sobota, 15 czerwca 2019

Woda różana do jedzenia, czyli przepis na domowy budyń z mleka migdałowego o smaku róży




Za różą w wersji kulinarnej nigdy specjalnie nie przepadałam, co innego kosmetycznie. Ale gdy trafiłam na wodę różaną, którą mogłam wykorzystać zarówno kosmetycznie, jak i kulinarnie, musiałam ją wypróbować.
 
Kiedy kupiłam mleko migdałowe, wpadłam na pomysł, by zrobić eksperyment - budyń różany z mleka migdałowego. Smak przerósł moje oczekiwania, dlatego jestem pewna, że i wśród was znajdzie on wielu zwolenników.

Domowy budyń z mleka migdałowego – składniki

250 g mleka migdałowego,
3 płaskie łyżeczki cukru waniliowego (ja używam cukru waniliowego domowej roboty),
1 łyżeczka ksylitolu,
2 łyżki skrobi ziemniaczanej,
2 żółtka,
3 łyżki wody różanej,
1 łyżeczka masła.




Jak zrobić domowy budyń z mleka migdałowego



1. Połowę potrzebnego mleka (125 g) wymieszaj z cukrem waniliowym, ksylitolem, żółtkami, skrobią i wodą różaną.

2. Drugą część mleka zagotuj.

3. Do gotującego się mleka dodaj wcześniej przygotowaną mieszankę. Zmniejsz moc palnika i mieszaj budyń, w trakcie dodając masło. Do mieszania budyniu najlepiej użyj trzepaczki (rózgi kuchennej).

4. Mieszaj budyń różany do zgęstnienia, potem jeszcze chwilę, i wyłącz palnik. 


Budyń z mleka migdałowego możesz podawać na ciepło lub schłodzony.
Jeśli nie lubisz różanego smaku, pomijając w składzie wodę różaną, uzyskasz w ten sposób budyń waniliowy. 

Smacznego!

wtorek, 11 czerwca 2019

Dobry krem pod oczy 30+ i 25+ (mój ranking) Jak to jest ze skórą po 30-tce



Nie jest tak, że po przekroczeniu 30 lat nagle zmienia się nam skóra i potrzebujemy czegoś zupełnie innego, ale zauważyłam, że nie wszystko to, co odpowiadało mi jeszcze 2 lata temu (byłam już po 30-tce), odpowiada mi w dalszym ciągu.


Jak to jest ze skórą po 30-tce


Największa różnicę odczułam w kremach pod oczy. Choć, gdy patrzę w lustro skóra nie wygląda o wiele inaczej, czuję, że potrzebuje czegoś innego niż jeszcze kilka lat temu.

Przygotowałam dziś listę kremów z dobrym składem, które sama mogłabym podzielić na 25+ i 33+ (dla ułatwienia podaję jednak umowne 25+ i 30+). Wszystkie wymienione niżej kremy pod oczy wypróbowałam. Nie dla każdego z nich znalazło się miejsce na osobną recenzję,więc jest teraz okazja napisać o nich więcej.

Dobry krem pod oczy 25+

 

Vianek Nawilżający krem pod oczy

 

Vianek Nawilżający krem pod oczy – lekki krem, który pachnie bardzo naturalnie, jak siemię lniane. Spełnia swoje zadanie, dobrze nawilża, nie pozostawia tłustej warstwy, szybko się wchłania i dzięki temu nie stwarza problemów, nie migruje do oczu. Nadaje się pod makijaż, korektor nałożony na niego nie roluje się, nie zbiera w załamaniach. Nie mam do niego zarzutów.
Wygładza, nawilża, nawet lekko i przyjemnie chłodzi, ale jeśli chodzi wam o ujędrnianie, to nie liczcie za bardzo na niego. Krem znajdziecie tutaj


Vianek Odżywczy krem pod oczy 

 

Vianek Odżywczy krem pod oczy – mniej nawilża, mniej wygładza, za to bardziej wzmacnia skórę niż ten z serii nawilżającej. Ma delikatny zapach, nie podrażnia, nie migruje, nadaje się pod makijaż. Krem do kupienia w tych sklepach.


Nacomi Naturalny krem arganowy pod oczy

 

Nacomi Naturalny krem arganowy pod oczy – przez dłuższy czas był jednym z moich ulubieńców. Nie znalazł się na moim blogu, chyba przez to, że jego recenzje widziałam już bardzo wiele razy. Dziś jest okazja żebym opisała swoje wrażenia na jego temat.
Krem arganowy pod oczy mogę zaliczyć do kremów tłustych. Wygodnie się nakłada, ale pod oczami wchłania się powoli. Pachnie delikatnie, migdałowo, zupełnie inaczej niż opisywany przeze mnie ostatnio olej arganowy tej samej marki (o oleju arganowym przeczytacie tutaj).
Moje początki z nim były pozytywne, miałam wrażenie, że skóra jest bardziej odżywiona i wygładzona. Tego wtedy potrzebowałam. Nie podrażniał, nie zapychał, był bardzo wydajny. Po pewnym czasie zaczęłam mieć jednak odczuwać, że w ogóle się nie wchłania. Przez cały czas pozostawia lepką warstwę. Choć nie miałam problemów z aplikowaniem go pod makijaż, zaczął migrować do oczu. Zużyłam w ten sposób 2 słoiki, testując, czy zmieniłam coś oprócz kremu, przez co po jego nałożeniu szczypią mnie oczy, ale okazało się, że nie, to jednak krem przestał się u mnie sprawdzać.

Nadal uważam, że ma on szanse być dla niektórych numerem 1 jeśli chodzi o pielęgnację skóry pod oczami. Ja jednak już do niego nie wrócę.

Obecnie krem Nacomi nie spełnia moich potrzeb. Podobne efekty uzyskiwałam nakładając pod oczy krem domowej roboty, który prawie w całości składał się z masła shea. Wychodzi znacznie taniej. Krem kupicie tutaj.

 

Dobry krem pod oczy 30+



Sylveco Łagodzący krem pod oczy

 

Moją opinię o Łagodzącym kremie pod oczy marki Sylveco możecie przeczytać tutaj.

To pierwszy krem pod oczy, który polubiłam. Sprawdza się u mnie pod każdym względem, choć jego głównym zadaniem ma być działanie kojące i łagodzące, odniosłam wrażenie, że działa też ujędrniająco. Dla osób wieku 30+ nadaje się idealnie. Kupicie go tutaj.


BioDermic krem pod oczy z ekstraktem z kawioru



BioDermic Krem pod oczy z ekstraktem z kawioru - z tego kremu też byłam zadowolona, więcej przeczytacie w recenzji, którą zamieściłam w tym artykule. Znajdziecie go tutaj.


AVA ECO LINEA Krem pod oczy

 

Krem pod oczy ECO LINEA, to najnowszy produkt pod oczy, który właśnie kończę używać. Skusiłam się na niego, dzięki pozytywnym wrażeniom jakie wywarły na mnie wcześniej poznane kosmetyki z tej samej serii (pisałam o nich w tym artykule )
Krem pod oczy ma dość lekką konsystencję, ten sam zapach (trawy cytrynowej) co cała seria, ale zdecydowanie mniej intensywny, dzięki czemu nie podrażnił mojej delikatnej skóry wokół oczu. Wchłania się szybko, ale nie błyskawicznie, więc z nałożeniem makijażu lubię kilka minut odczekać. Nałożony na niego korektor się nie roluje. Krem nie podrażnia oczu, nie migruje.
Skóra przy jego stosowaniu jest bardziej nawilżona, wygładzona i ujędrniona. Wygląda na to, że to będzie teraz mój ulubieniec.
Kolejne plusy, to butelka typu airless (według mnie najlepszy sposób aplikacji, szczególnie w przypadku kremów pod oczy). Nie dość że butelka ma pompkę, to jest szklana i przezroczysta, dzięki czemu widzę ile produktu mi zostało.
Sądząc po działaniu, sprawdzi się także u osób po 40-tce. O późniejszych latach się nie wypowiadam, bo nie jestem ekspertką w tym temacie :D
Krem znajdziecie w tych sklepach.


