piątek, 30 sierpnia 2019

Hydrolaty do twarzy, ciała i włosów - Olvita woda lawendowa i woda różana – moja opinia




Odkąd zaczęłam interesować się kosmetykami z naturalnym składem, mam zawsze w domu przynajmniej jeden hydrolat. Używam go przede wszystkim do twarzy, ale także do ciała i włosów. Moim ulubionym jest woda różana, próbowałam wielu marek, przyglądałam się składom i działaniu, stworzyłam nawet ich ranking (ranking znajdziecie tutaj), ale prócz hydrolatu różanego żaden inny w pełni mnie nie satysfakcjonował, aż do teraz, gdy w końcu udało mi się wypróbować wodę lawendową. Na początku lata przy okazji zakupów internetowych, trafiłam na produkty marki, której nie kojarzyłam wcześniej z kosmetykami (OlVita). Skusiłam się na wodę różaną i wodę lawendową. Dziś podzielę się z Wami moją opinią na temat tych dwóch produktów.
Jak już wspomniałam, wody różane to moje must have. Nie będę się powtarzać jak działają, to możecie przeczytać w artykule, który przywołałam wcześniej. W skrócie dodam, że dla cery naczynkowej, nie poznałam żadnego lepszego kosmetyku tego typu.


Woda różana OlVita – skład i opinia


Woda różana, czyli inaczej hydrolat różany OlVita znajduje się w plastikowej butelce ze sprayem. Butelka przypomina tą, w której znajdują się hydrolaty Make Me Bio, ale tutaj plastik jest ciemny, co wpływa korzystnie na trwałość kosmetyku.

Skład wody różanej

Składniki: Rosa damascea flower water
Produkt nie zawiera konserwantów, ale podobnie jak w Make Me Bio brakuje mi informacji o przydatności do zużycia po otwarciu. Nie wiem jakie są wymagania prawne wobec kosmetyków, ale jako konsumentka chciałabym wiedzieć jak długo taki kosmetyk bez konserwantów mogę używać.


Opinia o wodzie różanej OlVita

Do działania wody różanej OlVita nie mam żadnych zastrzeżeń. Przyjemnie pachniała, zapach był naturalny, delikatny, różany. Nie podrażniła mi skóry, a w przypadku zbyt silnie skoncentrowanych hydrolatów różanych tak się zdarzało. Sprawdziła się zarówno do twarzy, ciała, jak i włosów. Zdecydowanie jest to produkt godny polecenia.


Woda lawendowa OlVita – skład i opinia


Hydrolat lawendowy miałam od dawna ochotę wypróbować. Podczas zakupów nie miałam jednak przez długi czas szczęścia, zwykle trafiałam zarówno stacjonarnie, jak i przez internet, że był w ofercie, ale akurat nie na stanie.
Zapach i działanie lawendy zawsze mi odpowiadały, ale po kilku rozczarowaniach innymi hydrolatami, które miały działać świetnie na moją skórę, a zupełnie się nie sprawdziły, nie miałam co do wody lawendowej wielkich oczekiwań.

Skład wody lawendowej

Tak jak hydrolat różany, woda lawendowa nie zawiera konserwantów.
Składniki: Lavendula angustifolia flower water (woda kwiatowa z lawendy wąskolistnej)

Opinia o wodzie lawendowej OlVita


Na szczęście Hydrolat lawendowy OlVita okazał się całkiem dobrym kosmetykiem. Ma piękny naturalny zapach lawendy, nie powoduje podrażnień, a nawet działa na skórę łagodząco. Świetnie tonizuje cerę. Zapach lawendy znany jako kojący i pomagający w zasypianiu świetnie sprawdza się na noc, więc hydrolat idealnie nadaje się do wieczornego demakijażu. Można nim także spryskać np. poduszkę.
Woda lawendowa na lato nadaje się idealnie, ponieważ chroni włosy przed działaniem promieni słonecznych, łagodzi delikatne obtarcia skóry, przydaje się do stosowania okładów łagodzących po ukąszeniu owadów. Najbardziej ucieszyło mnie, że hydrolat zmniejsza pory i powoduje, że moja mieszana cera stała się bardziej matowa. Zdecydowanie mogę stwierdzić, że będę do niego często wracać.



wtorek, 27 sierpnia 2019

Czy płyny do higieny intymnej są szkodliwe, jakie płyny do higieny intymnej bez SLS i z naturalnym składem używałam


Płyny do higieny intymnej to nieco kontrowersyjny produkt. Wiele badań pokazuje, że odkąd powstały specjalne produkty przeznaczone do dbania o higienę kobiet w miejscach intymnych, wzrosła liczba infekcji bakteryjnych i grzybiczych pochwy oraz ryzyko zachorowania na raka szyjki macicy.
Nie mam zamiaru tym artykułem straszyć Was chorobami i odwodzić od używania płynów do higieny intymnej, tym bardziej że chcę przedstawić przy okazji opinię od dwóch takich produktach, które ostatnio używałam. Jeden z nich to Płyn do higieny intymnej z wyciągiem z borówki i nagietka z upraw ekologicznych, Pierpaoli Anthyllis a drugi Anyżowa ZIOŁOMYJKA Płyn do higieny intymnej Kosmetyki DLA. Zamierzam jednak przy okazji, tak jak w tytule, przedstawić moje zdanie na temat używania takich płynów.

Czy płyny do higieny intymnej są szkodliwe

 

Producenci środków do higieny intymnej przekonują nas tym, że my kobiety musimy do okolic intymnych używać specjalnych płynów, ponieważ mają one odpowiednie pH. Na tym opiera się ich cała filozofia.
Przygotowując ten artykuł, poszperałam trochę w internecie, poszukałam badań naukowych, a przy okazji zauważyłam, że płyny do higieny intymnej to temat, który budzi duże zainteresowanie.
Popularne zapytania na temat płynów do higieny intymnej wg Google


na pierwszym miejscu: płyn do higieny intymnej dla dzieci i dla dziewczynek,


popularne hasło z przeciwnej strony barykady, to: czy używać płynu do higieny intymnej.
Zauważcie, że obydwa hasła, są prawie tak samo popularne i mają tyle samo wyników. Nie łatwo się więc w tym odnaleźć.



Szkodliwość płynów do higieny intymnej

 

Na temat szkodliwości płynów do higieny intymnej możecie przeczytacie w tym artyule A Questionfor Women's Health: Chemicals in Feminine Hygiene Products andPersonal Lubricants

Zwróćcie też uwagę na przypisy (badania naukowe) do których odnosi się autorka.

Czy używać płynu do higieny intymnej – moje podejście

 

Właściwie powinnam napisać Czy używać płynu do higieny intymnej – moja historia, bo moje podejście to wynik dotychczasowych doświadczeń oraz tego czego się dowiedziałam na temat prawidłowej higieny intymnej.
Nie zgadzam się z tym, że kiedyś było super, bo kobiety (nasze mamy i babcie) używały mydła w kostce do całego ciała i było OK. Bardzo dobrze pamiętam, że gdy jako dziecko dostawałam mydło do mycia, to po kąpieli, czułam w tamtym miejscu pieczenie. Co prawda przez krótki czas, ale nie jest to na pewno efekt jaki powinnam odczuwać przy dobrze dobranych produktach do higieny.
Moje szczęście, że nic więcej prócz pieczenia się nie działo i nie było innych konsekwencji stosowania nieodpowiednich środków do mycia.
Obstawiam, że głównymi winowajcami moich dolegliwości były substancje zapachowe dodawane do mydeł. Gdy sama zaczęłam używać delikatniejszych produktów, problemy ustały.
Z czasem przerzuciłam się na żele pod prysznic, ale jak każda kobieta, słysząc o specjalnych płynach do higieny intymnej i ich odpowiednim dla tamtych okolic pH, postanowiłam zaopatrzyć się w taki płyn.

