środa, 25 marca 2020

Przepis na chrupiące bułki drożdżowe z makiem na słono (wytrawnie)





Ograniczenie ilości wyjść z domu do minimum z powodu zagrożenia koronawirusem spowodowało u mnie kolejne kulinarne eksperymenty. Wykorzystując kuchenne zapasy przygotowałam bułeczki drożdżowe z makiem na słono. W okolicznych piekarniach spotykam wyłącznie słodkie bułki z makiem, więc przepis na wytrawne  będę wykorzystywać jeszcze na pewno wiele razy, szczególnie że jestem miłośnikiem pieczywa z makiem. Mój mąż stwierdził natomiast, że to prawdziwe bułki, które pamięta jeszcze z dzieciństwa. Może i wy znajdziecie w nich smak starych lepszych czasów ;)

Z podanych wyżej względów robiłam zapas bułek i część z nich trafiła do zamrażarki. Z poniższego przepisu upieczecie 16 bułek. Łatwo jednak zmniejszyć proporcje i wykorzystać tylko połowę.

Składniki

Do przygotowania bułek potrzebne będą:
- drożdże (użyłam świeżych),
- mąka typ 550,
- mleko,
- cukier,
- sól,
- 1 jajko (żółtko),
- mak.

Przepis na bułki drożdżowe z makiem

 

Zacznij od przygotowania zaczynu :)
- 25 g drożdży,
- 3/4 szklanki letniego mleka,
- 2 łyżki cukru,
- 2 kopiaste łyżki mąki 550 (50 g).


Wrzuć do miski rozkruszone drożdże, zasyp je cukrem, zalej letnim mlekiem i rozmieszaj.
Dodaj mąkę i wymieszaj dokładnie, by nie było grudek.
Przykryj ściereczką i odstaw w ciepłe miejsce na 15 minut.


Ciasto na bułki

Składniki ciasta:
- 750 g mąki,
- 2 łyżeczki soli,
- 320 ml ciepłej wody,
- zaczyn,
- olej do wysmarowania miski.

Przygotowanie

Wymieszaj wszystkie składniki. Wyrabiaj do momentu aż ciasto odchodzi od ręki. W razie potrzeby dodaj wody (gdy jest za suche) lub podsyp mąką, gdy za bardzo się klei.
Gotowe ciasto przełóż do miski lekko wysmarowanej olejem (ja użyłam rzepakowego, bo taki miałam pod ręką).
Przykryj ściereczką i odstaw w ciepłe miejsce na 1,5 godziny.
Piekarnik nagrzej do 220 °C.
Podziel ciasto na 16 części, uformuj z nich bułki, podsyp mąką i lekko spłaszcz.
Posmaruj bułki z wierzchu odrobiną żółtka i posyp makiem (wystarczy łyżka maku).
Gdy bułki podwoją swoją objętość ( ok. 15 minut), wstaw je do piekarnika na 10 minut, aż się lekko zarumienią.


Smacznego!

sobota, 21 marca 2020

Plamienia w pierwszym trymestrze ciąży - moja historia



Ostatnio zabrałam się za wywoływanie zdjęć z okresu ciąży i pierwszych miesięcy życia mojej córeczki. W albumie mam już kilka zdjęć (z USG), w tym takie, które zrobione podczas wizyty w szpitalu. Było to dokładnie rok temu. Trafiłam tam zaniepokojona brązowymi plamieniami, które pojawiły się w drugim miesiącu ciąży. Z dnia na dzień były coraz bardziej obfite.
Pamiętam jak między jedną, a drugą wizytą u lekarza nie mogłam się powstrzymać, by nie szukać pokrzepiających historii w internecie. Hasła plamienia w ciąży, plamienia 6/7/8 tydzień, plamienia we wczesnej ciąży. Chyba wszystko przestudiowałam. Żyłam od wizyty do wizyty. Każda przyszła mama, która długo czekała by zajść w ciążę, na pewno mnie rozumie.
Na koniec dowiedziałam się co było przyczyną i okazało się, że jedna z historii na forum internetowym jest identyczna jak moja, ale po kolei.