DR. Konopka's żel pod oczy z rumiankiem zmniejszający obrzęki 

 

Przy okazji postanowiłam wspomnieć o produkcie pod oczy, który co prawda kremem nie jest, ale polecam go w podobnym celu. Pisałam już o nim wcześniej, dlatego odsyłam do recenzji.


Jakie są Wasze doświadczenia z produktami do pielęgnacji skóry wokół oczu?


wtorek, 4 czerwca 2019

Naturalne kosmetyki do pielęgnacji ciała – co używałam w ostatnich miesiącach



kosmetyki naturalne do ciała

W lutym na moim blogu pojawił się post pod tytułem Dlaczego zrezygnowałam z projektu denko.

Wspominałam w nim, że gdy będzie okazja do ciekawego podsumowania używanych przez mnie kosmetyków, to na pewno pojawią się one w zbiorczym wpisie. Dziś właśnie taka okazja się nadarzyła. W poprzednich trzech miesiącach używałam sporo nowych produktów kosmetycznych, zarówno do pielęgnacji, jak i higieny. Postanowiłam tym razem napisać o naturalnych kosmetykach, których używałam do pielęgnacji ciała.

https://www.ceneo.pl/37593913#cid=32484&crid=265832&pid=19107

Nacomi Olej arganowy – opinia




Tłoczony na zimno olej arganowy Nacomi kupiony przeze mnie w drogerii Hebe znajduje się w butelce z ciemnego szkła. Nie ma kroplomierza, a że chciałam stosować olej bezpośrednio na skórę, przelałam go do innej butelki. 
Olej ma bardzo intensywny, słodki zapach, nie jest on dla mnie przyjemny. Zaczęłam się zastanawiać, czy coś z nim jest nie tak, bo nie jest to pierwszy olej arganowy, który używałam, ale pierwszy marki Nacomi. Pierwsze podejrzenie padło na butelkę, do której go przelałam, ale że część produktu została jeszcze w oryginalnej buteleczce. Data ważności też jest odległa, więc ten olej po prostu mało przyjemnie pachnie. Przy smarowaniu nim dużej powierzchni (w moim przypadku całego ciała) zapach jest istotny.

Nacomi Olej Arganowy na skórę

Na skórze spisywał się za to znakomicie. Wchłania się w miarę szybko. Skóra staje się gładka, odporna na podrażnienia i bardziej elastyczna. Zdecydowanie spełnia pod tym względem swoją rolę.

Być może kupię go jeszcze ponownie.


https://www.ceneo.pl/37946823#cid=32484&crid=265833&pid=19107

Nacomi Olej ze słodkich migdałów – opinia



Olej ze słodkich migdałów Nacomi kupiłam razem z olejem arganowym. Mimo, że butelka zaopatrzona jest w pompkę (w przypadku produktu o pojemności 100 ml), bardzo niewygodnie się go nakłada, ponieważ palec ślizga się po niwygodnym dozowniku i trudno wycisnąć kolejną porcję oleju.

Nacomi Olej ze słodkich migdałów na skórę


Jest to olej rafinowany, czyli bardziej oczyszczony, ale przez co nie posiada wszystkich tych zalet, które ma olej nierafinowany. Szybko się wchłaniał, dobrze nawilżał, ale nic więcej. Minusem jest butelka z jasnego szkła. W odróżnieniu od butelek z ciemnego szkła, nie chroni ona przed działaniem słońca.

Stosowałam go na całe ciało. Zużyłam bardzo szybko, ponieważ jest bardzo mało wydajny. Raczej do niego nie wrócę. Wybiorę nierafinowany i w ciemnej butelce, najlepiej z kroplomierzem lub pipetą.

https://www.ceneo.pl/47868592#cid=32484&crid=265834&pid=19107

Natura Estonica Body Cream - Odmładzający krem do ciała Violet Rose Fiołek i róża

Odmładzający krem do ciała Fiołek i róża, czasem mylnie nazywany jest w drogeriach „Fioletowa róża”. Postanowiłam go wypróbować jako ciekawostkę, ponieważ nie używałam wcześniej żadnego kosmetyku marki Natura Estonica.

Produkt znajduje się w plastikowym słoiku, wygodnie się go nakłada. Część bez problemu przełożyłam do mniejszego słoika, by wygodniej używać jako kremu do rąk.

Zapach kremu jest specyficzny i pewnie nie każdemu się będzie podobał. Pachnie dość intensywnie, kwiatowo, ja nazywam ten zapach „babciowymi perfumami”, ale mimo że nie jestem fanką tego typu zapachów, był on dla mnie całkiem do zniesienia.

Skład Natura Estonica Body Cream - Odmładzający krem do ciała Violet Rose Fiołek i róża


Skład według INCI 
Aqua, Butyrospermum Parkii Butter, Isopropyl Palmitate, Glyceryl Stearate, Cetearyl Alcohol, Glycerin, Caprylic/Capric Triglyceride, Glyceryl Stearate Citrate, Rosa Damascena Flower Water, Sodium Carbomer, Viola Odorata Extract, Sodium Hyaluronate, Sodium Cetearyl Sulfate, Sodium Ascorbyl Phosphate, Glyceryl Oleate, Glyceryl Linoleate, Glyceryl Linolenate, Benzyl Alcohol, Ethylhexylglycerin, Citric Acid, Xanthan Gum, Parfum, CI 14720, CI 42051.

Krem do ciała Natura Estonica zawiera olej z róży damasceńskiej, wyciąg z fiołka wonnego, witaminę C, Omega-6 i kwas hialuronowy.


Natura Estonica Body Cream - Odmładzający krem do ciała Fiołek i róża – opinia

Opakowanie Natura Estonica Fiołek i róża zawiera 300 ml kremu. Jest on bardzo wydajny, więc przy takiej ilości starczył mi na długo (zaczęłam go używać jeszcze zimą). W porównaniu do większości balsamów zawiera mniej wody, przez co ma bardziej gęstą konsystencję i nie chłodzi ciała tak bardzo, jak niektóre produkty tego typu. Dzięki temu sprawdzał się u mnie w chłodne dni.

Jak już wspominałam, bardzo wygodnie się rozprowadza. Bardzo szybko się wchłania. Skóra po jego użyciu jest gładka, nawilżona i odżywiona. Mimo intensywnego zapachu, nie powodował żadnych podrażnień (zdarzają mi się po niektórych substancjach zapachowych). Mam nawet wrażenie, że łagodził wszelkie podrażnienia na skórze, również te, które miałam na dłoniach.


Krem Fiołek i róża zaskoczył mnie pozytywnie i zachęcił do wypróbowania kolejnych kosmetyków Natura Estonica.

Podsumowanie

Wszystkie trzy produkty do pielęgnacji ciała spełniły swoje zadanie. Obecnie, od kilku tygodni, używam już kolejnych produktów do ciała, które bardziej nadają się na lato. Mam nadzieję, że nadgonię trochę z tematami na blogu i będę mogła na bieżąco opowiadać Wam czego używam i jak się to sprawdza :)

Ciekawi mnie, czy znacie kosmetyki, o których tutaj pisałam i jak się u Was sprawdzają. Dajcie znać w komentarzach.

piątek, 31 maja 2019

Dlaczego przerwałam leczenie Cear Aligner. Leczenie ortodontyczne w ciąży.




Niedawno pisałam o moich wrażeniach z pierwszego etapu noszenia nakładek Celar Aligner. Pod koniec pierwszego etapu leczenia zorientowałam się, że jestem w ciąży. Zastanawiałam się, czy leczenie ortodontyczne w ciąży to dobry pomysł, czy wybrać się na następną wizytę, na której miałam mieć robione wyciski do kolejnego etapy noszenia nakładek.

Los pomógł mi podjąć decyzję, bo dzień przed wizytą rozchorowałam się i nie byłam w stanie się na nią wybrać. Nie mogłam nosić nakładek, dusiłam się w nich, ponieważ dopadł mnie silny katar. Przez 9 dni miałam totalnie zatkany nos, nic nie pomagało. Tym bardziej nie mogłabym mieć w tym czasie robionych wycisków. Miałam więc czas, żeby przemyśleć, czy w tej sytuacji, będąc w pierwszym trymestrze ciąży, chcę kontynuować prostowanie moich zębów.

