w którym podsumowywała co zużyła w ostatnim czasie.
Ja, z uwagi na to, że miesięcznie takich produktów nie miałam dużo, przygotowywałam denka dwumiesięczne. Ostatnie moje "denko" przygotowałam w maju 2018 roku. Pamiętam, że podchodziłam do niego z dużym entuzjazmem. Pisałam, że odpowiada mi ta forma podsumowanie i bardzo lubię czytać takie wpisy.
Czytać lubię je do dziś, ale że od tamtego czasu nie zrobiłam ani jednego wpisu z listą zdenkowanych kosmetyków. Postanowiłam wyjaśnić Wam dzisiaj dlaczego tak się stało, czyli po prostu napisać dlaczego u mnie to się nie sprawdza.
zakupy w drogerii


Kosmetyki zabierane na wyjazd

Po pierwsze: miniaturki produktów, próbki albo produkty które już właśnie dobijają do dna zabieram ze sobą, gdy nocuję poza domem. Dzięki temu mam lżejszą walizkę. Bywa, że przemieszczam się z miejsca na miejsce, nie myślę wtedy by pilnować pustych opakowań. Kilka takich wyjazdów miałam właśnie po tamtym maju. Z tego powodu nie pojawiło się denko 05-06/2018.


Odruchowe wyrzucanie

Używając kosmetyków w domu, szczególnie takich "na raz”:, jak na przykład maseczka, wiele razy odruchowo wyrzucałam je do śmietnika. Rzadko pamiętałam o tym, by trzymać te drobiazgi przez dwa miesiące.


Miejsce na puste opakowania

Inna kwestia to miejsce na takie opakowania. Mam już osobną szufladę, w której trzymam oczyszczone opakowania, przeznaczone do ponownego wykorzystania. Na te, które nadają się do śmieci miejsca już nie znalazłam.
Resztki po zużytych produktach bardzo się od siebie różnią. Jedne z tych opakowań są małe i nie zabierają dużo miejsca, a z niektórymi jest odwrotnie. Zróżnicowanie jest bardzo duże (od kawałków folii po kulach do kąpieli, kartoników po mydłach w kostce, po butelki od płynów do kąpieli, czy do płukania ust), więc znalezienie dla nich odpowiedniego miejsca było dla mnie wyzwaniem.

kosmetyki diy

Domowy recykling

Jedną z istotnych przyczyn tego, że nie przygotowuję już denka, jest to, że wiele opakowań wykorzystuję po raz kolejny. Często wygląda to tak, że gdy zużywam jakiś kosmetyk, to czyszczę opakowanie i przelewam do niego kolejny kosmetyk.
Podam kilka przykładów, może któryś z pomysłów i u was się sprawdzi. A może też tak robicie?

1. Ostatnio używałam żelu do mycia twarzy Sattva (o żelu pisałam tutaj). Jego minusem było to, że nie miał pompki, a ja nie lubię nakładać żelu pod prysznic, czy do twarzy, bezpośrednio z butelki. Brak pompki nie stanowił dla mnie żadnego problemu, bo użyłam pompki, którą zabrałam z pojemnika na żel do twarzy Biolaven. Na marginesie, o żelu Biolaven nie wspomniałam nigdy na blogu, a też dobrze się u mnie sprawdzał.

2. Butelki z pompką, po żelu Biolaven i inne podobne opakowania używam również do innych produktów. Ostatnio mam w nim żel micelarny Ava. Wykorzystuję je też do przechowywania kosmetyków, które robię samodzielnie (np. olejek do demakijażu).

3. Zachowuję nie tylko buteleczki z pompką, ale także słoiki po kremach, butelki po hydrolatach, olejkach, czy serach. Wśród tych ostatnich szczególnie upodobałam sobie butelki z pipetą, ponieważ wygodniej w ten sposób nakłada się i rozprowadza wszelkie oleje. Jeżeli mam wolną buteleczkę z pipetka, natychmiast przelewam tam olejek. Takie butelki ma na przykład firma Mohani. Używałam oleju morninga tej marki.

4. W poprzednim roku przekonałam się do toników w sprayu. Moje podejście zmieniło się o 180 stopni. Kiedyś przelewałam takie toniki, do zwykłych butelek, a teraz robię odwrotnie. Przechowuję butelki ze sprayem, i tonikiem spryskuję skórę :)
Ostatnio zamiast typowych toników, używam hydrolatów. Szczególnie upodobałam sobie wody różane, przygotowałam nawet ich ranking. Wiele z używanych przeze mnie hydrolatów znajduje się w butelkach z dużym gwintem, dlatego przelewam je do mniejszych.

5. Butelki po hydrolatach wykorzystuję też, do przechowywania oliwy magnezowej. Jest to kolejny kosmetyk, który robię sama i właściwie przez cały czas mam go w domu. Gdy tylko docieram do dna, natychmiast przygotowuję nowy (tutaj przeczytacie, jak zrobić oliwę magnezową ).

6. Niedawno wpadłam na pomysł, jak lepiej nakładać szampon na włosy. Przelewam go do pustej butelki po szamponie, dolewam ciepłej wody i wstrząsam. Dzięki temu szampon lepiej rozprowadza się na włosach, lepiej się pieni. Wcześniej używałam do tego celu kubeczek, ale butelka po szamponie nadaje się dużo lepiej.
 

kosmetyki naturalne


Kosmetyki, które się powtarzają

Kolejną przyczyną, z powodu której przestałam realizować projekt denko jest to, że wiele kosmetyków używam wielokrotnie. Bardzo lubię nowości, ale mam też kosmetyki sprawdzone, które często kupuję.
Bywa też i tak, że nawet gdy chcę je zmienić, to przez długi czas nie mogę znaleźć zamiennika. Przykładem jest pasta do zębów. Miałam jedną sprawdzoną, która miała bezpieczny dla mnie skład. Nie była idealna, więc chętnie bym ją wymieniła na coś innego, ale kolejne wypróbowywane przeze mnie, były trudno dostępne, więc ciągle wracałam do pasty Lavera.