Ziaja, Intima, Kremowy płyn do higieny intymnej z kwasem mlekowym


Po raz pierwszy sięgnęłam po popularną Ziaję. Płynu nie używałam jednak wyłącznie do higieny intymnej, ale także do całego ciała. Wyczytałam, że kwas mlekowy świetnie działa na skórę, reguluję jej pH, nawilża itd. Przyznam, że nie miałam do płynu zastrzeżeń, do momentu, w którym zorientowałam się, że zawiera składnik, który szkodzi mi we wszelkich innych produktach do mycia. Chodzi o Sodium Laureth Sulfate (pisałam o nim tutaj)


SLES powoduje straszne przesuszanie na moich dłoniach oraz problemy ze skórą głowy i włosami. Najwidoczniej Ziaja Intima ma składniki, która niwelowały u mnie negatywne skutki SLES, bo nadal po każdym kontakcie z mydłem z SLES mam te same problemy ze skórą.
Przestałam używać kosmetyków z SLS i SLES i płyny do higieny intymnej traktowałam jak każdy inny żel pod prysznic. Właściwie żaden z nich nie miał konsystencji płynu, aż do używanej ostatnio przeze mnie Anyżowej Ziołomyjki, ale o tym później.

Inne artykuły na blogu Wellness po polsku, które mogą Cię zainteresować
Opinia o uniwersalny żelu pod prysznic bez SLS, SLES i parabenów


Szkodliwość płynów do higieny intymnej – co wyczytałam u mamyginekolog

 

O tym, że stosuję takie płyny prawidłowo, upewniłam się czytając artykuł Mamy Ginekolog – znajdziecie go tutaj.

W skrócie, pisze ona, że do mycia okolic intymnych powinnyśmy używać głównie wody, a do tego odrobiny delikatnego mydła. Jeśli chcemy możemy używać płynu do higieny intymnej, ale nie jest to produkt konieczny i działa na tej samej zasadzie, jak np. osobny krem do każdej partii w okolicach twarzy (okolice oczu, na dekolt i szyję itp.) , gdzie równie dobrze może sprawdzić się jeden produkt.
Jeśli czytaliście artykuł Nicole Wendee, który przytoczyłam na początku, to wiecie, że szkodliwość płynów do higieny intymnej wynika przede wszystkim z ich nieprawidłowego używania - gdy dostają się do pochwy, oraz gdy używa się ich w zbyt dużej ilości.


Płyny do higieny intymnej bez SLS i z naturalnym składem

 

Tyle o moim podejściu, teraz czas na recenzję dwóch płynów bez SLS i z naturalnym składem.
Płyn do higieny intymnej z wyciągiem z borówki i nagietka z upraw ekologicznych, Pierpaoli Anthyllis

Producent zapewnia, że płyn do higieny intymnej Pierpaoli Anthyllis zapobiega podrażnieniom, stanom zapalnym, łagodzi, odżywia i odświeża oraz że nadaje się dla osób o bardzo delikatnej skórze. Produkt znajduje się w butelce z pompką, pojemność to 300 ml. Kupić możecie go w tych sklepach.

Skład płynu do higieny intymnej z wyciągiem z borówki i nagietka z upraw ekologicznych, Pierpaoli Anthyllis

 

Płyn zawiera wyciąg z nagietka, ekstrakt z owoców borówki czarnej, olejek lawendowy oraz kwas mlekowy. Nie zawiera sztucznych substancji zapachowych.

Skład wg INCI

Aqua, Sorbitol, Disodium Cocoamphodiacetate, Cocamidopropyl Betaine, Lauryl Glucoside, Sodium Chloride, Disodium Capryloyl Glutamate, Lactic Acid, Coco-Glucoside, Glyceryl Oleate, Lavendula Hybrida Oil*, Calendula Officinalis Flower Extract*, Vaccinium Myrtillus Fruit Extract*, Glycerin, Linalool.
* z upraw ekologicznych 


  

Moja opinia o płynie do higieny intymnej z wyciągiem z borówki i nagietka z upraw ekologicznych, Pierpaoli Anthyllis

 

Płyn ma, jak większość tego typu produktów, konsystencję żelu. Ma żółty kolor, pachnie delikatnie ziołowo, trochę przypomina zapach lawendy, trochę eukaliptusa. Delikatnie się pieni.
Jako że płyn do higieny intymnej stosuję jak żel pod prysznic, mogę ocenić, że spisał się dobrze do mycia całego ciała. Nie wysuszał skóry, nie podrażniał, łatwo było go rozprowadzić, a do tego okazał się całkiem wydajny.

Anyżowa ZIOŁOMYJKA Płyn do higieny intymnej Kosmetyki DLA

 

Ten produkt dostałam w wersji mini (50 g), na stoisku marki Kosmetyki DLA podczas festiwalu See Bloggers. Taka buteleczka, to świetne rozwiązanie na podróż. W sprzedaży są jednak wyłącznie butelki o pojemności 150 g. Cena takiego płynu to 25,50 zł.

Skład Anyżowej Ziołomyjki

 

W składzie podobnie jak w płynie Pierpaoli Anhyllis: lawenda, nagietek i kwas mlekowy. Płyn zawiera także: tatarak, prawoślaz, przywrotnik, d-pantenol i allantoinę.

Skład wg INCI

Decoctum Althea Officinalis Root, Decoctum Acorus Calamus Rhizome, Infusion of Calendula Officinalis Flower, Infusion of Alchemilla Vulgaris, Infusion of Lavandula Officinalis Flower, Glycerin, Panthenol, Potassium Cammelinate, Tocopheryl Acetate, Allantoin, Ascorbic Acid, Pimpinella Ansium Seed Oil, Lactic Acid, Benzyl Alcohol, Benzoic Acid, Dehydroacetic Acid, Xanthan Gum



Anyżowa ZIOŁOMYJKA Płyn do higieny intymnej Kosmetyki DLA – moja opinia

 

Na opakowaniu widniej informacja, że płyn odmładza. Na stronie producenta możemy przeczytać, że płyn powstał na życzenie klientek, którym zależało na czymś co pozwoli na zachowanie młodości w tych strefach.
Ja na temat działania odmładzającego nie jestem w stanie się wypowiedzieć. Mogę za to opisać jak się tego płynu używa. Ma on całkowicie wodnistą konsystencję, przez co ciężko go nałożyć. Producent podaje, że jest to produkt do codziennego stosowania, do użytku zewnętrznego. Należy nanieść niewielką ilość płynu na mokrą dłoń, umyć miejsca intymne i dokładnie spłukać ciepłą wodą.
Brzmi prosto, ale płyn jak woda wypływa z dłoni, łatwo przecieka między palcami, przez co trzeba się bardzo postarać, by nałożyć go w miejsce do tego przeznaczone.
Produkt ma naturalny anyżowy zapach, dosyć intensywny, ale dla mnie zupełnie nie przeszkadzający, ponieważ używałam go jedynie do higieny intymnej.
Tak, ten płyn, z racji konsystencji, mimo że próbowałam, nie nadawał się do mycia całego ciała. Zupełnie się nie pieni. Próbowałam stosować go również na gąbkę (jeśli używam gąbki to naturalnej, jak ta o której pisałam tutaj). Mam wrażenie, że na naturalnych gąbkach produkty lepiej się rozprowadzają i bardziej pienią, niestety nie ten płyn.
Co do samego działania nie mam żadnych zastrzeżeń, ale nie wiem, czy zdecyduję się w przyszłości na jego pełnowymiarową wersję.

Jakie jest Wasze zdanie na temat płynów do higieny intymnej? Używacie ich?

niedziela, 25 sierpnia 2019

Ekspresowe sposoby: czym myć ramy okienne i jak odkleić naklejkę z mebla





Jakiś czas temu kupiłam mieszkanie na rynku wtórnym. Okna co prawda zastałam wymienione na plastiki, co do ich funkcjonalności nie mam zastrzeżeń, ale od początku wyglądały na trwale zabrudzone.
Próbowaliśmy z mężem wielu metod, by ramy okienne i parapety doprowadzić do czystości, ale żadna nie przyniosła nawet najmniejszego rezultatu. Usunąć dał się tylko świeży kurz czy brud. Wydawało się nam, że jedyne wyjście, by okna i parapety wyglądały jak nowe, to po prostu wymiana na nowe. Uznaliśmy, że skoro brud nie chce dać się zmyć, przy użyciu środków do czyszczenia, to nie jest to typowy brud, a pozostałości po remontach (farbach, klejach itp.).