Ja zdecydowałam się przerwać leczenie, ale chcę do niego wrócić. Postanowiłam przygotować zestawienie za i przeciw, które pomoże osobom w podobnej sytuacji podjąć decyzję. Nie zamierzam Wam narzucać swojego zdania :)



Leczenie ortodontyczne w ciąży


Zacznę od tego, że pierwsza dentystka u której byłam po poradę odnośnie licówek (mój artykuł na ten temat tutaj), doradzała mi aparat ortodontyczny. Wyraziłam wtedy moje wątpliwości, co do zakładania aparatu w momencie, w którym planuję dziecko. Dowiedziałam się, że nie ma to żadnego wpływu. Nie byłam przekonana, chociażby dlatego że jeśli nawet aparat nie ma (w co nie wątpię) wpływu na dziecko, to ma on wpływ na nasze samopoczucie, a ono jak wiadomo w ciąży bywa nie najlepsze. Przy kosztach stałego aparatu było to dla mnie za duże ryzyko.


Ciąża w trakcie leczenia ortodontycznego




Po tamtej wizycie czas mijał, a ja nie byłam w ciąży, ani nie mogłam znaleźć odpowiedniego lekarza, który zająłby się moimi zębami. Byłam też na wizycie u ortodonty, ale tak, jak możecie przeczytać we wcześniejszych wpisach, czekała mnie duża ingerencja chirurgiczna zanim zaczęłabym nosić aparat.


Byłam zdecydowana na Clear Aligner, który okazał się najlepszym dla mnie wyborem. W końcu, gdy znalazłam już dobrą klinikę, lekarza z którego byłam zadowolona, stało się to, co przewidywałam, czyli ciąża w trakcie leczenia ortodontycznego.

Clear Aligner w ciąży



Jeszcze bardziej cieszę się, że nie zdecydowałam się na stały aparat, a postanowiłam zostać „niezadrutowaną aparatką”.

Gdyby był to późniejszy etap leczenia, pewnie musiałabym się dłużej zastanawiać, w tej sytuacji decyzja nie była dla mnie trudna. Radość z tego że zostanę mamą była na tyle duża, że nie patrzyłam na wydane dotychczas na leczenie pieniądze. Patrząc pozytywnie, dowiedziałam się, że leczenie przynosi efekty, więc będę mogła jeszcze do niego wrócić.

W ten sposób nie mogłabym postąpić mając stały aparat ortodontyczny.

Teraz wiem, że była to najlepsza decyzja, z kilku powodów, prawdopodobnie w niedługim czasie musiałabym i tak przerwać leczenie.

Aparat ortodontyczny a zajście w ciążę


Zachodząc w ciążę podczas leczenia aparatem ortodontycznym, trzeba się liczyć z wieloma niedogodnościami. Oczywiście nie dotyczą one wszystkich kobiet, ale cześć z nich zdecydowanej większości. Mnie spotkało coś, czego zupełnie się nie spodziewałam – cukrzyca ciążowa, której konsekwencją jest dieta składającą się z 7 posiłków i sztywne ramy godzin, w których te posiłki mam jeść. Jeśli wiecie jak wygląda noszenie zarówno aparatu stałego jak i aparatów typu Clear Aligner/Invisalign, zdajecie sobie sprawę, że nie da się przy takiej diecie w pełni stosować do zaleceń ortodonty. Wiele z posiłków odpowiednich dla noszących aparaty jest niewskazana przy cukrzycy. Dla osoby, która zaczyna nosić aparat, dopiero dowiedziała się że jest w ciąży, a zaraz później, że ma nieprawidłowe wyniki badania cukru jest to nie do przeskoczenia.

O cukrzycy ciężarnych na pewno napiszą osobny artykuł. Dziś wiem już co mogę, a czego nie mogę jeść i że w moim przypadku do opanowania jest tylko wysokość cukru na czczo, ale przypadki są różne, a normy wyśrubowane, różniące się od tych, które mają osoby nie będące w ciąży.

Wbrew pozorom powodem cukrzycy ciężarnych nie zawsze jest jedzenie słodyczy. U mnie powód był zupełnie inny. Jeśli częściej obserwujecie mój blog, wiecie że cukru od zawsze spożywam bardzo mało i nawet w słodyczach zastępuję go np. daktylami, czy ksylitolem, który ma niski indeks glikemiczny i dodatkowo nie powoduje próchnicy zębów.

Nie chcę się tutaj rozpisywać na temat cukrzycy ciążowej, ale gwoli wyjaśnienia dodam, że przyczyną cukrzycy ciążowej są przede wszystkim zmiany hormonalne zachodzące w trakcie ciąży i nie jest wyjaśnione dlaczego niektóre kobiety to spotyka, a niektóre nie.



Ciąża z aparatem ortodontycznym



Na pierwszej wizycie u ginekologa, gdy lekarz dowiedział się, że mam dosyć kruche naczynia krwionośne, przestrzegł mnie przed krwawieniami dziąseł i z nosa. Nie trzeba mieć specjalnych skłonności, aby w ciąży mieć rozpulchnione dziąsła, czy większą wrażliwość w obrębie jamy ustnej (co powoduje otarcia podczas noszenia aparatu). Łatwiej w takiej sytuacji o stany zapalne.


Zęby są rozchwiane, co wbrew pozorom nie jest ułatwieniem dla leczenia ortodontycznego, gdyż trudno przewidzieć w jakim tempie będą się przesuwać. Dzięki temu, że przestałam nosić aparat mogę jeść np. orzechy włoskie i migdały, które uwielbiam i które są bardzo wskazane w ciąży.


Decyzję o zdjęciu aparatu podjęłam samodzielnie, ale przygotowując się do napisania tego artykułu przejrzałam, co na temat ciąży z aparatem ortodontycznym można wyczytać w internecie. Zdania lekarzy są bardzo podzielone.


Są tacy, którzy uważają, że wiele zależy od tego na jakim etapie leczenia jest pacjentka, z tą opinią się zgadzam.


Są też tacy, którzy uważają, że „zakładać aparat w każdym momencie, najwyżej się go zdejmie”, że RTG potrzebny do wykonania aparatu nie zaszkodzi ciąży, a nawet i tacy, którzy uważają, że ciąża to najlepszy moment na zakładanie aparatu, bo kobieta ma wtedy hormony, dzięki którym prawie nie czuje bólu. Nie muszę dodawać, że ci ostatni, to mężczyźni.


Zupełnie inne zdanie mają na ten temat ginekolodzy. Jeśli pacjentka może poczekać, to odradzają jej noszenie aparatu. Zdecydowanie więcej do czynienia z ciężarnymi mają ginekolodzy niż ortodonci, więc są dla mnie bardziej wiarygodni w kwestii dolegliwości ciążowych.


Cóż, mam wątpliwości, czy dla niektórych ortodontów najważniejsze jest dobro pacjenta, a nie mamona.


Co spowodowało, że przerwanie leczenia ortodontycznego było dobrą decyzją



Podsumowując, z kilku powodów uważam, że podjęłam dobrą decyzję:


Dieta cukrzycowa, o której pisałam wcześniej,

Leczenia stomatologiczne, które w ciąży jest moim zdaniem obowiązkiem. Jak pisałam tutaj na przeglądach nie widać u mnie ubytków, przez co muszę polegać na własnych odczuciach, które mnie na szczęście nie zawodzą. Już w pierwszym trymestrze ciąży musiałam podjąć się leczenia zęba, który wydawał się zdrowy. Po leczeniu zaczęły mnie boleć inne zęby, niektóre po całkowicie przeciwnych stronach. Ból przeszedł dopiero po tygodniu. Nie jest więc prawdą, że w ciąży zęby mniej bolą. Przynajmniej w moim przypadku było odwrotnie.

Mdłości – „poranne mdłości” jak wiele kobiet miałam przez całe dnie (paradoksalnie były u mnie przez cały dzień za wyjątkiem poranka). Aparat, nie ważne jak dobrany, zdecydowania by mi przeszkadzał, znając reakcje mojego organizmu nie obyłoby się bez częstych wymiotów, co wpływa również negatywnie na stan zębów.