Wizyta, na której miałam się upewnić, że jestem w ciąży, odbyła się w 6 tygodniu. Do tego czasu raz zdarzyło się niewielkie plamienie, które nie wywołało u nie żadnego niepokoju. Podczas wizyty u ginekologa, lekarz zauważył niewielką ilość krwi, która mogła powodować plamienia o kolorze kawy z mlekiem.
W następnych dniach plamienia zaczęły pojawiać się częściej. Były coraz ciemniejszego koloru. Przyszedł czas, że plamienie było bez przerwy. W dzień, w nocy, przy każdej wizycie w toalecie i między nimi.


Plamienie w ciąży a krwawienie - jak wygląda i jak odróżnić


Tutaj warto wspomnieć, czym różnią się plamienia od krwawień. Krwawienia, to świeża krew, która brudzi nie tylko bieliznę, ale też przez nią przesiąka.
Plamienia, to „stara krew” zwykle koloru jasnobrązowego, różowego lub ciemnobrązowego, które jedynie brudzą. 


Brązowe plamienia w ciąży


Wracając do mojej historii z plamieniami w ciąży, po konsultacji z lekarzem prowadzącym ciążę, wybrałam się do szpitala. Podczas badania USG pierwszy raz usłyszałam bicie serca mojego maleństwa. Kamień spadł mi z serca. Dowiedziałam się, że nie ma nic niepokojącego, żadnego krwiaka itp., w związku z tym nie dostałam też leków na podtrzymanie ciąży, ani zaleceń takich jak np. leżenie w łóżku. Byłam zaskoczona, bo wśród znajomych słyszałam, że każdy niepokojący objaw kończył się braniem Luteiny lub Duphastonu. Miałam jednak zaufanie do lekarza. Okazało się, że leki rzeczywiście nie były potrzebne.
Przy kolejnej wizycie dowiedziałam się, że przyczyną plamień było umiejscowienie zarodka blisko ujścia szyjki macicy. Wszystko ustało, gdy kosmówka zaczęła przekształcać się w łożysko, czyli około 16 tygodnia ciąży.
Krwawienie w ciąży
Od 16 tygodnia plamienie nie pojawiło się już ani razu. Ciąża przebiegała prawidłowo. Zdarzyło się jednak jednorazowe krwawienie. Profilaktycznie brałam wtedy No-Spę, leżałam do następnego dnia w domu, a że krwawienie się nie powtórzyło, nie dostałam leków. Tamte plamienia i krwawienie nie miały ze sobą nic wspólnego.
Czekając aż plamienia ustaną, miałam w planach napisać ten tekst, jeśli moja historia będzie jedną z tych pozytywnych. Jak wiecie spokój w ciąży to podstawa, dlatego choć jeśli odrobinę podniosę was na duchu, mój cel zostanie spełniony.
Nie wiem czy jest potrzeba, by to pisać, ale pamiętajcie, że każde plamienie powinno się zgłosić lekarzowi. Ja wybrałam takiego, który był zawsze pod telefonem i nie jechałam do szpitala na próżno. To najlepsze rozwiązanie. Warto więc zapytać lekarza prowadzącego, co robić w takiej sytuacji.
Z tamtego okresu zapamiętałam jeszcze jedno. Gdy coś jest nie tak z wczesną ciążą, należy się zgłosić na oddział Ginekologiczny, a nie Położniczy (jeśli są one osobno).

Dziś jestem mamą 5-miesięcznej dziewczynki, która gdy tylko wyjęłam album, bardzo chciała go obejrzeć, co widać na zdjęciu ;)

poniedziałek, 16 marca 2020

Co dodać do granoli - 15 pomysłów na domową granolę



Granola może być to znakomitą zdrową przekąską lub składnikiem pożywnego śniadania. Mój podstawowy przepis na granolę podałam wam w jednym z wcześniejszych wpisów Przepis na domową zimową granolę.

Tym razem podpowiem, co dodać do granoli i jak ją urozmaicić.