Rzeczywiście w dużym stopniu tak było, na parapecie były wyraźne ślady farby, ale nie tylko. Okazało się, że jest na to sposób. Ostatnio podczas wymiany rolet, dowiedziałam się, że jest coś lepszego niż specjalne środki przeznaczone do czyszczenia ram okiennych. Najbardziej zaskakujące, że jest to produkt, który prawdopodobnie każdy ma w domu – mleczko do czyszczenia Cif. Ja w swojej łazience mam takie mleczko z mikrogranulkami, takie jak tutaj.
Wszystkie wieloletnie zabrudzenia zniknęły jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Teraz przypomniało mi się, że nawet niedawno była bajkowa reklama produktów Cif. Coś jednak w tym jest ;)
Nie wiem, czy inne mleczka działają w ten sam sposób, podaję Wam to, bo używam go we własnym domu.

Czym wyczyścić po remoncie ramy okien plastikowych z farby


Polecam wam czyszczenie mleczkiem mocno zabrudzonych okien plastikowych, w tym brudnych od farby. To samo dotyczy plastikowych parapetów. Wszystkie zabrudzenia, które zostały tam po nie jednym już na pewno remoncie, oczyściliśmy bez problemu za pomocą mleczka. Nic nie żółknie, a odwrotnie, wróciła biel, której odkąd mamy mieszkanie, w tych miejscach nie było.


Jak myć ramy okienne


Mycie plastikowych ram okiennych (pożółkłych, zaniedbanych, czy zabrudzonych po remoncie) jest banalnie proste. Wystarczy nałożyć mleczko na szmatkę i przetrzeć nią ramę. Jeśli zabrudzenie trudno schodzi, należy mleczko nałożyć na bezpośrednio na zabodzone miejsce. Przy trudnych do zmycia plamach z farby wystarczy nałożyć mleczko i odczekać minutę. Po tym czasie, farba schodzi przy przetarciu ściereczką lub lekkim podważeniu. Nie chcąc porysować ram okiennych używałam do tego plastikowego gadżetu - zdrapki (ściągacza) do stemplowania paznokci.



Jak myć plastikowe parapety


Ta sama metoda sprawdziła się doskonale przy myciu plastikowych parapetów. Nie potrzebny jest żaden specjalny środek do czyszczenia parapetów. Mleczko Cif nałożone na zabrudzone miejsca spowodowało, że wystarczyło przetarcie ściereczką z mikrofibry i parapet z pcv odzyskał dawną biel.
W ten sposób wyczyściliśmy parapety we wszystkich pokojach. Niestety w salonie parapet będzie do wymiany, ponieważ widać, że stawiano na nim gorące przedmioty, przez co w niektórych miejscach są odkształcenia. Salon jest jednak najbardziej reprezentacyjnym miejscem, więc bardzo chętnie wymienię tam w przyszłości parapet na bardziej elegancki.


Jak odkleić naklejkę z mebla


Drugi problem, który udało mi się ostatnio rozwiązać, też to duża naklejka na meblu. Na zdjęciu widać już tylko część naklejki, bo zmywanie ostatnim ze sposobów, na jaki się zdecydowałam, poszło tak szybko, że omal zapomniałam, by utrwalić to na zdjęciach :)

Mebel to przewijak ze sklepu Ikea, który kupiłam z drugiej ręki.
Poprzedni właściciele nie dali rady uporać się z naklejką, którą na meblu umieścił producent. Przez jakiś czas mebel stał w ich garażu, gdzie pozostałości kleju złapały mnóstwo kurzu. Obawiałam się, że i nam nie będzie łatwo.


Usuwanie naklejek majonezem i oliwką dla dzieci


Usuwanie naklejki i resztek kleju zaczełam od smarowania tłuszczem (oliwka dla dzieci, majonez, masło itp.) . Próbowałam metody z oliwką wcześniej, gdy usuwałam klej z parkietu (poprzedni właściciele mieszkania przykryli parkiet wykładziną i przymocowali ją taśmą klejącą). Efekty, zarówno wtedy, jak i teraz były marne. Majonez i masło działały podobnie. Na pewno naklejka zeszłaby po wielu godzinach drapania, ale byłaby to ciężka praca. Parkiet oczyszczałam z kleju przy kilkunastu podejściach.



Jak odkleić naklejkę z mebli


Przypomniałam sobie o innej metodzie. Pomocne okazały się dwie rzeczy, które miałam w kosmetyczce: zmywacz do paznokci z acetonem oraz opisywana przeze mnie wyżej zdrapka do stempelków. Pomocna mogła też być łopatka do nakładania maseczek.
Swoją drogą, zabawne, że wystarczyła zawartość kosmetyczki, a nie skrzynki z narzędziami.


Jak wyczyścić klej po naklejce


Zarówno klej, jak i sama naklejka bez problemu dawały się zedrzeć po nawilżeniu acetonem. Jedne kawałki kleju trzeba bardziej zwilżyć inne mniej, ale wszystko udaje się zdrapać bez wysiłku.
Teraz przewijak wygląda jak nowy :)

środa, 21 sierpnia 2019

Opinie o czterech pastach do zębów Natura Siberica bez fluoru: Lodowe Jagody, 7 ziół Północy, Minerały Kamczatki, Arktyczna Ochrona



Od lat, z powodu alergii, używam wyłącznie past bez fluoru. Przez lata nie miałam dużego wyboru, więc musiałam się zadowolić dwiema dostępnymi na rynku. Wybór miałam tym mniejszy, że patrzyłam na skład i brałam pod uwagę nie tylko to, czy pasta zawiera fluor, ale także np. SLS, jak na przykład Ziaja pasta bez fluoru (więcej o tym dlaczego go unikam przeczytacie w artykule Niebezpieczne składniki w kosmetykachSLS i SLES)
Poszukując nowej pasty do zębów, zauważyłam, że w sklepach pojawiły się produkty Natura Siberica, które mają bardzo dobry skład i przystępna cenę. Zdecydowałam się na cztery Naturalne Syberyjskie pasty do zębów: Lodowe Jagody, 7 ziół Północy, Minerały Kamczatki, Arktyczna Ochrona. Zużycie past i przygotowanie opinii sporo trwało, bo pasty używałam po kolei,. Jedna z nich trafiła do mnie dopiero w czerwcu, podczas odwiedzin stoiska Natura Siberica na konferencji See Bloggers. Był to idealny moment, bo właśnie kończyłam używać trzecią :)


Naturalna Syberyjska Pasta do zębów 7 ziół Północy

 

Na pierwszy ogień poszła pasta 7 ziół Północy. Najbardziej mnie zaciekawiła. W smaku przypominała eukaliptus oraz delikatnie cytrusy. Trudno to opisać, ale smak był bardzo ciekawy i orzeźwiający. Jeśli lubicie miętowe pasty o wyrazistym smaku, przypuszczam że tutaj też nie będziecie rozczarowani.
Pasta ma za zadanie oczyszczać, odświeżać oddech, działać antybakteryjnie i przeciwzapalnie.

Naturalna Syberyjska Pasta do zębów 7 ziół Północy - skład

 

Pasta 7 ziół Północy zawiera między innymi: szałwię, miętę, rumianek, malwę wrzosowiec syberyjski, wieczornik syberyjski i bylicę pospolitą.
Składnikiem aktywny pasty jest również kalident, hydroksyapatyt występujący w przyrodzie w postaci minerałów. Jest nieorganicznym składnikiem kości i zębów, źródłem naturalnego wapnia. Wzmacnia szkliwo, wypełnia mikropęknięcia i zarysowania. Ma taki sam skład jak szkliwo nazębne, dzięki czemu wzmacnia szkliwo, a zęby stają się bardziej odporne i zdrowsze.