Wizyty kontrolne – w pierwszych miesiącach ciąży krążyłam od jednego do drugiego lekarza (ginekolog, stomatolog, diabetolog, internista) i jeszcze oczywiście wizyty w laboratorium. Byłam wykończona, zestresowana, a do tego świeżo po chorobie. Ciężko by mi było znaleźć jeszcze czas na wizyty związane z leczeniem zgryzu.

Zdrowie dziecka – zarówno ze względu na ekologie, jak i własne zdrowie staram się unikać plastiku, nie piję z plastikowych butelek, ograniczam plastik gdzie tylko mogę, nawet jeśli mam używać jednorazówek, wybieram te, które są BIO. Plastikowe nakładki na zęby były wyjątkiem, uznałam, że są one dla mojego zdrowia, wybrałam sprawdzoną markę z wieloletnim doświadczeniem, stosowałam się do zaleceń ich używania, ale jednak plastik jest plastikiem. Uznałam, że nosząc je przez 24h nie mam pewności, że nie wpłyną na rozwój dziecka. Nie znalazłam u producenta informacji na temat rodzaju plastiku, z resztą bez względu na odpowiedź nie wiele by mi to dało, bo czy ktoś go testował w ten sposób na kobietach w ciąży? Podjęłam więc decyzję jaką uważałam za słuszną.


Teraz postanowiłam zaczerpnąć informacji od producenta na temat materiału z którego wykonane są nakładki (przede wszystkim, czy zawierają BPA). Czekam na odpowiedź, gdy tylko ją otrzymam umieszczę na końcu tego artykułu.

Inne możliwe negatywne wpływy noszenia aparatu ortodontycznego w ciąży:



Alergie – w ciąży łatwiej o reakcje alergiczne, nie nosiłam aparatu stałego, ale zdaję sobie sprawę, że takie alergie może wywoływać klej. Sama mam uczulenie na fluor, który jest składnikiem takich klejów, ale zapewne nie tylko fluor może uczulać. Żeby nie być gołosłowną poniżej przedstawiam wam wycinek z ulotki takiego kleju.



Bóle podczas noszenia aparatu – nie mam na myśli niewielkiego bólu, który ja odczuwałam podczas noszenia nakładek Clear Aligner, ale taki o którym słyszałam od koleżanek noszących stałe aparaty. Jedna z nich w trakcie leczenia ortodontycznego przez większość czasu była na tabletkach przeciwbólowych. W ciąży musiałaby pozbyć się aparatu, bo bez tabletek nie mogła funkcjonować. Nie muszę chyba dodawać, że środków przeciwbólowych, o których piszę nie można stosować w ciąży.

Pobyt w szpitalu, ciąża zagrożona itp. - utrudnienia, których nikomu nie życzę, nie ze wględu na leczenie ortodontyczne, choć w takiej sytuacji wizyty u ortodonty są praktycznie niemożliwe.



Mam nadzieję, że tym wpisem nie wystraszyłam wszystkich przyszłych, czy potencjalnych mam, które chcą leczyć wady zgryzu. Pamiętajcie, że zupełnie inaczej wygląda sytuacja osób w trakcie leczenia, przed i takich które mają wszystkie wyniki badań i idą założyć aparat. Inaczej też wygląda leczenie aparatem stałym, a zdejmowanymi nakładkami.

Nakładki są na tyle mniej ryzykowne, że nie wydaje się całej kwoty od razu. Za każdy etap płacimy osobno, dzięki czemu można zrezygnować bez konieczności wizyty u lekarza. Decyzja należy do was.

Jak już pisałam wcześniej, leczenie chcę kontynuować. Mam nadzieję, że uda się to po urodzeniu dziecka i że będę mogła się wam pochwalić pozytywnymi efektami. Trzymajcie kciuki! :)



Jeśli stoicie przed podobnym dylematem jaki ja miałam, albo podjełyście inną decyzję, lub po prostu chcecie zacząć leczenie ortodontyczne i macie wątpliwości, piszcie o tym w komentarzach.



Marzena

 
Dopisek z  6.06.2019 r.
Od firmy CA Clear Aligner uzyskałam informację, że nakładki są wykonane z PETG (polietylenotereftalanu glikolu). Producent nie podejmował się analizy materiału na obecność BPA.

poniedziałek, 27 maja 2019

Przepis na kotlety (klopsy) z grzybów suszonych, czyli co zrobić z grzybami z zupy




Choć powoli zbliża się lato, ja mam dla was propozycję, która może kojarzyć się ze świętami Bożego Narodzenia – kotlety, a dokładniej klopsy grzybowe. Pomysł wziął się od tego, że ostatnio zachciało mi się zupy grzybowej. Wrzuciłam do niej sporo grzybów, a że smakuje mi ona najbardziej z drobiowymi żołądkami, grzyby i żołądki pływające razem na talerzu, to było już za dużo. Po ugotowaniu zupy, postanowiłam pozbyć się większości grzybów i użyć je do innego dania.
Zastanawiałam się co można zrobić z grzybami z zupy. Mój wybór padł właśnie na klopsy grzybowe.

Kotlety grzybowe z suszonych grzybów


Aby przygotować klopsy grzybowe, nie trzeba, tak jak ja, mieć wcześniej ugotowanej zupy. Dla mnie kotlety były pomysłem na podwójne wykorzystanie grzybów. Możne je jednak ugotować osobno. Wystarczy gotować grzyby około 30 minut w wodzie bez soli. Po odlaniu wywaru ostudzić grzyby i zmielić je (ja użyłam blendera).


Klopsy grzybowe – składniki


120 g ugotowanych grzybów,
1/2 średniej cebuli,
1,5 kajzerki,
1 jajko,
2 płaskie łyżki posiekanej natki pietruszki (około 1/2 pęczka),
1/4 czerwonej papryki,
sól, pieprz do smaku,
olej do smażenia,
bułka tarta do obtoczenia klopsów.



Jak zrobić kotlety z mielonych suszonych grzybów


1. Aby przygotować kotlety z grzybów, zmiel ugotowane grzyby (tak jak podałam we wcześniejszym akapicie).
2. Przełóż grzyby do miski.
3. Pokrusz kajzerkę i namocz ją w wodzie przez 20-30 minut. Odciśnij wodę i dodaj kajzerkę miski z grzybami.
4. Pokrój grzyby i paprykę. Przesmaż je lekko na patelni, tak, by cebula się delikatnie zeszkliła.
5. Do miski wrzuć cebule, paprykę, posikaną natkę pietruszki i wbij jajko.
6. Dodaj przyprawy.
7. Z przygotowanej masy uformuj kotlety. Nie będą tak zbite jak w przypadku mięsnych klopsów (szczególnie jeśli tak jak ja użyjesz blendera), ale bez problemu wyrobisz odpowiedni kształt w rękach.
8. Obtocz kotlety w bułce tartej.
9. Smaż z obu stron.

Jeśli będziesz przygotowywać kotlety grzybowe o tej porze roku, polecam je ze szparagami. Smakują wyśmienicie.

Z powyższego przepisu uzyskasz 10 sztuk kotletów grzybowych.
Smacznego :)

wtorek, 21 maja 2019

Jak zrobić zdrowy i fajny piknik. Jak się sprawdzają ekologiczne jednorazowe naczynia i sztućce.



Nadeszła wiosna, a wraz z nią przyszła większa ochota na spędzanie czasu na świeżym powietrzu. Uwielbiam wypady na łono natury, w ten sposób ładuję akumulatory. Wśród zielonej trawy, pięknych zapachów, wiosennego słońca i śpiewu ptaków, nawet prosty posiłek smakuje jak danie w najlepszej restauracji.
Nie mam ogrodu, ani działki rekreacyjnej, ale nie żałuje, bo zawsze mogę znaleźć odpowiednie miejsce na piknik. Dziś podpowiem wam jak zrobić fajny piknik.
Zwykle na piknik wybierałam się spontanicznie, w tym roku postanowiłam bardziej się przygotować i stworzyłam własne piknikowe must-have. Jest w nim między innymi mata piknikowa, kosz, torba termiczna oraz ekologiczne jednorazowe naczynia i sztućce.