Co dodać do granoli

Prócz podstawowych składników, dodaję do granoli:
- różne ziarna: słonecznik, rodzynki, sezam,
- siemię lniane,
- pestki dyni,
- wiórki kokosowe.
Dla dodatkowych walorów smakowych dodają: cynamon, kakao, gorzką czekoladę.

Przygotowując domową granolę, najbardziej eksperymentuję jednak z suszonymi owocami. Wybieram te, które nie zawierają substancji konserwujących (Helio Natura).



Owoce do granoli

Do granoli polecam suszone owoce:
suszone śliwki – są bogate w błonnik, dzięki czemu pomagają w prawidłowym funkcjonowaniu jelit, zawierają miedź i potas a także witaminy B2, B6 oraz A, zapobiegają zaparciom, sycą i oczyszczają organizm ze złogów i toksyn.
suszone daktyle – są źródłem potasu i miedzi, zawierają mnóstwo błonnika, charakteryzują się niską zawartością sodu,
suszone figi – są zdrowym sposobem na uzupełnienie organizmu w węglowodany po intensywnym wysiłku fizycznym,
suszone morele - charakteryzują się niską zawartością sodu, dzięki czemu nie podnoszą ciśnienia krwi, zawierają niacynę wspomagającą min. układ nerwowy, oraz pomagającą zachować zdrową skórę, witaminę A, B2, B6, C i E; te z logiem Helio Natura przypominają w smaku karmel i są słodsze od powszechnych na rynku moreli suszonych z dodatkiem konserwantów
 
suszone goldenberry (miechunka) – zdrowszy zamiennik żurawiny, 100 gramów owoców goldenberry zawiera o 166% więcej przeciwutleniaczy niż 100 gramów żurawin,
suszone czereśnie – dla mnie zupełna nowość, uwielbiam czereśnie i jestem zachwycona że powstał ten produkt. Spróbujcie koniecznie!

Lubicie suszone owoce?

wtorek, 10 marca 2020

Żel i płyn antybakteryjny diy, czyli jak zrobić środek dezynfekcyjny w domu




Żelu antybakteryjnego zaczęłam używać regularnie odkąd zostałam mamą. Mam go przede wszystkim zawsze na przewijaku. Czasem kupuję, a czasem robię taki żel samodzielnie.

Trudno mi było uwierzyć, że po ostatnich doniesieniach na temat zagrożenia koronawirusem, w drogeriach brakuje nawet mydła. Wczorajsza wizyta w osiedlowej drogerii przekonała mnie jednak, że mój sposób na przygotowanie żelu antybakteryjnego może się wam przydać.


Jak zrobić domowy żel antybakteryjny

 

Do przygotowania żelu antybakteryjnego w domu, potrzebne są: spirytus 96 %, żel np. aloesowy, nagietkowy, hialuronowy oraz opcjonalnie olejek z drzewa herbacianego, który znakomicie dezynfekuje.

- 70 ml spirytusu 96%,
- 25 ml żelu,
- 5 ml olejku z drzewa herbacianego.

Aby przygotować żel antybakteryjny wymieszaj dokładnie wszystkie powyższe składniki (ja w takim przypadku używam spieniacza do mleka). Gotowy żel przelej do butelki z pompką. Podałam przepis na pojemność 100 ml. Ponieważ butelki o tej pojemności są łatwo dostępne w drogeriach, ze względu na możliwość przewożenia ich w bagażu podręcznym podczas podróży samolotem. Znajdziecie je na przykład w drogerii Rossmann oraz w sklepach internetowych tutaj 
Ja użyłam pustej już butelki po żelu do mycia twarzy.
Spośród wymienionych żeli, najłatwiej będzie znaleźć wam zapewne żel aloesowy. Szukajcie go w aptekach i drogeriach. Sprawdzi się na pewno ten Equlibra oraz ten marki ALOESOVE z idealną do tego celu butelką. 

Przed każdym użyciem wstrząśnij.
Gotowe!