Skład według INCI

 

Aqua, Hydrated Silica, Hydrogenated Starch Hudrolysate, Glycerin, Corispermum Sibricum ExtractWH, Hesperis Sibrica ExtractWH, Agrostis Sibrica ExtractWH, Chamomilla Recutita Flower Water*, Mentha Piperita Leaf Water*, Artemisia Vulgaris Extract, Trifolium Pratense Flower Extract, Scutellaria Baicalensis Extract, Gypsohila Paniculata Root Extract, Malva Sylvestris Flower Extract*, Salvia fficinalis Leaf Water*, Cocamidopropyl Betaine, Cellulose Gum, Xanthan Gum, Calcium Glycerophosphate, Hippophae Rhamnoides Fruit Oil*, Pineamidopropyl BetainePS, Hippophae Rhamnoidesamidopropyl BetaineHR, Aroma, Menthol, Sodium Saccharin, Sodium Ascorbyl Phosphate, Disodium Rutinyl Disulfate, PVP, Citric Acid, Sodium Benzoate, Potassium Sorbate, Cl77891, Cl19140, Cl42090, Cl15985, Cl14720, Limonene, Eugenol, Linalool.
(*) otrzymywane z ekologicznych upraw
(HR) Dziki Rokitnik
(WH) Organiczne ekstrakty z Dzikich Syberyjskich Ziół
(PS) Olejek z orzeszków piniowych

Moja opinia o paście do zębów 7 ziół Północy

 

Pasta, jak już wspomniałam ma dość intensywny smak. Dobrze się pieni, świetnie rozprowadza się na zębach. Jest wydajna, przez co starczyła mi na długo. Mam dość wrażliwe zęby, a stosując tą pastę nie miałam żadnych problemów z wrażliwością. Konsystencja jest gładka (pasta nie zawiera żadnych drobinek). Zdecydowanie była to najlepsza dotychczas przeze mnie używana pasta bez fluoru. Na pewno będę do niej wracać. Pastę 7 ziół Północy znajdziecie w tych sklepach.


Naturalna Syberyjska Pasta do Zębów  Mroźne/Lodowe Jagody

 

Kolejna pasta Natura Siberica, jaką używałam, to Naturalna Syberyjska Pasta do Zębów Lodowe Jagody. Pasta od poprzednio opisywanej różni się bardzo smakiem, konsystencją i składem, ale działanie ma mieć podobne.

Naturalna Syberyjska Pasta do Zębów Mroźne/Lodowe Jagody – skład

 

Pasta Mroźne Jagody (spotkać można ją też pod nazwą Lodowe Jagody) zawiera olej z nasion żurawiny, ekstrakt z maliny moroszki (wzmacnia naczynia krwionośne), ekstrakt z dzikiej maliny (ma działanie antyseptyczne) oraz ekstrakt z syberyjskiego jałowca (wzmacnia szkliwo) oraz opisywany przeze mnie wcześniej kalident.

Skład według INCI

 

Aqua, Hydrated Silica, Hydrogenated Starch Hudrolysate, Glycerin, Sorbus Sibrica Needle ExtractWH, Juniperus Sibrica Needle ExtractWH, Crataegus Oxyacantha Flower Water*, Empentrum Nigrum Fruit Juice*, Ribes Nigrum Leaf Water*, Rubus Idaeus Fruit Extract*, Rubus Chamaemorus Fruit Extract*, Vaccinium Macrocarpon Seed Oil*, Cocamidopropyl Betaine, Cellulose Gum, Xanthan Gum, Calcium Glycerohosphae Rhamnoides Fruit Oil*, Pinemidopropyl BetainePS, Hippophae Rhamnoidesamidopropyl BetaineHR, Aroma, Zinc Citrate, Papain, Menthol, Sodium Saccharin, PVP, Citric Acid, Sodium Benzoate, Potassium Sorbate Cl77891, Cl73360.
(*) otrzymywane z ekologicznych upraw
(HR) Dziki Rokitnik
(WH) Organiczne ekstrakty z Dzikich Syberyjskich Ziół
(PS) Olejek z orzeszków piniowych

Moja opinia o paście do zębów  Mroźne Jagody

 

Pasta ma różowy kolor i owocowy smak. Ze względu na smak, nie przypadła mi do gusty. Nie lubiłam owocowych past jako dziecko i do teraz mi on nie odpowiada. Nie przeszkadzał za to mojemu mężowi, który zwykle nie uznaje innej pasty niż miętowa. Pasta Mroźne jagody odpowiadała mu dzięki temu, że miała smak sprawiający wrażenia chłodzenia i orzeźwienia. Wydajność pasty oceniam na mniejszą od poprzedniej, ale zupełnie w porządku. Pasta dobrze się pieni i spełnia swoje zadanie. Pastę Mroźne Jagody kupicie tutaj.


Naturalna Syberyjska Pasta do Zębów Arktyczna Ochrona

 

Następna pasta, po którą sięgnęłam, to Naturalna Syberyjska Pasta do Zębów Arktyczna Ochrona. Przeznaczona jest do zębów wrażliwych.

Naturalna Syberyjska Pasta do Zębów Arktyczna Ochrona – skład

 

Pasta zawiera olej rokitnikowy, który korzystnie wpływa na naczynia krwionośne, ekstrakt za caldonii śnieżnej, który działa regenerująco na skórę, ekstrakt z miodunki plamiastej o działaniu przeciwzapalnym i antyseptycznym.
Ponadto w składzie znajdują się hydrolat z kwiatów rumianku oraz hydrolat z liści mięty pieprzowej oraz opisywany przeze mnie wcześniej kalident.

Skład według INCI

 

Aqua, Hydrated Silica, Hydrogenated Starch Hudrolysate, Glycerin, Cetraria Nivalis ExtractWH, Cortusa Sibrica ExtractWH, Agrostis Sibrica ExtractWH, Chamomilla Recutita Flower Water*, Mentha Piperita Leaf Water*, Pulmonaria Officinalis Extract, Rubus Arcticus Fruit Extract, Oxalis Teraphylla Extract Echnacea Purpurea Extract, Cocamidopropyl Betaine, Cellulose Gum, Xanthan Gum, Calcium Glycerophosphate, Hippophae Rhamnoides Fruit Oil*, Pinemidopropyl BetainePS, Hippophae Rhamnoidesamidopropyl BetaineHR, Aroma, Menthol, Sodium Saccharin, PVP, Citric Acid, Sodium Benzoate, Potassium Sorbate, Cl 42051, Limonene.
(*) otrzymywane z ekologicznych upraw
(HR) Dziki Rokitnik
(WH) Organiczne ekstrakty z Dzikich Syberyjskich Ziół
(PS) Olejek z orzeszków piniowych

Moja opinia o paście do zębów Arktyczna Ochrona Natura Siberica

 

Pasta ma najbardziej wyrazisty smak spośród wszystkich past Natura Siberica, które używałam. Ja odczuwam go jako połączenie mięty oraz delikatnego dodatku przypraw korzennych.
Ma lekko żelową konsystencję. Dobrze się pieni, świetnie odświeża, a poczucie to pozostaje na długo. Jest to pasta, która najbardziej przypadnie do gustu osobom, które lubią klasyczny miętowy smak, a rezygnują z pasty z fluorem, czy SLS.
Trudno mi ocenić, czy tak jak obiecał producent, pasta redukuje płytkę nazębną. Być może przetestuje ją pod tym kontem, gdy wrócę do leczenia zgryzu (o leczeniu za pomocą nakładek Clear Aligner pisałam tutaj). Wtedy bardzo przyda mi się pasta o takim działaniu. Pasta Arktyczna Ochrona do kupienia w tych sklepach.