Miejsce na piknik

Miejsce na piknik nie musi być oddalone od miasta, czasem wystarczy że jest osłonięte od zgiełku, samochodowych spalin i tłumu przechodniów. Wystarczy zielona trawa, drzewa i krzewy, które dają cień oraz kawałek przestrzeni, gdy chcemy pograć w piłkę, czy badmintona.

Jedzenie i napoje na piknik

Pakując kosz piknikowy pamiętajcie, by przygotowane jedzenie nie rozpadło się w drodze, nie zmieniło smaku ani konsystencji.
Napoi zazwyczaj nie przelewam do kubeczków, ale wybieram słoiki ze słomką. Zabezpiecza to przed zabrudzeniem, dostaniem się do środka owadów a także zmniejsza ryzyko rozlania. Przelewam do nich najczęściej lemoniady (moje ulubione przepisy na lemoniady znajdziecie w artykule Jak zrobić lemoniadę).
Bardzo często w internecie widzę zdjęcia z pikniku w których na pierwszym planie jest butelka alkoholu, dlatego postanowiłam wspomnieć i o tym. Nie wiem jak jest w waszych miejscowościach, ale u mnie (w Bydgoszczy) od wielu lat spożywanie alkoholu pod chmurką jest zabronione. Zakaz ten był w moim mieście już zanim stałam się pełnoletnia, więc nie musiałam się odzwyczajać. Obecnie dotyczy całej Polski. Jeśli więc nie piknikujecie na własnym terenie, a w miejscu publicznym, pijąc alkohol narażacie się na mandat. Straż Miejsca czuwa, nie raz się o tym przekonałam, na szczęście nie na własne skórze ;)


Jedzenie na piknik – propozycje

Piknikowe przekąski to temat na osobny artykuł, dlatego dziś podam wam tylko kilka najprostszych pomysłów:
owoce – winogrona, czereśnie, melony pokrojone wcześniej w kawałki,
warzywa – pomidory koktajlowe, rzodkiewki, ogórki,
słupki warzywne z marchwi, papryki, selera naciowego, ogórka + dip
sałatki (bez majonezu),
wędliny: kabanosy, salami, suche i podsuszane kiełbasy,
przekąski na piknik: wytrawne muffinki, roladki z tortlli, tarty warzywne,
słodycze na piknik: wybieraj słodycze bez czekolady, bo prawdopodobnie rozpuści się ona zanim jeszcze rozpoczniesz piknik; moje propozycje to: domowe gofry/naleśniki z konfiturą, tarty owocowe, słodkie muffinki.


Naczynia na piknik - ekologiczne jednorazowe naczynia i sztućce

Na piknik nie zabierałam nigdy zwykłych naczyń, ponieważ sprawiają one kłopot nie tylko dlatego, że łatwo je potłuc, dużo ważą, ale również dlatego że po użyciu trzeba je brudne, czy mokre, z powrotem zapakować, co w takich warunkach stanowi pewien problem.
Jestem zwolennikiem rozwiązań ekologicznych, dlatego nie używam plastikowych jednorazówek. Szukam zawsze alternatyw bezpiecznych dla środowiska.
Trafiłam w końcu na rozwiązanie idealne - ekologiczne jednorazowe naczynia i sztućce marki viGO! Do wyboru mamy kilka naturalnych biodegradowalnych tworzyw.

Naczynia wyprodukowane z trzciny cukrowej

Zabrałam na piknik talerze wykonane z trzciny cukrowej. Są one w pełni kompostowane, można je nawet używać w piekarniku (do 120°C na maksymalnie 30 min), w kuchence mikrofalowej (do 80°C na maksymalnie 3 minuty). Wytrzymują też niskie temperatury, więc możemy je schować do lodówki, czy zamrażarki (temperatura do -18°C na maksymalnie pól roku). Wyglądają podobnie jak te wykonane z plastiku, są mocne, nie przesiąkają (trzymałam na nich sałatkę), więc spokojnie mogę je polecić. Przy okazji sprawdziłam, że opakowanie talerzy jest również biodegradowalne.

Ekologiczne naczynia z otrąb

Kolejny zestaw naczyń, który mnie zainteresował, zawiera talerze wykonane z otrąb. Są jadalne, więc po skończonym posiłku, można zastosować w 100% zasadę Zero Waste i zjeść nawet talerz :)
Zaspokoiłam ciekawość i spróbowałam. Jest twardy jak gruby wafelek, a smakuje zwyczajnie, jak otręby bez żadnych dodatków.
Talerze te wyprodukowane są z otrąb przy użyciu śladowych ilości wody. Produkcja nie wymaga użycia dodatkowych środków chemicznych. Maksymalna temperatura ich użytkowania, to +40°C.

Sztućce znajdujące się w zestawie z talerzami z otrąb, w 90% składają się z PLA (polilaktydu), w 10% z otrąb pszennych. Pozostałe sztućce oraz słomki do napojów wykonane są w 100% z PLA, je również można kompostować, ale najlepiej zrobić to w kontrolowanych warunkach przemysłowej kompostowni. Obawiałam się, czy nie będą szybko się łamać, na szczęście bez problemu zdały egzamin. Testowałam je przy twardych pokarmach, nóż bez problemu kroił suchą kiełbasę, a widelec nie łamał, a nawet nie wygiął się na twardych rzodkiewkach.


Obecnie naczynia i sztućce viGO! BIO można znaleźć w sklepach Carrefour oraz Makro. Dowiedziałam się, że wkrótce będą dostępne również w sieci marketów Kaufland.

Wyświetl ten post na Instagramie.

May is a great time for a picnic ☘👒🕶🍡 Uwielbiam wypady na łono natury. W takiej scenerii, nawet prosty posiłek smakuje mi jak danie w najlepszej restauracji 😀 Na moim blogu pojawił się właśnie wpis na temat piknikowego must-have. Pojawiły się w nim jednorazowe naczynia i sztućce BIO 🍽 Nie tylko można je kompostować, ale nawet zjeść 🥗 Na drugim zdjęciu możecie zobaczyć, jak wygląda taki jadalny talerz wykonany jedynie z otrąb i wody. Potwierdzam, że jest zjadliwy :D Dla mnie to doskonałe rozwiązanie. Mieliście kiedyś do czynienia z takimi naczyniami? Organizujecie czasem pikniki, a może wolicie spotkania przy grillu?🔥🍗🌽 ✃------------------------------------------------- #zdrowejedzenie #zdroweodzywianie #healthylifestyles #dietabezdiety #foodie_features #zdrowystylzycia #sniadaniemistrzow #relaks #chwiladlasiebie #blogerka #ecolifestyle#ekologia #picnictime #instabreakfast #piknik #chwilotrwaj #slowtime #greengrass #bytheriver #wiklina #slowlifestyle #picnicday #wastefree #nowaste #plasticfree #lesswaste #lessplastic #zerowasteliving

Post udostępniony przez Wellness po polsku (@mrs_calluna)






W co się spakować na piknik

Do wyboru mamy różne rodzaje koszy piknikowych:
Kosz piknikowy termiczny, składany – takie kosze wykonane są z wodoodpornego poliestru, ich wnętrze jest w całości pokryte materiałem termoizolacyjnym. Sprawdzają się też na zakupach,
Kosz piknikowy pleciony – do wyboru mamy kosze wiklinowe, rattanowe, bambusowe
Pleciony kosz-walizka - najczęściej można go znaleźć razem z zastawą i sztućcami.

Wybór kosza zależy od tego, co i jak dużo będziemy w nim przenosić. Dla mnie zbędny jest kosz - walizka, bo nie zabieram ze sobą naczyń ceramicznych i tak jak już wcześniej wspomniałam, wyściółka w takim koszu nie nadaje się do prania, więc wkładanie tam brudnych naczyń nie jest dobrym rozwiązaniem.

Co robić na pikniku

Piknik jest też okazją do dobrej zabawy. W zależności od tego, czy wybieramy się na niego z dziećmi, czy jedynie w grupie dorosłych, czas urozmaicą: latawce, zestaw do robienia baniek mydlanych, czy badmintona, piłka, karty klasyczne, inne typy kart (np. Karty do gry Piotruś, Karty Dżentelmenów, flirt towarzyski).