Najprostszy przepis na płyn dezynfekcyjny

 

Dla tych, którzy wolą prosty przepis na płyn, polecam wymieszanie spirytusu z wodą. Jeśli słyszeliście, że wystarczy wódka, muszę was zmartwić. Ma ona za małą zawartość alkoholu etylowego.
Do przygotowania płynu antybakteryjnego wystarczy wymieszać:
70 ml spirytusu 96%,
30 ml wody destylowanej.

Pamiętajcie, że używając tego typu środków musicie szczególnie dbać o zachowanie bariery hydrolipidowej na skórze dłoni, stosujcie kremy do rąk częściej  niż zwykle.

Dajcie znać, czy też zauważyliście w sklepach putse półki w regałach ze środkami do higieny rąk?

poniedziałek, 2 marca 2020

O depresji klimatycznej i moich sposobach na Zero (Less) Waste




Na łamach bloga opisywałam już moje podejście do Zero Waste i ekologii. W skrócie, uważam że „zero waste” jest nierealne (choćby dlatego że pisząc to, używam komputera wykonanego w dużej części z plastiku). Bliska jest mi natomiast postawa Less Waste.
Radykalne działania wielu zniechęcają i odstraszają, ale są też tacy, którzy nie potrafią pogodzić się z tym, że mimo starań nadal tworzą śmieci. Kilka miesięcy temu dowiedziałam się, że istniej jednostka chorobowa, zwana depresją klimatyczną. W skrócie, jest to lęk przed katastrofą ekologiczną spowodowaną zmianami klimatycznymi wywołanymi przez ludzi. Z reportażu, który poruszał ten temat wynikało, że na depresję klimatyczną chorują zwykle młodzi ludzie, którzy bardzo wierzą we wszystkie doniesienia dotyczące końca ludzkości wywołanego przez niszczycielską działalność człowieka, czują obawę przed przyszłością i brak sensu życia.
Cieszę się, że potrafię podejść do tego tematu z dystansem. Przeżyłam już co najmniej kilkanaście "końców świata", jestem świeżo upieczoną mamą i nie zamierzam żegnać się z tym światem, jakkolwiek by to nie zabrzmiało.


Moje sposoby na Zero Waste

Zużywam do końca – pasta do zębów, krem, balsam do ciała, jeśli tylko mogę, przecinam opakowanie i zużywam resztki.

Siatki wielorazowe – noszę przy sobie od zawsze. Dowodem na ich trwałość jet to, że używam między innymi siatek, w które moi rodzice pakowali zakupy, gdy miałam zaledwie kilka lat. To zupełnie inaczej niż w przypadku worków foliowych.

Słomki - nie jestem wielbicielką słomek, używam ich sporadycznie. Sprawiłam sobie dwie stalowe sztuki + czyścik. W trosce o szkliwo swoich zębów, używam ich głównie wtedy, gdy piję wodę z cytryną.

Szczoteczki do zębów – z plastikowych szczoteczek zrezygnowałam, choć nadal uważam, że szczoteczki i słomki to kropla w morzu i dziwi mnie, że to akurat o nich jest najgłośniej.

Woda – piję kranówke, noszę ją w termosach i butelkach termicznych. Rezygnacja z wody w plastikowych butelkach nie oznacza, że nie zużywam plastiku, ponieważ korzystam filtrów do wody. Używam dzbanka z filtrem, na butelki filtrujące się nie zdecyduję, bo póki co dostępne są tylko takie, które zostały wyprodukowane z tworzywa PET.

Zero Waste w kuchni – pilnuję dat ważności produktów; planuje posiłki z wyprzedzeniem; gdy mam czas, przygotowuje domowy jogurt; staram się nie marnować jedzenia; gotuję z resztek, dzięki czemu powstają całkiem fajne przepisy .

Ekologiczne podpaski – choć posiadam kubeczek menstruacyjny, z podpasek nie zrezygnowałam. Używam natomiast podpasek ekologicznych.

Kubeczek menstruacyjny – zakupiłam go kilka miesięcy przed zajściem w ciążę. Koszt chyba mi się nie zwróci, bo po ciąży polecane są inne rozmiary kubeczków.

Demakijaż bez wacików jednorazowych – nie używam jednorazowych wacików i ściereczek do demakijażu. W zamian stosuję gąbki celulozowe, gąbki konjac lub ściereczki bambusowe.