Jeśli interesują cię pasty do zębów bez fluoru, poczytasz o nich też w innych artykułach na moim bogu „Wellness po polsku”:


Naturalna Syberyjska Pasta do Zębów Minerały Kamczatki

 

Ostatnia pasta, która trafiła do mnie najpóźniej (co widać na załączonych zdjęciach), to Syberyjska Pasta do Zębów Minerały Kamczatki. Jej zadaniem jest wzmocnienie szkliwa i dziąseł, zapobieganie próchnicy i delikatne wybielanie. Właśnie ze względu na brak potrzeby wybielania (moje zęby są białe ale niestety słabe), w pierwszej kolejności zdecydowałam się na inne pasty.

Naturalna Syberyjska Pasta do Zębów Minerały Kamczatki – skład

 

Pasta do zębów Minerały Kamczatki zawiera między innymi wodę termalną z Kamczatki, która ma chronić dziąsła i łagodzić stan zapalny; aktywny węgiel, chroniący szkliwo, ekstrakt z perły, ekstrakt różeńca górskiego, ekstrakt żeń-szenia oraz ekstrakt dzikiego krwawnika azjatyckiego. Jak wszystkie opasane powyżej pasty zawiera też kalident.

Skład według INCI

 

Aqua, Hydrated Silica, Hydrogenated Starch Hudrolysate, Glycerin, Achillea Asiatica ExtractWH, Rhodiola Rosea Root ExtractWH, Cetraria Nivalis ExtractWH, Panax Ginseng Root Extract*, Betula Alba Juice*, Aralia Elata Root Extract, Mother Of Pearl Extract, Calcium Glycerophosphate, Cocamidopropyl Betaine, Cellulose Gum, Xanthan Gum, Pineamidopropyl BetainePS, Hippophae Rhamnoidesamidopropyl BetaineHR, Aroma, Menthol, Sdium Saccharin, PVP, Citric Acid, Sodium Benzoate, Potassium Sorbate, Cl 42051, Cl19140, Cl42090, Cl74260, Limonene, Geraniol.
(*) otrzymywane z ekologicznych upraw
(HR) Dziki Rokitnik
(WH) Organiczne ekstrakty z Dzikich Syberyjskich Ziół
(PS) Olejek z orzeszków piniowych

Moja opinia o paście do zębów Minerały Kamczatki Natura Siberica

 

Pasta do zębów Natura Siberica Minerały Kamczatki ma najdelikatniejszy ze wszystkich, miętowy smak. Zawiera małe drobinki, których nie czuje się podczas szczotkowania zębów. Konsystencja jest lekko żelowa, a kolor pasty miętowy, tak jak kolor opakowania. Pasta daje przyjemne uczucie świeżości, zmniejszyła u mnie krwawienia z dziąseł, do których w ciąży mam większe skłonności. Pastę Minerały Kamczatki kupicie tutaj.

wtorek, 13 sierpnia 2019

Jak wybrać meble ogrodowe dobrej jakości



Pewnie większość z nas miała do czynienia z plastikowymi meblami ogrodowymi. Urządzając ogród, czy kupując meble na balkon, czy taras, zazwyczaj chcemy móc szybko z niego skorzystać, czasem nawet jeszcze przed remontem. Pierwszym wyborem są wtedy meble plastikowe.
Niestety takie meble wytrzymują zwykle do dwóch sezonów, później płowieją, pękają i zaczynają śmierdzieć roztapianym plastikiem. Wypoczynek w ogrodzie na takich meblach przestaje być przyjemny. Nie jest to rozwiązania estetyczne, zdrowe, ani ekologiczne. Dziś więc podpowiem, jak wybrać meble ogrodowe dobrej jakości, ekologiczne, żeby przetrwały lata.


Jak wybrać meble do ogrodu

 

Planując zakup mebli ogrodowych należy zwrócić uwagę na kilka kwestii: funkcjonalność, styl, wielkość i cenę.
Inne meble przydadzą się, gdy korzystamy z nich czytając książki w samotności, inne potrzeby mają rodziny z małymi dziećmi, a inne osoby, które często organizują przyjęcia ogrodowe.
Warto zwrócić uwagę na to, czy meble będą często przenoszone, oraz czy zostaną w ogrodzie na okres zimowy. 


Jeśli nie mamy dużo przestrzeni, warto zaopatrzyć się natomiast w meble składane, jak te dostępne w sklepie Home&Garden. Zamawiałam tam solidny parasol, który stoi na tarasie u moich teściów, a że wybór mebli jest tam ogromny, na pewno wrócę w to miejsce, szukając odpowiedniego zestawu do ogrodu.



Przy wyborze takiego zestawu, ważne jest także dopasowanie stylistyczne. Aluminium, czy plastik, najlepiej pasują do przestrzeni w stylu nowoczesnym. Inaczej sprawa ma się z meblami rattanu i technorattanu. Drewniane meble są najbardziej uniwersalne. Ciężkie meble, żeliwne dodają natomiast uroku ogrodom w stylu rustykalnym, naturalistycznym, czy klasycznym.


Meble ogrodowe dobrej jakości

 

Meble ogrodowe dobrej jakości muszą być trwałe, łatwe w konserwacji, odporne na zmienne warunki pogodowe i oczywiście wygodne w użytkowaniu. Wśród najpopularniejszych do wyboru mamy: drewno, rattan, technorattan oraz metal.


 

Meble ogrodowe drewniane

 

Meble ogrodowe z drewna są bardzo uniwersalne i ponadczasowe. Posłużą wiele sezonów, o ile będzie się o nie odpowiednio dbać. Wymagają corocznej konserwacji przy użyciu lakierów, bejc, olejów lub farb.
Warto pamiętać, że meble drewniane są ciężkie, więc jeśli potrzebujemy je często przestawiać, lepiej postawić na lżejszy materiał.
Co do trwałości, to największą charakteryzują się meble wykonane z drewna egzotycznego. Ma to jednak odzwierciedlenie w cenie.


Meble ogrodowe z rattanu i innych plecionek

 

Rattan, choć pięknie się prezentuje, nie był nigdy wśród moich zainteresowań, jeśli chodzi o meble do ogrodu, czy na balkon. Meble takie wymagają sporo przestawiania, ponieważ źle znoszą słońce i wilgoć. Na szczęście są bardzo lekkie, a prócz tego z rattanu można wyplatać fantazyjne i oryginalne kształty. Wadą rattan jest jednak jego sztywność. Jeśli nie obłożymy go poduszkami, nie ma co liczyć na przyjemne siedzenie na rattanowym fotelu. W moim rodzinnym domu jest jeden taki fotel, bez poduszek można wytrzymać na nim zaledwie kilka minut. Warto o tym pamiętać palując wydatki.
Inne tworzywa, z których produkuje się plecione meble ogrodowe to: wiklina, wierzba, bambus i włókna bananowca. Ze względu na niską odporność na warunki pogodowe, meble plecione wykorzystuje głównie pod zadaszeniami. Najtrwalsze są włókna bananowca oraz nieokorowany bambus. Najmniej natomiast, meble wykonane z gałązek wierzby.


Meble ogrodowe metalowe 

 

Meble ogrodowe metalowe są wyjątkowo trwałe i łatwe w codziennym utrzymaniu. Zabrudzenia wystarczy przetrzeć wodą. Meble te są bardzo ciężkie, wiec wybierając taki zestaw musimy założyć, że zostanie on w jednym miejscu. Dzięki swojej wadze nie sprawiają kłopotów przy wietrznej pogodzie.
Wymagają odpowiednich zabiegów konserwacyjnych. Każde uszkodzenie należy pomalować farbą do metalu lub specjalnym środkiem. Meble metalowe mają tę zaletę, że są łatwe w utrzymaniu – zabrudzone, wystarczy umyć wodą.


Warto pamiętać, że metalowe meble szybko się nagrzewają, a przy niskie temperaturze są bardziej zimne niż te z innych tworzyw.
W przypadku mebli metalowych trudno jednoznacznie wypowiedzieć się o cenie. Wśród nich możemy spotkać niedrogie zestawy do ogrodu, jak również drogie rzeźbione produkty żeliwne.