Po zakończonym pikniku nie zapomnijcie po sobie posprzątać (warto przygotować się wcześniej i zabrać ze sobą worki na śmieci). 

Życzę Wam udanych pikników :)

Partnerem wpisu jest viGO!

poniedziałek, 20 maja 2019

Moja opinia o kremie rozświetlającym Clochee spf 30 - dlaczego jest wyjątkowy





Krem rozświetlający Clochee SPF 30 kupiłam po długich poszukiwaniach produktu do twarzy, który zapewniałby skuteczną ochronę przed promieniowaniem UVA i UVB oraz odpowiadałby mi składem. Poszukiwanie nie były łatwe, bo większość kremów, nawet tych uznawanych za naturalne, zawiera konserwant fenoksyetanol (phenoxyethanol), który nie dość że działa szkodliwie na skórę, to dodatkowo, w przypadku kobiet w ciąży stwarza ryzyko powstawania wad rozwojowych płodu.
Kremów do twarzy, które spełniałyby moje wymagania pod względem wysokości filtra oraz składu nie było wiele. Postawiłam na  Clochee.



Skład kremu rozświetlający krem SPF 30 Clochee


Aqua, Zinc Oxide, Caprylic/Capric Triglyceride, Titanium Dioxide, Decyl Oleate, Glyceryl Stearate Citrate, Rubus Idaeus Seed Oil, Glycerin, Polyglyceryl-3 Palmitate, Polyglyceryl-2 Caprate, Helianthus Annuus (Sunflower) Seed Oil, Daucus Carota Sativa (Carrot) Root Extract, Daucus Carota Sativa (Carrot) Seed Oil, Oryza Sativa Hull Powder, Simmondsia Chinensis Seed Oil, Polyhydroxystearic Acid, Sucrose Stearate, Stearic Acid, Alumina, Glyceryl Caprylate, Squalane, Isostearic Acid, Beta-Carotene, Alcohol, Tocopherol, Ascorbyl Palmitate, Ascorbic Acid, Citric Acid, Sodium Lauroyl Glutamate, Lysine, Magnesium Chloride, Lysolecithin, Sclerotium Gum, Xanthan Gum, Pullulan, Dehydroacetic Acid, Benzyl Alcohol, Parfum, CI 77492, CI 77491, CI 77499.


W składzie znajduje się mnóstwo olejów, które działają regenerująco i antyoksydacyjnie na skórę. Choć zwykle twierdzi się, że im mniej składników, tym lepiej, ten krem jest chyba wyjątkiem.


Opinia o kremie

 

Krem znajduje się w butelce z ciemnego szkła, wyposażonej w dozownik typu airless. Trudno się go wydostaje, ale jest na to sposób, przed każdym użyciem butelką trzeba wstrząsnąć. Dzięki temu nie mam problemu z uzyskaniem wystarczającej ilości kremu.
Butelka jest z ciemnego szkła, co zapewnia ochronę przed działaniem promieni słonecznych. Ze srebrnego dozownika, po 2 miesiącach używania zaczął odpryskiwać lakier. Minusem ciemnej butelki jest to, że nie można dostrzec ile produktu ubyło i jak daleko mamy jeszcze do dna.

Kupując ten produkt nie zdawałam sobie sprawy, że ma on na tyle intensywny kolor, że może zastąpić krem BB. U mnie kolor się sprawdził, ale jestem przekonana, że nie wszystkim może pasować. Z pewnością nie będą z niego zadowolone typowe bladziochy.


Zapach jest przyjemny, typowy dla podkładów w kremie. Konsystencja wydaje się lekka, ale przy nakładaniu palcami miałam wrażenie, że jest tępy i zbyt szybko zastyga. Zupełnie inne wrażenie miałam, gdy przerzuciłam się na gąbkę do makijażu. Po nałożeniu gąbką, krem ładnie stapia się ze skórą, wyrównuje koloryt i nie podkreśla suchych skórek. Lekko rozświetla, dzięki czemu uzyskuje się efekt promiennej, zdrowej cery.
Dobrze współgra z moim serum olejowym oraz z serum żelowym. Choć producent poleca go na szyję i dekolt, ja stosuję tam kosmetyki, bezbarwne, bo jestem pewna, że ten krem ubrudziłby mi ubranie.

Podsumowanie

 

Jestem zadowolona z tego kremu, a potwierdzeniem jest to, że kupiłam już kolejne opakowanie, ponieważ pierwsze prawdopodobnie lada dzień mi się skończy. 
Jeśli chcecie kupić rozświetlający krem SPF 30 Clochee,  znajdziecie go w tych sklepach.

piątek, 10 maja 2019

Domowa galeria zdjęć na ścianie – jak ją przygotować i jakie ramki wybrać



Od zawsze lubiłam zbierać zdjęcia do albumu. Mimo, że nastały czasy aparatów cyfrowych, nie wystarcza mi gromadzenie fotografii na nośnikach cyfrowych. Zapełniam nimi albumy, a ostatnio coraz częściej oprawiam je w ramki i tworzę na ścianach domowe galerie zdjęć.
Jeszcze kilka lat temu, wybierając ramki stawiałam na minimalizm. Obecnie stały się modne rożnego rodzaju multiramy na zdjęcia - ramki na wiele zdjęć lub kolaże wykonane z kilku ramek. Zauważyłam, że takie ramki idealnie komponują się we wnętrzu mojego mieszkania. Zebrałam najciekawsze pomysły i postanowiłam się nimi z wami podzielić. Dowiecie się jak przygotować domową galerię zdjęć i jakie ramki wybrać.
Jeśli szukacie opraw do zdjęć, z pewnością wśród moich propozycji znajdziecie coś dla siebie.


Ramka do pokoju dziecka lub nad biurko

Do stworzenia ciekawej kompozycji zdjęć, znakomicie sprawdzi się ramka z klamerkami. Zdjęcia zawieszone na linkach przywodzą na myśl tradycyjną ciemnię fotograficzną. Tego typu ramki pasują idealnie nad biurko, do pokoju młodzieżowego, a także do pokoju dziecka.
Ramki z klamerkami mogą stać się miejscem, w którym zamieścimy pamiątki nie tylko w formie zdjęć, ale także drobne przedmioty takie jak pocztówki, wejściówki z imprez, które chcemy wspominać, wycinki z gazet, a nawet elementy ubioru, takie jak okulary przeciwsłoneczne. W ten sposób w ramce powstanie oryginalny kolaż, który odzwierciedli nasz indywidualny styl.

Poniżej trzy aranżacje ramek z linkami i klamerkami:

Ramka do pokoju dziecka

Prócz zdjęć, znalazły się na niej literki, czapeczka i buciki. Mogą się tam znaleźć też grafiki na przykład z ulubionymi postaciami z bajek.
Ramka do pokoju dziecięcego

Ta sama ramka do pokoju młodzieżowego

Między pamiątkowe fotografie, znakomicie wpasują się ciekawe grafiki, czy ulubione sentencje.


Ramka nad biurko

Ja na biurku nie mam wiele miejsca, dlatego postanowiłam wykorzystać ścianę i powiesiłam na niej zdjęcia i elementy, które tworzą zgraną całość (widzicie ją na pierwszym zdjęciu tego artykułu).
Nad biurkiem sprawdzą się zdjęcia, które budzą dla nas pozytywne skojarzenia. Jeśli ramka jest wystarczająco duża, znajdzie się też miejsce na kalendarz, czy kartki z notatkami.



Domowa galeria zdjęć

Ramki nad kanapą w salonie

W minimalistycznych wnętrzach sprawdzą się pojedyncze ramki lub kilka ramek rozmieszczonych symetrycznie na ścianie.


Do wnętrza o charakterze industrialnym pasują również ramki, które łączą prostotę klasycznej oprawy oraz linkę do zawieszania zdjęć. Na ścianie będzie prezentować się znakomicie, zarówno w pionie, jak i w poziomie.