Kosmetyki – staram się wybierać kosmetyki w szklanych opakowaniach. Mam nadzieję, że w przyszłości będę miała większy wybór. Wiele kosmetyków robię sama, dzięki temu zużywam mniej opakowań.

Zużywam stare ubrania, prześcieradła itp. - zniszczone ubrania, prześcieradła itp. używam podczas domowych porządków. Rajstopy są najlepszymi ścierkami do kurzu. Jeśli jeszcze nie próbowaliście, sprawdźcie koniecznie.

Segregacja śmieci – cieszę się, że w tym roku pojawiły się osobne pojemniki na odpady bio.

Ubrania i inne przedmioty z drugiej ręki – w ubrania często zaopatruję się w lumpeksach, kupuję tam tylko to czego potrzebuję, gdy idę po sweter, to albo wracam ze swetrem, albo z pustymi rękami. Tak robię właściwie przy każdych zakupach.
Nie tylko ubrania kupuję używane. Mam domu m.in. przewijak, wózek dziecięcy, karuzelę na łóżeczko, które kupiłam za pośrednictwem OLX.

Drukowanie na dwóch stronach – nie mam drukarki, która automatycznie drukuje dwustronnie, ale drukowanie na raty, osobno parzystych i nieparzystych stron, nie wymaga wiele wysiłku, a powoduje mniejsze zużycie papieru.

Naturalna gąbka – od lat używam naturalnych gąbek. O dziwo, mimo że delikatne, są bardziej trwałe od syntetycznych.

Maszynki z wymiennymi ostrzami – nie używam maszynek jednorazowych, a takie, które mają wymienne ostrza.

Orzechy i inne produkty w słoikach – słoiki po kupionych przeze mnie przetworach, bardzo często wykorzystuję ponownie do własnych przetworów oraz do przechowywania produktów spożywczych takich jak np. orzechy.

Herbata sypana – z herbat w paczkach zrezygnowałam całkowicie. Zaopatrzyłam się w kilka zaparzaczy, dzięki czemu nie męczę się z pływającymi w kubeczku fusami.

Pranie – zamiast proszku do prania, wybrałam listki piorące, które znakomicie się spisują i zajmują bardzo mało miejsca. Więcej na temat listkówpiorących - tutaj.

Baterie – jeśli mam taką możliwość, stosuję baterie akumulatorki.


Nie zrezygnuję z:

Z chusteczek jednorazowych – przy moich problemach z zatokami nie wyobrażam sobie wracać do wielorazowych chusteczek, z resztą popękane naczynka na i wokół nosa świadczą o tym, że mi nie służyły.

Nie dla wielorazowych podpasek, wkładek laktacyjnych itp. - cieszę się, że żyję w czasach, w których mogę używać wkładek wielorazowych i nie zamierzam cofać się do czasów mojej prababci, których nie wspominała dobrze.

Zakupów przez internet – kupując stacjonarnie nie marnowałabym dodatkowych opakowań, ale w zamian traciłabym czas, pieniądze oraz emitowała spaliny jeżdżąc po sklepach i szukając produktu, który spełniłby moje oczekiwania.

Zabawki i wiele innych produktów dla dziecka – znalezienie zabawki, która jest z naturalnych materiałów graniczy z cudem, a jeśli już się znajdzie, to takie zabawki mają trzycyfrową cenę. Nie mam pojęcia dlaczego szmaciane lalki są wykonane z poliestru, a nie z bawełny.

Z produktów pochodzenia zwierzęcego – ograniczam mięso i produkty odzwierzęce, ale ze względu na zdrowie, nie zamierzam z nich całkowicie zrezygnować.

Podsumowanie

Z pewnością jest jeszcze wiele przykładówstosowania przeze mnie zasad Zero Warte, o których zapomniałam lub które są dla mnie zbyt oczywiste,  żeby zamieszczać je na tej liście. 
Jeśki w przyszłości coś sie zmieni, będę ja aktualizować.   

Instagram @mrs_calluna