Meble ogrodowe aluminiowe

 

Meble ogrodowe z aluminium są zdecydowanie lżejsze i przede wszystkim nie rdzewieją. Nie trzeba ich chować na zimę, nie wymagają zabiegów pielęgnacyjnych, łatwo je przeczyścić, są odporne na różne warunki pogodowe. Nie są drogie. Ich mała waga może być wadą podczas silnych wiatrów.


Meble ogrodowe - technorattan

 

Hitem ostatnich sezonów jest technorattan. Występuje również pod nazwą: rattan syntetyczny, sztuczny rattan, eko-rattan, PE rattan. Jest to materiał syntetyczny, który powstaje z wysokogatunkowych włókien polietylenowych wzorowanych na naturalnym rattanie. Z takich włókien, ręcznie, na aluminiowym lub metalowym stelażu wyplata się produkty z technorattanu.
Technorattan jest materiałem, który z powodzeniem poddaje się procesowi recyklingu, nie zawiera toksyn, a podczas jego produkcji nie występują szkody dla środowiska naturalnego. Nie uczula i nie stanowi żadnego zagrożenia dla użytkowników.
Meble z technoratanu są zdecydowanie bardziej wygodne od tych z naturalnego rattanu. Są odporne na warunki pogodowe, promieniowanie UV, działanie mikroorganizmów. Nie chłoną wilgoci i nie wymagają zabiegów konserwacyjnych. Mogą pozostać na zewnątrz przez cały rok.
Takie meble są niezwykle łatwe do utrzymania w czystości. Wystarczy przetrzeć je wilgotną ściereczką lub polać strumieniem wody z węża ogrodowego.
Szacuje się, że trwałość mebli wykonanych z technorattanu wynosi nawet kilkanaście lat.
W sklepach z meblami ogrodowymi spotkać możemy: stoły, krzesła, leżaki, narożniki, sofy (niektóre o fantazyjnych kształtach, z baldachimami) z technniorattanu.
W skład całych zestawów mebli ogrodowych z technorattanu, wchodzą często stoły ze szklanym blatem. Podobnie jak w przypadku rattanowych mebli, zabezpiecza to przed dostaniem się okruchów jedzenia między plecionkę.



Wysoka jakość mebli z technorattanu spowodowała, że są one bardzo chętnie wykorzystywane w przestrzeni publicznej. Często spotykam je w kawiarniach czy restauracjach.
Popularność technoratanu spowodowała, że na rynku zaczęły pojawiać się podróbki. Warto być czujnym, szczególnie jeśli meble wyglądają na wykonane z technorattanu, a są od nich znacznie tańsze. Zamiast włókien stosuje się plastikowe odlewy, które je imitują, a przy tym nie posiadają stelaża, więc są mniej trwałe pod każdym względem. Obniża się cena, ale też jakość i trwałość staje się o wiele niższa, niż w przypadku ręcznie wyplatanych włókien technorattanu.

Meble z technorattanu są z pewnością dobrym wyborem dla osób, które cenią wygodę i wysoką jakość, oraz dla takich które nie lubią dokładać sobie obowiązków związanych z korzystaniem z ogrodu, takich jak konserwacja mebli.

Ja zdecydowałabym się na coś lekkiego, czyli aluminium lub technorattan. Ostateczna decyzja należy oczywiście do rodziców mojego męża :)

Jakie meble ogrodowe Wam najbardziej odpowiadają?


Źródła zdjęć: homegarden.com.pl; własne archiwum

piątek, 9 sierpnia 2019

Grillowanie halloumi w piekarniku - szaszłyki z arbuzem i serem




Kolejny mój przepis na gilowany ser halloumi (tym razem z piekarnika), jak wiele tego typu pomysłów, pojawił się przypadkiem.

Ser halloumi pokochałam od pierwszego kęsa, gdy próbowałam go podczas zeszłorocznego pobytu na Cyprze. Od tego czasu mam go zawsze w domu. Jeden z takich serów miał krótszą datę ważności i gdy się zorientowałam, musiałam go przygotować prawie od ręki. Przejrzałam lodówkę w poszukiwaniu inspiracji, a że byłam właśnie przed cotygodniowymi zakupami i zapasy się pokończyły, to nie miałam dużego pola do popisu. Postawiłam więc na arbuza, którego miałam pod dostatkiem :)

W ten sposób powstał przepis na szaszłyki z arbuzem i serem hallumi z piekarnika.

Danie jest niezwykle proste, ale sos dodaje mu sznytu. Jeśli obawiacie się łączenia arbuza i sera, zapewniam że pasują do siebie znakomicie. Ja twierdzę, że smaczniejszą częścią jest ser, a mój mąż, który przez lata nie lubił dodawania owoców do takich dań, stwierdził, że arbuz w tej postaci jest wyśmienity i bardzo tu pasuje. Po takiej recenzji nie miałam wątpliwości, by przepisem podzielić się z wami na blogu :)



Szaszłyki z halloumi – jak zrobić


Ser halloumi nie wydaję się być bardzo kruchy. Przy krojeniu na drobne kawałki, potrzebne do przygotowania szaszłyku, może zdarzyć się jednak, że jakaś cząstka się połamie. Aby temu zapobiec, wystarczy pokrojone cząstki zalać gorącą wodą. W ten sposób stają się bardziej plastyczne i łatwiej nadziać je na patyki do szaszłyków.

Inne przepisy na blogu Wellness po polsku, które mogą cię zainteresować:

Przepis na szaszłyki z arbuzem i serem halloumi grillowane w piekarniku 

Składniki szaszłyków

- około 225 g sera halloumi,
- ćwiartka małego arbuza (ja użyłam arbuza mini, który ma bardzo drobne pestki).


Składniki sosu:

- płaska łyżka suszonej mięty,
- oliwa,
- ząbek czosnku lub 2 szczypty czosnku granulowanego.


Przepis na szaszłyki z arbuzem i serem halloumi

1. Pokrój w kostkę arbuza i ser halloumi.
2. Ser wrzuć do miski i zalej gorącą wodą.
3. Nadziewaj na zmianę ser i arbuza.
4. Przygotuj sos, mieszając wszystkie jego składniki.
5. Gotowe szaszłyki zanóż w sosie.
6. Ustaw piekarnik na 200 0°.
7. Piecz, aż ser się przyrumieni.

Najlepiej smakuje z chrupiącym pieczywem.
Smacznego!

środa, 7 sierpnia 2019

Wyprawka dla noworodka - kiedy zacząć przygotowywać wyprawkę do domu, a kiedy do szpitala



W pierwszej ciąży, gdy nie mamy w domu żadnych rzeczy potrzebnych dla noworodka, czeka nas wiele zakupów, a ich wybór z pewnością nie będzie prosty, o ile nie chcemy po kilku tygodniach po urodzeniu dziecka, kupować wielu rzeczy od nowa, bo tamte się nie sprawdziły. 

W którym tygodniu/miesiącu ciąży kupować wyprawkę


Zakupy kuszą już w pierwszych miesiącach, szczególnie jeśli się jest w takiej sytuacji jak ja, że gdy dowiadujesz się o ciąży, akurat kończy się zima i ze sklepów wycofywane są ciepłe ubranka, a dziecko będzie się rodzić jesienią, gdy dopiero będą znów pojawiać się w sklepach. Z ubrankami się wstrzymałam, bo czułam że pierwsze miesiące to jeszcze za wcześnie, ale przyszedł moment, kiedy uświadomiłam sobie, że jest to odpowiedni czas na gromadzenie wszystkich rzeczy potrzebnych dla noworodka. Tylko kiedy właściwie zacząć kupować wyprawkę dla noworodka? 

W którym tygodniu ciąży kupować wyprawkę



Tydzień, który uznałam za odpowiedni, aby zacząć kupować wyprawkę, to 22 tydzień ciąży. Dlaczego akurat ten? Dlatego, że dziecko urodzone w 22 tygodniu ciąży można uratować. Na świecie żyją nawet wcześniaki urodzone w 21 tygodniu ciąży. Dla mnie taka wiadomość, była zielonym światłem, że gdyby coś działo się nie tak, to moje maleństwo ma szansę już w 22 tygodniu przeżyć na tym świecie, więc spokojnie mogę zacząć szykować pokój i wyprawkę.