Ściana zdjęć w salonie

Jeśli chcemy trochę zaszaleć i stworzyć ścianę zdjęć w salonie, mamy kilka wariantów do wyboru:
1. Powiesić kilka ramek, które będą różniły się jedynie rozmiarem, połączyć je i stworzyć kolaż.

2. Możemy wybrać gotową multiramę.
Osobiście, do salonu postawiłabym na to rozwiązanie i wybrała taką ramkę, jaką widzicie na poniższym zdjęciu (dla mnie odpowiednia będzie wersja z jasnego drewna).
Taką ramkę też można wieszać w pionie i w poziomie.

3. Kolejna opcja, to domowa galeria zdjęć w ramkach różnej wielkości, kształtu i koloru.
Wersja dla odważnych i z pewnością nie do każdego wnętrza. Takie rozwiązanie możecie zobaczyć na poniższych zdjęciach.
 


Ramki nad stołem

Kolaż stworzony z różnorodnych ramek zdecydowanie lepiej sprawdzi w korytarzu. Wieszając go w salonie wybierzmy miejsce nad stołem, zamiast nad kanapą.
Jeśli mamy jadalnię, tam też możemy udekorować ścianę zdjęciami w ramkach.

Ramki na zdjęcia w stylu skandynawskim

Jakiś czas temu styl skandynawski zauroczył wielu Polaków, w tym mnie, a jego popularność nie okazała się chwilową modą. Jeśli wam też podoba się ten styl, nie musicie od razu zmieniać całego wystroju mieszkania, inspirując się nim możecie wprowadzić do waszego domu pewne jego elementy.
Ja niedawno zdecydowałam udekorować salon za pomocą poduszek, a kolejne będą właśnie ramki na zdjęcia w stylu skandynawskim.
Styl skandynawski wyróżnia się jasną kolorystyką, naturalnymi materiałami, wśród których przeważa drewno. Charakterystyczne są motywy botaniczne oraz czarno-białymi grafiki, czy sentencje.
Sprawdzą się tutaj wszelkie ramki z drewna zarówno surowego, jak i bielonego. Poniżej kilka pomysłów na drewniane ramki w stylu skandynawskim:

Ramka drewniana klasyczna

Prosta drewniana ramka sprawdzi się w takim wnętrzu idealnie.

Ramka na sznurku

Prosta rama nie będzie przykuwała uwagi, wyeksponuje za to zawartość. Inne wrażenie robi natomiast ramka zawieszona na sznurku.

 

 Ramka drewniana surowa, stojąca

Kolejna propozycja, tym razem nie tylko do zawieszenia na ścianie, ale także do postawienia na przykład na komodzie. Prosta, geometryczna forma oraz piękno surowego drewna sprawiają, że ramka jest uniwersalną dekoracją. 



Która propozycja podoba się wam najbardziej?



Partnerem wpisu jest fabrykaform.pl

środa, 8 maja 2019

Moja zaskakująca opinia o naturalnym mleczku do demakijażu Rosadia



W marcu zamieściłam na blogu wpis z moimi kosmetycznymi nowościami. Część z nich już zużyłam, przyszedł więc najwyższy czas, by zamieścić recenzje. Rozpoczynam od Mleczka do demakijażu marki Rosadia, które zużyłam jako pierwsze. Do jego zakupu skłoniły mnie pozytywne wrażenia, jakie miałam używając mleczka odżywczegoVianek (to kosmetyk tego samego producenta - Sylveco) i ciekawość jaką wzbudziła we mnie nowa marka naturalnych kosmetyków. 

Skład Mleczka do demakijażu Rosadia

 

W skład mleczka wchodzą: woda, olej słonecznikowy, sorbitol, olej rycynowy, olej z dzikiej róży, olej z pestek winogron, stearynian sorbitanu, sucrose cocoate, alkohol cetylostearylowy, witamina E, guma ksantanowa, olejek eteryczny z drzewa różanego, olejek lawendowy, alkohol benzylowy, kwas dehydrooctowy, linalol.

Patrząc na skład spodziewałam się, że mleczko będzie łagodne dla mojej skóry i przyjemne pod względem zapachu. Czy tak się stało naprawdę?

Opinia o mleczku do demakijażu Rosadia

 

Mleczko, jak i wszystkie produkty marki Rosadia przykuwają uwagę estetyczną i minimalistyczną szatą graficzną. Zanim jednak dostałam się do środka tego ładnego opakowania, nie byłam już zadowolona. Dozownik (pompka) był zablokowany i pomimo wielu usilnych prób skończyło się na dosztukowaniu dozownika ze starego egzemplarza. Z tym niestety też był problem, ponieważ wszystkie zachowane przeze mnie do takich celów pompki były za krótkie. Musiałam przelewać mleczko do innego pojemnika, a że jest ono gęste, część produktu została wewnątrz.

No cóż, pomyślałam, że wadliwe opakowania się zdarzają, a najważniejsze jest, jak mleczko sprawdza się w swojej funkcji.


Kosmetyk Rosadia i tutaj się nie sprawdził. Mleczko jest bardzo mało wydajne. Mimo że starannie je rozprowadzałam, nie tylko nie wystarczały zalecane przez producenta 1-2 dozy, ale nawet przy 4 nadal makijaż nie był zmyty. Zaznaczam, że nie używałam w tym czasie żadnych wodoodpornych kosmetyków. Zawsze był to delikatny makijaż wykonany kosmetykami naturalnymi, najczęściej podkład Annabelle Minerals albo krem Rozświetlający krem SPF 30 Clochee którego recenzję zamieszczę wkrótce na blogu
Wcześniej te same kosmetyki zmywałam łagodzącym olejkiem do demakijażu Vianek  lub mleczkiem odżywczym Vianek i nie miałam żadnego problemu. Tutaj po wykonaniu demakijażu i przetarciu twarzy tonikiem, widziałam, że wacik jest brudny od resztek make-upu.
Zapach też mnie rozczarował, zupełnie nie przypominał mi żadnego z olejków, które spodziewałam się poczuć. Trudno go ocenić, jest raczej obojętny. Na pewno nie mogę powiedzieć że to mleczko pachnie. 

Pozytywne jest to, że mleczko było delikatne dla skóry, nie powodowało podrażnień, dyskomfortu, ani zapychania porów.


Podsumowując, tak jak duże miałam do tego mleczka nadzieje, tak wielkie spotkało mnie rozczarowanie. Szkoda :(

 Jeśli znacie to mleczko lub inne produkty Rosadia, dajcie znać w komentarzach, jak się u was sprawdziły.

poniedziałek, 6 maja 2019

Clear Aligner - moje wrażenia po pierwszym etapie noszenia nakładek



Jakiś czas temu wspominałam na blogu, że rozpoczęłam korektę zgryzu za pomocą nakładek Clear Aligner. Poprzedni wpis znajdziecie tutaj - Moje krzywe jedynki– jak zostałam niezadrutowaną apratką

Gdy zdecydowałam się na leczenie za pomocą Clear Aligner, otrzymałam dokładne wyliczenia oraz projekt, w którym przewidziano kolejne etapy leczenia.
Jak mogliście przeczytać we wcześniejszym wpisie, do tej metody byłam przekonana wiele miesięcy wcześniej. Na przykładowych zdjęciach różnych klinik dentystycznych widziałam, że stosowano ją przy większych wadach,  niestety nie miałam szczęścia żeby trafić na lekarza który się tego podejmie. Teraz patrząc z perspektywy czasu uważam, że miałam szczęście. Czytając na forach internetowych informacje na temat aparatów nazywanych Clear Aligner znalazłam wiele informacji o podróbkach. Część z nich nie przynosiła efektów, a niektóre wykonane były ze szkodliwych materiałów, na które pacjenci reagowali silnym zatruciem. Warto zatem zapytać w gabinecie dentystycznym o producenta nakładek. Moje zostały wyprodukowane przez SCHEU-DENTAL.