Podobnie wygląda u mnie z dezodorantami i szamponami. Jest kilka, do których wracam. Nie sądzę, że ktoś chciałby czytać moje wpisy o zużytych kosmetykach, gdyby połowa z nich się powtarzała.

Less Waste

Stawiam na to, by ograniczyć ilość śmieci, dlatego jeżeli nie znam produktu, wolę próbkę. Jeżeli kosmetyk przypadnie mi do gustu i mam wybór między wersją mini albo pełną wersją, to wolę wybrać tą drugą. Dzięki temu zużywam mniej opakowań.

Na wstępie zaznaczyłam, że projekt denko ma na celu powstrzymywanie nas od kupowania kolejnych kosmetyków, zanim obecne zużyjemy do dna. W moim przypadku wygląda to inaczej. W drogeriach stacjonarnych kupuję rzadko. Z racji tego, że stawiam na produkty naturalne, większość moich kosmetyków pochodzi z drogerii internetowych, gdzie jest ich znacznie większy wybór. Nie kupuję więc osobno jednego szamponu, jednego kremu itp.
Jak większość osób korzystam też z okazji. Nie robię wielkich zapasów, ale bywa, że w jedym koszyku znajdą się dwa żele pod prysznic, czy dwa szampony.

blog less waste


Na targach kosmetyków naturalnych jeszcze nigdy nie byłam, ale na pewno, gdybym tam się pojawiła, kupiłabym kilka produktów, które musiałyby poczekać na swoją kolej.
Czy jest w tym coś złego? Nie, jeśli działamy z głową, czyli pamiętamy co mamy w szafach i nie doprowadzamy do sytuacji, że zanim użyjemy kosmetyk, minie termin przydatności. Przesada w każdą stronę jest szkodliwa. 

Jakiś czas temu zważyłam, że wolę szukać takich miejsc, gdzie mogę kupić kilka produktów, niż każdy z osobna. Zwykle oszczędzam przy tym na wysyłce, ale ograniczam też ilość opakowań (kartonów, folii itp.). Jest to sposób na bycie Less Waste (więcej na ten temat we wpisie Dlaczego miałam alergię na Zero Wastei jak się z niej wyleczyłam).

Czy to oznacza że nie będzie już u mnie nigdy projektu denko

Jeżeli pojawi się kilka wartych uwagi produktów w jednym czasie, to na pewno możecie spodziewać się zbiorczego postu na ich temat.
Sama lubię czytać tego typu wpisy, dlatego podkreślam, że nie mam zamiaru zniechęcać inne blogerki do projektu denko. Będą pojawiać się tutaj podobne posty, ale w innej formie.

Zauważyłam, że każdy ma swoje tempo zużywania, dlatego wiele osób opracowuje własne systemy podsumowania zużywanych kosmetyków.

Regularnie odwiedzam bloga Mama Z Różową Torebką. Jego autorka, Monika, przygotowuje w każdy piątek post cyklu „Zużyte czy nie, pozbywam się”.

Ostatnio  eksperyment przeprowadziła Urodzianka. Sprawdziła ile kosmetyków używa przez cały rok.  Jej wpis na ten temat możecie znaleźć tutaj.

poniedziałek, 4 lutego 2019

Czym różni się granla od musli + przpis na zdrową domową zimową granolę (ze słonecznikiem, jabłkiem i suszoną miechunką)

granola z jogurtem



Domowe musli, to najlepszy dodatek do mleka, jogurtów. W składzie takie musli znajdują się przede wszystkim płatki zbożowe, bakalie i orzechy. Tak samo jak w przypadku granoli.

Czym więc różni się granola od musli? 

Jeśli do musli dodamy słodzidła (na przykład w postacie miodu, czy cukru klonowego) oraz oleju, a całość zapieczemy, powstanie chrupiąca granola. Może ona stanowić samodzielną przekąskę. Nadaję się także jako dodatek do wypieków, czy lodów.

Do przygotowanie granoli użyłam bakalii Helio Natura, które nie zawierają takich konserwantów jak: dwutlenek siarki (E220) i kwas sorbowy (E200).
Dodatek przypraw korzennych sprawia,  że granola ma pyszny piernikowy smak i doskonale nadaje się na zimę.

granola piernikowa


Składniki domowej granoli

250 g płatków owsianych,
40 g prażonych orzechów laskowych,
30 g suszonej miechunki (można zastąpić na przykład żurawiną),
40 g nasion słonecznika,
3 łyżki miodu,
1 jabłko,
3 łyżki syropu klonowego,
1/2 szklanki oleju kokosowego lub słonecznikowego,
1 łyżeczka cynamonu,
1/2 łyżeczki mielonego imbiru.

granola z bakaliami


Przygotowanie granoli

1.Rozgrzej piekarnik do 160 °C
2. Rozdrobnij orzechy i słonecznik (ja zmieliłam je w blederze).
3. Zetrzyj na tarce jabłko (na średnich oczkach).
4. Wszystkie składniki (oprócz miechunki) wymieszaj w misce.
5. Zawartość miski wysyp na blachę wyłożoną papierem do pieczenia.
6. Piecz około 40 minut. W trakcie pieczenia wymieszaj 2 razy całość w taki sposób, by wszystkie składniki równomiernie się podpiekły.
7. Gotową granolę zostaw do wystygnięcia.
8. Wymieszaj z miechunką i przełóż do słoików.

Przechowuj w ten sposób do dwóch tygodni.

Smacznego!

Partnerem wpisu jest Helio.