W którym miesiącu ciąży kupować wyprawkę

Wspomniany wyżej 22 tydzień ciąży, to 5 miesiąc. O tym, że jest to dobry czas, by zacząć kompletować wyprawkę, świadczy również to, że w tym okresie kobieta czuje się najlepiej, więc zakupy nie będą stanowić dla niej takiego problemu jak w późniejszych miesiącach. Nie jestem zwolenniczką pośpiechu, ani też odkładania wszystkiego na ostatnią chwilę. Uważam, że na większe zakupy, szczególnie takie, przy których trzeba trochę pochodzić i pooglądać, warto zostawić sobie trochę czasu.

Jest to też miesiąc, w którym płeć dziecka jest zazwyczaj dobrze znana, co w niektórych przypadkach ułatwia zakupy.

Wyprawka dla noworodka - od czego zacząć

 

Zabierając się za kompletowanie wyprawki, najlepiej zacząć od planu. Na liście znajdzie się mnóstwo drobiazgów, takich jak produkty do higieny (gaziki, pieluszki, aspirator do nosa), które bez problemu można kupić przez internet, czy w aptece podczas jednych z wielu zakupów.

Moim pierwszym nabytkiem była poduszka do karmienia, którą zamówiłam przez internet już w drugim, czy trzecim miesiącu ciąży. Już wtedy przydawała mi się sporadycznie do spania. Mam skłonności do siniaków, a odkąd zaczęłam spać na boku (wcześniej mi się to nie zdarzało), to zauważyłam, że pojawiają mi się one między kolanami. Poduszka im zapobiegała.

Z czasem taka specjalna poduszka dla kobiet w ciąży stawała się coraz bardziej potrzebna. W przyszłości przyda się do karmienia.

Kolejny zakup, który okazał się niezbędny już w drugim trymestrze ciąży, to wkładki laktacyjne.


Kiedy zacząć kupować wyprawkę dla noworodka

Wyprawkę, jak już wspomniałam, najlepiej gromadzić stopniowo, przy okazji innych zakupów. Na początek najważniejsza jest lista. Ja taką sporządziłam na początku szóstego miesiąca. Teraz jest ona dla mnie dużym ułatwieniem. Gdy coś kupię, skreślam z listy, gdy jeszcze czegoś nie mam, a ktoś mi poleci którą markę wybrać – dopisuję.

Nie wybieram się na specjalne zakupy wyprawkowe, ale stopniowo kupuję niezbędne artykuły. Mogę dzięki temu skorzystać z promocji, czy wybrać najlepszą ofertę. Szukając kosmetyków w internecie, mam możliwość dokładnego przyjrzenia się składom.

Ostatnio potrzebowałam nowej pasty do zębów, a mam ograniczony wybór, bo mogę używać tylko takie, które nie zawierają fluoru. Szukając pasty, przejrzałam też co oferuje apteka, pod kątem wyprawki dla noworodka. Znalazłam dzięki temu kilka dobrych produktów, o których wcześniej nie wiedziałam (np. szklaną butelkę Lovi Diamond Glass) oraz inne produkty, w lepszych cenach niż spotykałam w innych miejscach.

W ten sposób do mojego zestawy wyprawkowego dołączyło sporo produktów, między innymi te, które widzicie na zdjęciach.


Wyprawka do szpitala

 

Wyprawka do szpitala, to zarówno rzeczy dla mamy jak i dla dziecka. Ostatnio słyszałam nawet, że warto przygotować też jakieś drobiazgi dla taty.

Co zabrać do szpitala na poród 

 

Jeśli wybrałaś już szpital, w którym chcesz rodzić, najlepszym rozwiązaniem jest sprawdzenie na jego stronie internetowej, czy znajduje się tam lista rzeczy, które powinny się znaleźć w takiej torbie. Na stronie szpitala, który ja wybrałam, jest lista z 15 pozycjami. Dodatkowo polecam też wybrać się do szpitala i podpytać położną czego możemy się spodziewać (przy okazji obejrzeć oddział położniczy), albo po prostu zadzwonić. Taką kwestią do przegadania jest między innymi kąpiel noworodka. Może się okazać, że dziecko nie będzie kąpane w szpitalu, więc sporo rzeczy zabrałabyś niepotrzebnie.
W ten sposób unikniesz zabierania zbędnych rzeczy, albo takich, które będą ci potrzebne w późniejszym czasie i które będziesz mógł ci ktoś spokojnie dowieźć do szpitala już po porodzie (na przykład laktator).


Do dziś zebrałam rzeczy, o których wiem, że będą mi potrzebne w szpitalu: nawilżone chusteczki - Łagodzące chusteczki oczyszczające Mustela, ochronny krem do pielęgnacji pośladków dla noworodka - Mustela Krem do przewijania, Podkłady poporodowe - Bella Mamma.
Z mojej listy wykreśliłam już też : pieluszki i podpaski (tego specjalnie kupować nie musiałam).

Torba do porodu kiedy spakować

 

Ostatnia kwestia, czyli kiedy spakować torbę do porodu. Wszystkie wyżej wymienione rzeczy, dla mnie i dla dziecka, oraz to, co każdy do szpitala powinien zabrać, czyli (klapki, szlafrok, koszule nocne, przybory toaletowe itp.) najlepiej spakować miesiąc przed terminem porodu. Warto przygotować również listę przedmiotów do spakowania na ostatnia chwilę (np. dokumenty, telefon, ładowarka).
Na koniec więc znów wracam do stwierdzenia, że najważniejsza jest lista :) Jeśli z czymś się nie wyrobimy, czy zapomnimy zabrać, zakupy będzie mógł zrobić ktoś bliski. Zdecydowanie będziemy mieli mniej kłopotów.

Jakie są wasze doświadczenia z przygotowywaniem wyprawki do domu i do szpitala?

niedziela, 4 sierpnia 2019

Kremy z filtrem i z dobrym składem, ktore używałam w tym roku i polecam (SPF 15, 30, 50)






Wybór odpowiedniego kremu z filtrem, który nie dość, że będzie miał dobry skład, to będzie się sprawdzał na skórze, nie jest łatwy. W poprzednim roku przetestowałam kilka kremów, zaliczanych do tych naturalnych i bezpiecznych, ale po przeanalizowaniu składu, każdy z nich zawierał jakiś podejrzany składnik. Oznaczyłam wówczas te składniki i postanowiłam poszukać jeszcze wnikliwiej. Znalazłam kilka produktów z bezpiecznym filtrem przeciwsłonecznym i naturalnym składem, poniżej znajdziecie moje opinie.
Zanim nastąpiło lato, na co dzień używałam albo kremu z filtrem SPF 15, serum, albo podkładu mineralnego o takim samym faktorze UV. 

Eco Laboratorie Krem-Serum Rozjaśniający Zmniejszający Piegi i Przebarwienia SPF15 – moja opinia

Serum, to już nie pierwszy produkt Eco Laboratorie jaki miałam okazję poznać. Więcej na temat tej marki przeczytacie w moim wpisie o produkcie do ochrony włosów przed temperaturą.

Serum zawiera 97,5% składników naturalnego pochodzenia. Jego zadaniem jest rozjaśnienie skóry, redukcja zmian pigmentacyjnych.
Nie mam piegów, ale moja naczynkowę cera bardzo silnie reaguje na słońce, dlatego zdecydowałam się wypróbować serum. Nie żałuję. Działa ono kojąco i wzmacniająco na naczynia krwionośne.
Ma przyjemną konsystencję (pomiędzy kremową a żelową). Delikatny zapach. Szybko się wchłania, dobrze współgra z kremami, nie zapycha porów. Nadaje się również bezpośrednio pod makijaż, czy krem BB. Nawilża i koi.
Krótko mówiąc, bardzo przyjemny kosmetyk :)

Skład Kremu-Serum Rozjaśniającego Zmniejszającego Piegi i Przebarwienia SPF15 Eco Laboratorie

Serum zawiera ekstrakty z żurawiny, wrzosu i borówki brusznicy oraz olejek z awokado.