Stripping, zmiana kształtu zębów i próchnica

Przed nałożeniem pierwszego aparatu czekał mnie stripping. Zabieg ten przy okazji miał zmienić kształt moich zębów z beczkowatych na bardziej prostokątne.
Dzięki tej informacji zrozumiałam, dlaczego mam problem z używaniem nici dentystycznych. Wprawione oko stomatologa powinno zauważyć że mój kształt zębów może przeszkadzać w nitkowaniu, niestety jedna z moich byłych dentystek była wielką amatorką nitkowania i dziwiła się, że mogę mieć z tym problem. Dopiero wtedy, gdy sama spróbowała zastosować takie czyszczenie na moich zębach, zobaczyła że mówię prawdę. iż jest to prawie niemożliwe. Kształt zębów i ich stłoczenie powodowało, że bardzo trudno było wsadzić pomiędzy nie nić, a jeszcze trudniej było ją wyjąć. Obecnie używam od czasu do czasu mocnych nici krawieckich, ponieważ wszystkie specjalistyczne dentystyczne nici między moimi zębami rozwarstwiają się i nie mogłam ich usunąć.
Te same powody, czyli stłoczenie i kształt, były przyczyną próchnicy. Choć zawsze słyszałam, że widać iż mam zadbane zęby, próchnica pojawiała się wyłącznie na częściach stycznych, i nie było jej przez długi czas widać na przeglądach. Zmiana kształtu zębów którą miał zapewnić striping była więc dla mnie dodatkową korzyścią.

Stripping - na czym polega i jak wygląda okiem pacjenta

Stripping polegał u mnie na starciu niewielkiej (0,1-0,2 mm) warstwy szkliwa, za pomocą pasków ściernych. Łącznie miało to pozwolić uzyskać 1 mm wolnego miejsca w łuku zębowym.
Ścieranie nie było szczególnie nieprzyjemne, wymagało jednak utrzymania głowy w stabilnym położeniu. Przypuszczam, że o komforcie podczas tego zabiegu decyduje również podejście lekarza. Mój wykonywał je bardzo precyzyjnie i delikatnie. Gdy coś mi przeszkadzało, nie było problemu żeby to zgłosić i na przykład zmienić sposób trzymania.
Lekarz zapewnił mnie, że taki zabieg jest bezpieczny dla moich zębów, więc podeszłam do niego pozytywnie. Stripping pozwolił mi zachować wszystkie zęby właściwie w takiej samej postaci jak na początku. Te ułamki milimetrów, które ubyły, nie były widoczne, ale pozwoliły przesuwać się zębom pod nakładkami.
Stripping miałam wykonywany przed każdą zmianą nakładek. Tylko raz zdarzyło się lekkie zranienie dziąsła, które spowodowało nieznaczne krwawienie. 


Nakładki Clear Aligner

Mówiąc o prostowaniu zębów używam  niekiedy określenia aparat, ale bardziej trafne jest mówić o nakładkach aby odróżnić je od stałego aparatu ortodontycznego

Przygotowałam parę przydatnych porad i informacji, które mogą zainteresować wszystkie osoby rozpoczynające korekta zgryzu przy pomocy nakładek Clear Aligner.
Pierwszy etap leczenia, to pierwszy zestaw trzech nakładek. Nakładki te różniły się grubością tworzywa, przez co pierwsza delikatniej, a druga najsilniej miała ustawić zęby w nowym położeniu.
Pierwszą nakładkę najtrudniej się czyściło, bo była najbardziej miękka, za to najłatwiej się w niej mówiło.

Pierwsze wrażenie

Wrażenie po założeniu pierwszej nakładki, to przede wszystkim zdziwienie, że nie wsuwa się ona w całości na zęby, tylko na końcach zostaje jeszcze trochę miejsca. Jest to normalne zjawisko i w ciągu tygodnia nakładka ma możliwość przesunięcia się wyżej.
Druga problematyczna sprawa, to ślina pojawiająca się wewnątrz nakładek. Przez to, że w pierwszych dniach noszenia nakładka ma jeszcze trochę luzu, dostaje się tam ślina Wygląda to trochę niekomfortowo dla noszącego, ale z tego co zauważyłam, inne osoby tego nie zauważają, gdy z nimi rozmawiamy.


Clear Aligner – ból i krwawienia dziąseł

Powiedziano mi, że zęby będą mnie boleć przez pierwsze półtora dnia noszenia nowej nakładki. Prawda jest taka, że spodziewałam się większego bólu niż w rzeczywistości. Czułam jedynie dyskomfort. Za to 2 ostatnie dni noszenia każdej z nakładek skutkowały krwawieniem dziąseł. Szczególnie widziałam je po nocy. Rano, po umyciu zębów nic nieprzyjemnego się nie działo, bólu wtedy nie czułam.
Ból sprawiałoby mi gryzienie bardzo twardych pokarmów, dlatego z nich zrezygnowałam. Z drugiej strony obawiałam się, że zęby mogą się rozchwiać za bardzo. Odmówiłam więc sobie twardych przekąsek, takich jak na przykład jackfruit, którym zajadałam się przed rozpoczęciem leczenia.

Ostatnią, najtwardszą nakładkę nosiłam aż 3 tygodnie - 2 tygodnie na ustawianie zębów i trzeci tydzień aby wykonać kolejne wyciski  i przygotować kolejny zestaw nakładek.

Efekty po pierwszym etapie noszenia Clear Aligner

Po zakończonym pierwszym etapie czułam już, że coś się moim łuku poprzestawiało. Nie był to wyraźny efekt, ale bliskie mi osoby widziały różnicę.
Zachęciło mnie to do kontynuacji poprawiania zgryzu tą metodą.
Przy okazji dodam, że płaciłam za każdy rozpoczęty etap po otrzymaniu kolejnego zestawu nakładek, więc zdecydowanie inaczej niż przy aparacie stałym. W każdej chwili mogłam zrezygnować.


 

Jak czyścić Clear Aligner

W gabinecie ostrzeżony mnie, żeby uważać na zwierzęta domowe, bo lubią dobierać się do aparatów i je podgryzać. Ja, mimo że nie miałam powodów do obaw o podgryzanie, swój aparat trzymałam przez cały czas w czystym plastikowym słoiku po kosmetyku, który idealnie pasował rozmiarem.

Nakładkę należy zdejmować do jedzenia i picia. Jedyne, co można w nich pić to wodę, oczywiście nie gorącą. Szybko doszłam do wprawy w zakładaniu i zdejmowaniu nakładek, więc ściąganie ich przed posiłkami nie sprawiało mi problemów. Mogłam spokojnie jeść i pić na mieście.


Jeśli będziecie używać Clear Aligner, do jego czyszczenia nie stosujcie pasty do zębów, ponieważ może ona uszkodzić materiał, z którego nakładki są wykonane!
By nie spowodować odkształcenia, nakładki płuczcie w chłodnej wodzie.

Aparat zdejmowałam tylko do posiłków. Polecono mi czyścić go płynem do mycia naczyń. Zdecydowałam że łatwiej mi będzie czyścić mydłem w płynie i okazało się że to był zdecydowanie lepszy pomysł, ponieważ zdarzyła mi się zabawna sytuacja  związana właśnie z czyszczeniem aparatu.
Gdy rozpoczęłam noszenie Clear Aligner, postanowiłam do zębów używać nowej szczoteczki, a poprzednią wykorzystywać właśnie do czyszczenia aparatu mydłem. Pewnego ranka zdjęłam aparat, przemyłam go,  wypłukałam i w pośpiechu odłożyłam szczoteczkę bez płukania.
Gdy po śniadaniu chciałam umyć zęby sięgnęłam po starą szczoteczkę i zaczęłam myć zęby mydłem. Ale  było gorzkie!!!
Z płynem do mycia naczyń byłoby z pewnością bardziej nieprzyjemnie.
Kolejna zabawna sytuacja z pierwszych dni noszenia aparatu miała miejsce, gdy wychodziłam z jakiegoś budynku  na zewnątrz. Była jeszcze zima, powiedziałam do osoby, która ze mną szła “zapnij się”. Ona zrozumiała “zamknij się”. Na szczęście szybko doszliśmy do porozumienia, o co tak naprawdę chodziło :D



Gdy wybierałam się na wizytę by zrobić wyciski na drugi etap,  rozchorowałam się, więc leczenie się przesunęło. W następnym wpisie przygotuję mam streszczenie tego co było dalej.