Skład wg INCI

Aqua, Organic Vaccinium Oxycoccus Seed Extract, Persea Americana Oil, Dicaprylyl Carbonate, Titanium Dioxide, Shea Butter Ethyl Esters, Sophora Japonica Extract, Achillea Millefolium Extraxt, Titanium Dioxide, Organic Uva-Ursi Extract, Organic Calluna Vulgaris Extract, Glycyrrihza Glaba Extract, Scutellaria Biacalensis Extract, Glycerin, Hydroxyethyl Acrylate (and) Sodium Acryloyl Dimethyl Taurate Copolymer, Rosmarinus Oil, Perfume, Benzoic Acid, Sorbic Acid, Dehydroacetic Acid, Benzyl Alcohol


 

Eco Laboratorie Matujący krem do twarzy dla cery tłustej i problematycznej SPF 15

Do tego kremu przekonał mnie skład i filtr SPF 15. Mam cerę mieszaną, byłam więc też ciekawa, jaki będzie efekt jego stosowania.
Krem miał nawilżać, odżywiać, zwężać pory, regulować pracę gruczołów łojowych, zapobiegać błyszczeniu, podrażnieniom i zapewniać świeży wygląd cery.
Nie wiem jak krem będzie działał przy cerze tłustej z dużymi problemami, ale u mnie sprawdził się znakomicie. Moja skóra przestała się błyszczeć, a mimo że była matowa, to nadal była dobrze nawilżona, jędrna. Wyglądała świeżo i zdrowo.
Konsystencja kremu jest bardzo lekka, ale nie sprawia problemów przy nakładaniu, czy wyciskaniu z tubki. Krem dobrze współgra z makijażem, nie roluje się. Sprawia , że make up wygląda świeżo przez długi czas. Szkoda, że nie ma wersji z wyższym filtrem, bo mogłabym go używać cały rok.

Skład Matującego krem do twarzy dla cery tłustej i problematycznej SPF 15 Eco Laboratorie

Krem zawiera olej ze słodkich migdałów, który działa zmiękczająco na skórę, ekstrakt z oczaru wirginijskiego oraz ekstrakt z irysa, którego zadaniem jest zwężanie porów oraz poprawa elastyczność skóry.

Skład wg INCI

Aqua, Organic Iris Extract, Dicaprylyl carbonate, Shea Butter Ethyl Esters, Organic Hamamelis Virginiana Leaf Extract, Organic Prunus amygdalus Oil, Glycerin, Lonicera japonica extract, Cananga essential Oil, Hydroxyethyl acrylate (and) Sodium Acryloyl Dimethyl Taurate Copolymer, Polymethyl Methacrylate, Methylmethacrylate crosspolymer, Perfume, Sorbic Acid, Benzyl alcohol.


Krem rozświetlający Clochee SPF 30

Krem rozświetlający Clochee SPF 30 wybrałam jako produkt zapewniający średnią ochronę. Stosuję go wyłącznie na twarz, ponieważ jest to krem, który spełnia rolę kremu BB. Nie przeszkadza mi to, ponieważ krem przeznaczony jest wyłącznie do twarzy, a nie do całego ciała. Kolor niestety nie każdemu może odpowiadać, więc zainteresowanych odsyłam do mojej recenzji.
Krem kupicie tutaj.


Mustela, mleczko przeciwsłoneczne do ciała, od urodzenia, SPF50+, 300ml

Szukając kremu z wysokim filtrem (SPF 50) zdecydowałam się sięgnąć po produkt, który stworzony był z myślą o najmłodszych. Większość kremów z wysokim filtrem ma takie właśnie przeznaczenie, ale nic nie stoi na przeszkodzie, aby stosowały je osoby dorosłe. Z resztą teraz, gdy jestem w ciąży, taki skład i taki filtr jest dla mojej skóry jeszcze bardziej wskazany.

Marka przekonała mnie jeszcze jednym. Podaje nie tylko SPF, ale także wartość ochrony UVA - 25 PPD, co jest rzadkością na polskim rynku. Na marginesie: PPD, to skrót od Peristent Pigment Darkening. 

Jako pierwsze, kupiłam mleczko o pojemności 300 ml i używałam na całe ciało, w tym na twarz.
Kosmetyk ma lekką konsystencję (właściwą dla mleczka), łatwo się rozprowadza, nie bieli. Po nałożeniu na skórę powodował, że nieco bardziej błyszczała się mi cera w strefie T, która z natury jest bardziej tłusta. Pod makijaż mineralny sprawdza się doskonale, błyszczenie znika, a cera wygląda bardzo naturalnie. Cera jest gładka, nawilżona. Produkt nie roluje się na twarzy.

Mleczko, po nałożeniu na ciało nie powoduje uczucia lepkości, łatwo się nakłada i rozprowadza, nie brudzi ubrań. Ma przyjemny zapach i przede wszystkim skutecznie chroni przed szkodliwym działaniem promieni słonecznych.

Skład mleczka przeciwsłonecznego do ciała SPF50+ Mustela od pierwszych dni życia

Mleczko, prócz składników o działaniu zabezpieczającym przed działaniem promieni słonecznych, zawiera olej z awokado, witaminę E, która działają antyoksydacyjnie i zabezpieczają skórę przed odwodnieniem.

Skład wg INCI

Aqua (Water), Coco-Caprylate/Caprate, Caprylic/Capric Triglyceride, Dicaprylyl Carbonate, Glycerin, Diethylamino Hydroxybenzoyl Hexyl Benzoate, Lauryl Glucoside, Polyglyceryl-2 Dipolyhydroxystearate, Ethylhexyl Triazone, Persea Gratissima (Avocado) Oil, Phenylbenzimidazole Sulfonic Acid, Titanium Dioxide, Bis-Ethylhexyloxyphenol Methoxyphenyl Triazine, Pentylene Glycol, Potassium Cetyl Phosphate, Stearalkonium Hectorite, Tocopherol, Glyceryl Caprylate, Sodium Hydroxide, Dehydroacetic Acid, Alumina, Xanthan Gum, Jojoba Esters, Propylene Carbonate, Persea Gratissima (Avocado) Fruit Extract 

Jako że mleczko przeznaczone jest dla dzieci już od pierwszych dni życia, dodam że producent na opakowaniu informuje, że nie zaleca się bezpośredniej ekspozycji na słońce dzieci w wieku poniżej 3 lat. Jeśli jednak jest taka konieczność, radzi nałożyć grubą warstwę tego mleczka i powtarzać tą czynność co najmniej raz na dwie godziny, a także każdorazowo po kąpieli. 
Inne teksty o kosmetykach do opalania na blogu Wellness po polsku, które mogą Cię zainteresować:

Mustela, mleczko przeciwsłoneczne do twarzy, SPF50+, 40ml dla dzieci i dorosłych

Mleczko (występujące w niektórych sklepach pod nazwą "mleczko do twarzy"), ma taką samą konsystencję,zapach i działanie, jak opisane wyżej wersja do całego ciała. Zdecydowanie bardziej opłaca się kupić większą wersję, o ile wie się, że całość zostanie zużyta. Cenę i listę sklepów znajdiecie tutaj.
Zaskoczeniem był dla mnie inny skład, ponieważ zarówno w aptece internetowej, w której go zakupiłam, a także u samego producenta, podano identyczny skład jak mleczka w wersji 300 ml. Na moim opakoawniu widnieje coś innego.
Poniżej pokazuję więc jak wygląda skład na moim opakowaniu.

Skład INCI




Główne składniki czynne pochodzenia naturalnego: System filtrów SPF50+ UVB UVA, chroniony patentem naturalny składnik Avocado Perseose®, który wzmacnia barierę ochronną oraz zachowuje bogactwo komórkowe skóry (organiczno-mineralnych, kompleks roślinny na bazie awokado), witamina E, estry jojoby.

Który krem najbardziej Was zainteresował?

Instagram @mrs_calluna